Kira zamknęła oczy i wzięła głęboki wdech świeżego, wirginijskiego powietrza.
To była dla niej chwila wytchnienia; maleńki moment idealnego, niczym niezmąconego spokoju. Czuła powiew wiatru na skórze, trawę pod dłonią; jej umysł był czysty, a świat – doskonały.
Aż do chwili, gdy do jej uszu dobiegł śmiech i chichot jej dwóch córek, zwiastujący ich nadejście, gdy opadły na koc piknikowy obok niej
















