Po błąkaniu się po mieście przez nie wiadomo jak długo, w końcu zebrałam się na odwagę, by wrócić do domu, który kiedyś uważałam za swoją przystań na zawsze. Domu, który tak chętnie dzieliłam z moim przyszłym byłym mężem.
Samochód, który zawiózł mnie do miejsca, z którego wkrótce miałam odejść, był przypisany do mojego osobistego użytku przez Dominica. Arthur, mój szofer, wiedział, że dzieje się coś strasznego, ale nigdy nie odważył się zapytać. Poza kilkoma spojrzeniami w lusterko wsteczne, po prostu skupiał się na drodze i bez słowa zawiózł nas z powrotem do domu, abym mogła odebrać swoje rzeczy.
Opierałam głowę o chłodne skórzane siedzenie, odtwarzając w myślach poranną scenę raz po raz. Wciąż nie mogłam uwierzyć, że to się dzieje. Że Dominic mógł zrobić coś takiego po tym wszystkim, co nas łączyło jako małżeństwo. Oczywiście nie pobraliśmy się w normalnych okolicznościach, ale dzieliliśmy ze sobą więcej, niż obcy ludzie mieliby odwagę dzielić. Dominic uwielbiał obwiniać mnie o skandal, który doprowadził do naszego ślubu, ale ja nie miałam z tym nic wspólnego.
Ból przeszył moją klatkę piersiową, gdy próbowałam pogodzić się z tym, co się działo, ale nie potrafiłam. Kochałam Dominica bardziej niż cokolwiek na świecie i jeszcze tego ranka nie mogłam przestać wyobrażać sobie życia, które mieliśmy wieść z błogosławieństwem w postaci dziecka, ale było to życie, które będę musiała przeżyć sama.
Samochód zbliżył się do wielkiej czarnej bramy, a ciepłe uczucie domu już się nie pojawiło. Arthur wjechał przez otwartą bramę na wybrukowany podjazd, aż zatrzymaliśmy się całkowicie przed wielką rezydencją. Odpięłam pas, podczas gdy Arthur otwierał mi drzwi, a gdy tylko wysiadłam i zmrużyłam oczy przed ostrym słońcem, mój wzrok skupił się na bałaganie przed mną.
Sloane stała w otwartym wejściu do domu z naręczem moich rzeczy. Jedną ręką trzymała przedmioty, podczas gdy drugą chciwie chwytała stos, po czym wyrzucała go przed schody wejściowe.
Gniew zawrzał we mnie na widok zuchwałości i czystej złośliwości tej kobiety. Miała Dominica. Wygrała. Czy tego nie widziała? Nie było potrzeby, by upokarzała mnie bardziej, a jednak to robiła.
„Ach, czyż to nie gwiazda naszego przedstawienia? Czekałam na ciebie. Pomyślałam, że nie ma lepszego prezentu pożegnalnego niż pomocna dłoń, by wyprawić cię w drogę” – zakpiła, wyrzucając ostatnie moje ubrania w powietrze.
„Byłoby lepiej, gdybym w ogóle nie widziała twojej twarzy” – odparowałam, ale ona uśmiechnęła się radośnie na moją reakcję.
Cieszyłam się, że Arthur odjechał i nikogo nie było w zasięgu wzroku, bo inaczej czułabym się jeszcze bardziej upokorzona, niż już byłam.
Szłam przez morze moich rzeczy na trawniku, których jeszcze nie miałam zamiaru zbierać. Gdy podeszłam do drzwi, Sloane zagrodziła mi drogę.
„Gdzie ty się niby wybierasz?” – Uniosła brew, jakby była właścicielką tego domu.
Spojrzałam na nią z wściekłością, powstrzymując chęć podrapania jej twarzy moimi nieco długimi paznokciami. „Zebrać moje rzeczy i wyjść, żebym nie musiała cierpieć ani dnia dłużej, patrząc na twoją gębę”. Słowa przecisnęły się przez zaciśnięte zęby, a jej nozdrza zadrgały.
„To nie będzie konieczne, droga siostro” – powiedziała słodkim, fałszywym tonem, choć wiedziałam, że za nic mnie nie uważa. W końcu byłyśmy tylko przyrodnimi siostrami. „Już pozwoliłam sobie zostawić wszystkie twoje rzeczy u twoich stóp”. Wskazała na moje wyrzucone ubrania.
„Zejdź mi z drogi w tej chwili, Sloane”. Mój głos podniósł się o oktawę, ale jej twarz stała się jeszcze bardziej zdeterminowana.
„Miejsce, które pamiętasz, już nie istnieje. Ten dom należy teraz do Dominica i do mnie, byśmy mogli dzielić się naszą nieskończoną miłością i ją celebrować. To zawsze mnie kochał. To byłam i zawsze będę ja. Byłaś po prostu wystarczająco głupia, by wierzyć, że jest inaczej. Dominic kocha mnie bardziej niż cokolwiek na świecie. To właśnie dlatego jest w stanie tak łatwo cię wyrzucić. Zrobiłby dla mnie wszystko” – chełpiła się, a ja nienawidziłam tego słuchać.
To było jak sypanie grubej soli na otwarte rany i wcieranie jej. Paliło, piekło i sprawiało, że miałam ochotę krzyczeć z bólu.
Przełknęłam gulę, która formowała się w moim gardle, po czym skierowałam uwagę z powrotem na tę diablicę stojącą przede mną.
„Brzmi to tak, jakbyś próbowała przekonać bardziej siebie niż mnie” – zadrwiłam i zaśmiałam się, ciesząc się z miny, która pojawiła się na jej twarzy.
„Ty suko. Czy ty myślisz…” – Jej słowa uwięzły w gardle, gdy jej przebiegłe oczy spoczęły na mojej dłoni.
Szlag.
Szybko próbowałam ukryć raport o ciąży, ale było za późno, bo już go zobaczyła.
„A co my tu mamy?” – Odsunęłam się, ale ona zdążyła już chwycić papiery i wyrwać mi je z ręki.
„To nie twoja sprawa”. Sięgnęłam po dokumenty, ale ona odsunęła się na tyle, by móc przeczytać raport.
Oczy Sloane rozszerzyły się do rozmiarów spodków, po czym spojrzała na mnie znad kartki. Przez jej twarz przebiegł wir emocji, ale jej oczy przepełnione były furią i zazdrością.
„To dobrze, że Dominic rozwodzi się z tobą, więc nie będzie musiał być ojcem cudzego dziecka” – powiedziała, ale jej głos był słaby.
„To dziecko Dominica, Sloane. Tylko dlatego, że odmawiasz przyjęcia tego do wiadomości…”
„To nic nie znaczy. Twoje dziecko urodzi się jako bękart!” – wrzasnęła, a ja nie mogłam już opanować gniewu.
Jakby samoczynnie, moja ręka uniosła się w powietrzu i uderzyła ją w twarz. Sloane krzyknęła, ale otrząsnęła się z szoku szybciej, niż się spodziewałam. Z jej gardła wydobył się głośny warkot, po czym Sloane pchnęła mnie z siłą, której nie byłam w stanie się przeciwstawić.
Krzyk wyrwał się z moich ust, a ręka wystrzeliła, by chwycić się czegokolwiek, ale było za późno. Moje ciało stoczyło się po schodach, aż wylądowałam na twardym bruku, uderzając najpierw głową o ziemię.
Ból przeszył całe moje ciało, gdy próbowałam odzyskać oddech, ale czułam się, jakby na moją głowę spadł głaz. Sięgnęłam słabo, by podtrzymać głowę, i poczułam, jak coś ciepłego i mokrego spływa mi po twarzy. Zapach metalu sprawił, że zmarszczyłam nos, co mówiło mi, że krwawię i to mocno.
Próbowałam się poruszyć, stanąć na nogi, ale całe moje ciało było zdrętwiałe i nieruchome, odmawiając jakiejkolwiek współpracy.
„Potraktuj to jako ostrzeżenie!” – wymamrotała Sloane lodowatym tonem. Stała teraz nade mną, a jej oczy przepełnione były nienawiścią. „Jeśli jeszcze raz się tu pokażesz, spotkają cię jeszcze gorsze konsekwencje”. Ostrzegła mnie, a gdy myślałam, że odejdzie od mojego bezwładnego ciała, zrobiła coś znacznie gorszego, niż mogłam sobie wyobrazić.
„Ugh!” – stęknęła Sloane w przypływie wściekłości. Patrzyłam z przerażeniem, jak cofa stopę obutą w szpilkę, po czym z furią kopie mnie prosto w brzuch.
Zawyłam z bólu, który przeszył moje podbrzusze, i zapłakałam, podczas gdy przez moją głowę przemykały tysiące myśli. Moja ręka odruchowo powędrowała do brzucha, ale czułam się sparaliżowana.
„Chcę, żebyś zapamiętała tę chwilę. Nigdy nie zapomnij, jak słaba jesteś i jak bardzo zdana na moją łaskę”. Przykucnęła, a ja wzdrygnęłam się, lecz jej dłoń już mocno zacisnęła się na moich włosach.
„Sloane, p-proszę” – błagałam, nie chcąc, by stała się krzywda życiu we mnie.
„To, że jesteś w ciąży, nie oznacza, że Dominic zmieni zdanie. Kocha mnie bardziej, niż możesz sobie wyobrazić. Nie obchodzi go, co stanie się z tobą czy twoim małym bękartem” – wyszeptała gorzko przez mocno zaciśnięte zęby.
Rzuciła mi ostatnie pogardliwe spojrzenie, gdy leżałam szlochając z bólu, po czym odwróciła się z fuknięciem. Jej obcasy zastukały o bruk, gdy dumnym krokiem wróciła do domu.
Otworzyłam usta, by wezwać pomoc, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Nagle fala zimna rozlała się po moim ciele i zanim się zorientowałam, wzrok mi się zamazał, aż nie mogłam już utrzymać otwartych oczu.
Ostatnią rzeczą, jaką pamiętam, było to, że wszystko pociemniało, zanim ja również uległam ciemności.
















