Dziecko wyciągnęło rączkę, żeby dotknąć jej szyi. Przypomniała sobie o "znamieniu miłości", które wciąż było jaskrawe. Wiedziała, że nie zniknie szybko, bo minęła dopiero jedna noc.

Pierwszy Rozdział

Anne Vallois powoli odzyskiwała przytomność. Czuła ostry ból w całym ciele. Kiedy otworzyła oczy, zobaczyła obok siebie mężczyznę o gęstych, czarnych włosach. Była śmiertelnie przerażona, tak bardzo, że prawie krzyknęła na cały głos, ale szybko zakryła usta dłonią. Stanęły jej przed oczami wydarzenia z zeszłej nocy. Gdy przypomniała sobie szczegóły, miała ochotę sama sobie przyłożyć. Chciała utopić smutki w barze, ponieważ odkryła, że chłopak ją zdradzał. I tak oto skończyła w tej sytuacji. Nie śmiała przypominać sobie zbyt wiele, nie miała też odwagi spojrzeć mężczyźnie w twarz. Niezdarnie wyczołgała się z łóżka i ze wstydem pozbierała ubrania z podłogi, po czym uciekła, nie oglądając się za siebie… Dwa lata później… Podczas lotu do domu Anne przeglądała w galerii telefonu krótkie filmiki. Wszystkie nagrania, bezpiecznie przechowywane w pamięci urządzenia, przedstawiały dzieci od momentu narodzin do ukończenia dwóch lat. – Mama! – Mama! – Mama! Słysząc, jak dzieci wołają ją swoimi dziecinnymi głosikami i patrząc na ich twarzyczki o jasnej cerze, uśmiechała się, a jej serce topniało. Po przygodzie na jedną noc w apartamencie prezydenckim dwa lata temu, kiedy Anne była jeszcze studentką, zaszła w ciążę. Bez namysłu pobiegła do szpitala, by dokonać aborcji. Zahawała się jednak, gdy lekarz powiedział jej, że to trojaczki. A gdy była już na sali zabiegowej i przygotowywano znieczulenie, uciekła. Patrząc na uroczą dwójkę chłopców i jedną dziewczynkę, cieszyła się, że ich urodziła. To ukoiło jej niepokój i strach przed powrotem do domu… Jak długo jej nie było? Cztery, pięć, a może sześć lat? Gdyby mogła, nigdy by tu nie wróciła. Jednak jej ciotka zawsze była dla niej dobra. Ciotka i wujek chcieli, aby pojawiła się na ich przyjęciu rocznicowym. Bardzo za nią tęsknili, gdyż nie widzieli jej od dawna. Anne też tęskniła za ciotką, ale z Luton wiązało się wiele złych wspomnień. Planowała wyjechać z Luton, gdy tylko przyjęcie dobiegnie końca… Anne miała na sobie białą sukienkę i wysokie szpilki. Weszła do sali balowej hotelu. Wystrój sali był okazały, a powietrze wypełniał gwar rozmów. Czuła się zagubiona. – Anne? Anne obejrzała się i zobaczyła ciotkę, która wołała ją z daleka. Podeszła do niej i przywitała się: – Ciociu! Kiedy zobaczyła stojącego obok ciotki podstarzałego, ale dobrze trzymającego się wuja, w jej głowie przemknęły wspomnienia. – Wujku… – Wiedziałem, że to ty, ale ciotka twierdziła, że nie. Anne, witaj z powrotem. Minęło tyle czasu – powiedział Ron Marwood, patrząc na Anne z przyjemnością. Sarah Vallois podeszła, by ze łzami w oczach przytulić Anne, mówiąc: – Anne, to naprawdę ty! Wreszcie wróciłaś! Tęskniłam za tobą. Dlaczego nie odwiedziłaś nas przez tak długi czas… Anne poczuła ukłucie winy. Po śmierci matki ojciec nigdy się nią nie zajmował. To ciotka przygarnęła ją i otoczyła opieką, gdy Anne zaczęła chodzić do gimnazjum. Anne była jej za to wdzięczna… – Niech ci się przyjrzę. – Sarah puściła Anne i zmierzyła ją wzrokiem od stóp do głów. Była zdumiona i wykrztusiła: – Moja Anne jest taka piękna. W chwili, gdy weszłaś, oczy wszystkich mężczyzn zwróciły się na ciebie. – Tak jak na ciebie – powiedział z uśmiechem Ron. – Oczywiście, Anne i ja jesteśmy z rodziny Vallois – powiedziała dumnie Sarah, bardzo zadowolona z Anne. – Skoro wróciłaś, nie wyjeżdżaj. Znajdę ci dobrego męża. – Słucham? – Anne pomyślała o trójce swoich dzieci za granicą i powiedziała: – Ciociu, nie spieszy mi się. Mam dopiero dwadzieścia lat… Od strony wejścia dobiegło zamieszanie. Do środka weszło kilku mężczyzn i ustawiło się rzędem po obu stronach. Przejęli kontrolę nad salą, natychmiast ucinając przyjemną atmosferę przyjęcia. Gdy wszyscy byli zdezorientowani, do środka wszedł wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna. Ubrany w ciemny garnitur, wyglądał swobodnie, roztaczając wokół siebie potężną aurę. Jego obecność zaskoczyła wszystkich w pomieszczeniu. Anne patrzyła tępo na tę mgliście znajomą twarz. Miał przystojne, lecz poważne oblicze oraz parę ciemnych, nieprzyjaznych oczu, które spoglądały na nią chłodno. – Anthony? – zawołał Ron z zaskoczeniem. Anne poczuła, jak drętwieje jej skóra głowy. W tym momencie przestała czuć obecność innych osób wokół siebie. Fragmenty jej rozsypanych wspomnień połączyły się w całość. Ta noc w apartamencie prezydenckim dwa lata temu… Jej synowie z wiekiem coraz bardziej przypominali ojca… Wszystkie emocje, które wcześniej pogrzebała, w tej chwili powoli wypływały na wierzch… Jak on mógł… Jak on mógł być tym mężczyzną z tamtej nocy? Jak mógł być Anthonym Marwoodem, pasierbem jej ciotki… Mierzący około metra dziewięćdziesięciu Anthony szedł w jej stronę, emanując tak potężną aurą, że powietrze wokół niego zdawało się dusić. – Anthony, kiedy wróciłeś? – Ron nie spodziewał się, że jego biologiczny syn, z którym był skłócony, pojawi się na przyjęciu rocznicowym. Stojąca z boku Sarah zesztywniała i wyglądała na spanikowaną. Zawsze bała się Anthony'ego. Choć był jej pasierbem, zawsze wydawał się przerażający. – Och? Nie jestem mile widziany? – zapytał Anthony niskim, chropowatym głosem z nutą gniewu. Jego ostre spojrzenie przesunęło się na twarz Anne. Anne spuściła wzrok, a jej twarz była blada. Poczuła dreszcze na plecach, jakby stała się zwierzyną łowną. – Oczywiście, że nie! Sarah i ja jesteśmy zachwyceni, widząc cię. Co za zbieg okoliczności! Anne też wróciła! – Ron spojrzał na Anne i zapytał: – Pamiętasz Anne? Mieszkała z nami, gdy była w liceum. Anthony wpatrywał się w Anne onieśmielającym wzrokiem. – Nie da się zapomnieć. Anne od początku nie śmiała spojrzeć w twarz Anthony'ego, ponieważ była zastraszona. – Ciociu, ja… Idę do toalety – powiedziała. Zanim Sarah zdążyła się odezwać, Anne uciekła. Wpadła nawet na kogoś, ale pośpiesznie odeszła po przeprosinach. Kiedy znalazła toaletę, spojrzała na swoje odbicie w lustrze. Jej największy lęk w końcu się urzeczywistnił. „Co mam zrobić?” „Czy Anthony wiedział, że to ja byłam tą kobietą sprzed dwóch lat? To wydaje się mało prawdopodobne, prawda? Nie dotknąłby mnie, gdyby wiedział. Wtedy nienawidził mnie do szpiku kości!” „Bez względu na wszystko, nie mogę tu zostać! W telefonie mam tyle filmików z moimi dziećmi.” „Są jego miniaturowymi kopiami. Jak mógłby nie nabrać podejrzeń?” „Nie! Nie ma mowy! Nie może się dowiedzieć!” „Powinno być tu jakieś tylne wyjście, prawda?” – pomyślała Anne. Wyszła przez wyjście ewakuacyjne, nawet się nie żegnając. Jednak po przejściu kilku kroków drogę zastąpiło jej dwóch mężczyzn. Nogi się pod nią ugięły, bo rozpoznała, że to ochroniarze Anthony'ego… W tym samym momencie przechodził tamtędy pracownik obsługi z tacą. Anne cofnęła się i rzuciła tacą w ochroniarzy, po czym odwróciła się, by uciec! – Łapać ją! Napoje ochlapały ochroniarzy, ale ci nie tracili czasu. Anne biegła ile sił w nogach i ukryła się w hotelowej kuchni… – Tylko dla personelu! – krzyknął ktoś do niej. Anne wcale się tym nie przejęła! Pobiegła na tyły kuchni i zobaczyła wyjście, którym kucharze wychodzili na papierosa podczas przerw. Wypadła na zewnątrz i znalazła się w zaułku.

Odkryj więcej niesamowitych treści