Sekretny dziedzic miliardera: Odzyskać własne życie

Sekretny dziedzic miliardera: Odzyskać własne życie

Autor: Esther1218

Odrodzony z bogactwem
Autor: Esther1218
12 cze 2026
Cztery lata później. Moje dłonie zacisnęły się wokół ciepłego porcelanowego kubka z ciemnym, kofeinowym napojem, którego potrzebowałam każdego ranka, by nabrać energii do stawienia czoła nadchodzącemu dniowi. Dni te były zazwyczaj pracowite, ale nauczyłam się do tego przystosowywać całkiem sprawnie i efektywnie. Po przeprowadzce z Nowego Jorku do Kanady przez chwilę pogrążyłam się w użalaniu nad sobą, zanim znów stanęłam na nogi. Dostałam pracę jako asystentka managera, po czym harowałam jak wół, by zostać szefową działu. Zmiana w karierze tak bardzo mnie pochłonęła i odwróciła moją uwagę, że wkrótce zapomniałam o bólu po życiu, które zostawiłam za sobą… o mężczyźnie, którego zostawiłam. Potrząsnęłam głową, odmawiając dopuszczenia do siebie jakichkolwiek myśli o tamtym życiu, zwłaszcza że poprzysięgłam sobie nigdy do niego nie wracać. Jakiekolwiek by nie było moje obecne życie, kochałam je tak bardzo, jak to tylko możliwe. Miałam rozwijającą się karierę i piękną córeczkę, która była taką samą wojowniczką jak ja. O co więcej mogłabym prosić? Pukanie do drzwi mojego gabinetu wyrwało mnie z zadumy, po czym do środka wszedł Julian. Ubrany w swój charakterystyczny trzyczęściowy garnitur, z ani jednym kosmykiem swoich kasztanowych włosów nie będącym w nieładzie, Julian pomaszerował do szklanej ściany z widokiem na tętniące życiem miasto w dole. „Tobie też dzień dobry, Julianie” – prychnęłam sarkastycznie. „To nie w twoim stylu być tutaj tak wcześnie” – zauważyłam. Julian rzucił mi spojrzenie, które było wszystkim, tylko nie groźbą. Nigdy nie mówiłabym do niego w ten sposób, gdybyśmy nie przekroczyli już barier formalności, biorąc pod uwagę, że jest dyrektorem generalnym firmy. Ale Julian i ja przeszliśmy zbyt wiele od czasu, gdy zaczęłam tu pracować, by łączyło nas coś innego niż przyjaźń. Oczywiście, w ostatecznym rozrachunku znałam swoje granice i miejsce. „Czyżby? Czy to naprawdę dobry poranek, El?” – zapytał z powątpiewaniem, a ja uniosłam pytająco brew. Przyłożyłam kubek do ust, by wziąć łyk kawy, zanim mu odpowiedziałam. „Wow, poniedziałkowa chandra mocno cię dopadła”. Machnął na to ręką. „To nie tyle poniedziałkowa chandra, co to spotkanie, na które muszę jechać” – poskarżył się, odwracając się, by oprzeć ramię o szybę i skrzyżować ręce na szerokiej piersi. Julian, w wieku 32 lat, był niezwykle przystojny i miał wszystko, czego mężczyzna – i kobieta – mogliby zapragnąć. Był odnoszącym sukcesy, skoncentrowanym profesjonalistą, posiadającym idealną równowagę między błyskotliwością a łagodnością, co chroniło go przed byciem dupkiem. Zawsze mnie zastanawiało, dlaczego wciąż jest singlem, ale on wydawał się z tym szczęśliwy. „Ciągle jeździsz na spotkania, Julianie. Dlaczego to konkretne tak cię wyprowadza z równowagi?” – Odchyliłam się na krześle, wciąż trzymając parujący kubek kawy. „To jest w Nowym Jorku. Naprawdę nie jest to moje ulubione miejsce”. To zawsze było coś, co nas łączyło. Wydał z siebie ciche westchnienie, ale jego błyszczące zielone oczy rozjaśniły się, jakby o czymś pomyślał. „Może uda ci się poprawić mi humor, jeśli dołączysz do mnie na lunch w tej nowej restauracji z owocami morza, którą otworzyli nad brzegiem portu”. Spojrzał na mnie z wyczekiwaniem; nie było niczym niezwykłym, że jedliśmy razem przez większość dni, ale moja godzina lunchu była dziś już zajęta. „Choć oferta jest kusząca, muszę zabrać Maisie na wizytę u fizjoterapeuty” – poinformowałam go. Julian skinął powoli głową z rozczarowaniem, ale wiedziałam, że rozumie. Jeśli ktoś to rozumiał, to właśnie on. Był dla mnie ogromnym wsparciem od czasu, gdy zaczęłam tu pracować, a przez lata po prostu zbliżyliśmy się do siebie i było to miłe. Oboje cieszyliśmy się swoim towarzystwem i nadawaliśmy na tych samych falach intelektualnych. „Jak idą postępy? Czy czuje się lepiej?” – zapytał z troską. Skinęłam głową. „O tak, właściwie dużo lepiej. Drętwienie w nogach się zmniejszyło i zaczyna już sama się poruszać, ale niektóre dni są dla niej bardziej męczące niż inne” – powiedziałam z westchnieniem. Maisie urodziła się z wadą cewy nerwowej zwaną rozszczepem kręgosłupa. Choć nie jest to najcięższa postać tej choroby, wciąż bywa momentami dużym wyzwaniem. Poza tym była genialną dziewczynką z ogromną determinacją. „To niesamowite dziecko. Nigdy nie widziałem małej osoby o tak silnej woli jak ona”. Julian znał ją dobrze, bo w zasadzie był przy niej od urodzenia. Maisie polubiła go od samego początku, a Julian miał świetne podejście do dzieci. Początkowo mnie to dziwiło, ale potem opowiedział mi o wszystkich dzieciach swojej siostry i to wiele wyjaśniło. Julian wyszedł niedługo potem, rzucając na odchodne coś dramatycznego o swoim spotkaniu. Gdy tylko wyszedł, przejrzałam prywatną pocztę, jak robiłam to każdego ranka przed przystąpieniem do właściwej pracy. Było tam kilka e-maili będących spamem i reklamami, ale jeden w szczególności przykuł moją uwagę. Rozpoznałam adres e-mail jednej z najbardziej renomowanych kancelarii prawnych w Nowym Jorku i szybko kliknęłam w wiadomość, by sprawdzić, o co chodzi. Część mnie bała się, że odkryto istnienie Maisie i że to wezwanie na rozprawę o opiekę, ale na szczęście, gdy zaczęłam czytać, okazało się, że to nic z tych rzeczy. Jednak moje oczy rozszerzały się z każdym przeczytanym słowem w niedowierzaniu i musiałam przeczytać e-mail jeszcze raz, by upewnić się, że wzrok mnie nie myli. Po swojej śmierci prawie pięć lat temu, mój dziadek zapisał mi cały swój majątek i firmę pod warunkiem ukończenia przeze mnie dwudziestego szóstego roku życia, co nastąpiło około miesiąca temu. Nie mogłam w to uwierzyć, ale był pewien haczyk. Musiałabym wrócić do Nowego Jorku, by podpisać dokumenty i przejąć firmę, którą zostawił mój dziadek. W ciągu lat, które minęły, przysięgałam sobie, że nigdy nie wrócę. Odmawiałam poddania się jakiemukolwiek dyskomfortowi wynikającemu z przebywania w tym samym kraju co Dominic Thorne i moja przyrodnia siostra. Powrót oznaczał stawienie im czoła po tych wszystkich latach, a nie wiedziałam, czy jestem na to gotowa. Ból wciąż tam był, ukryty, ale nie dość głęboko. Uczucie zdrady dzieliła tylko jedna konfrontacja od odnowienia się, a gniew, który się we mnie tlił, przerażał mnie na samą myśl o nim. Nie mogłam zniszczyć wszystkiego, co tak ciężko wypracowałam, wracając tam. Moje ciało gwałtownie się wyprostowało, odpychając krzesło. Wybiegłam z biura, by znaleźć Juliana. Jeśli ktokolwiek mógł mi dobrze doradzić, to tylko on.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Odrodzony z bogactwem – Sekretny dziedzic miliardera: Odzyskać własne życie | Czytaj powieści online na beletrystyka