Ostatni dzień tygodnia zawsze wiązał się z poczuciem ulgi. Gdy jaskrawobłękitne niebo zmieniało się w pomarańczowe płótno zachodzącego słońca, z niecierpliwością czekałam, by móc się wylogować i zapomnieć o pracy do następnego poniedziałku.
Po najdłuższym tygodniu w życiu w końcu odezwał się Julian. Był dość zajęty własnymi spotkaniami biznesowymi, w tym międzynarodowymi konferencjami, które odbyw
















