Zwyczajny spokój, który panował w nieskazitelnym salonie domu, który teraz nazywałam swoim, zdawał się nie istnieć. Miejsce pogody ducha i swobodnej atmosfery zajęło napięcie narastające w powietrzu, aż wydawało się, że można by je kroić nożem.
Przemierzałam salon wzdłuż i wszerz, aż nabrałam pewności, że mogłabym zasilić żarówkę niskiego napięcia energią statyczną, którą wytwarzałam. Słońce wpada
















