Indygowy ogień

Indygowy ogień

Autor: Emilyyyyy

Rozdział 10: STERLING
Autor: Emilyyyyy
18 cze 2026
Słyszałem imprezę toczącą się na zewnątrz, ten śmiech i radość, podczas gdy ktoś tak młody cierpiał zaledwie kilka kroków dalej. Życie to kurewsko dziwna sprawa. Niektórzy mogą przeżywać katusze, podczas gdy inni nie mają o tym pojęcia i po prostu żyją swoim codziennym życiem. Miałem ochotę tam zejść i wydrzeć się, żeby wypierdalali, co było zresztą głupie. Żadna z tych osób nie miała nic wspólnego z tym, co ją spotkało. To, co mnie tak naprawdę wkurwiało, to fakt, że nie mogłem jeszcze działać, a chciałem już być na nogach i wziąć się do roboty; tymczasem musiałem po prostu trzymać ją w ramionach jeszcze mocniej. To zmieniało postać rzeczy. Nie mogłem tak po prostu na nią rzucić się z uczuciami, jak miałem to w planach. Oczywiście wciąż była zraniona, wciąż się goiła, więc musiałem ją obserwować i badać, w jakim dokładnie jest stanie psychicznym. Jedno było pewne – nie zostanie w tej pieprzonej skorupie ani minuty dłużej. Dlaczego miałaby ukrywać to, kim jest, tylko dlatego, że tamci skurwiele okazali się tchórzliwymi gnojami? Nie zrobiła nic złego, a z tego, co widzę, i tak odebrali jej już wystarczająco dużo. "Aniołku, mogę cię o coś zapytać?" Skinęła głową, opierając ją o moją szyję. "Jak się czujesz? Muszę to wiedzieć, żeby zrozumieć, co mogę dla ciebie zrobić." "Co masz na myśli?" "Mam na myśli to, w jakim punkcie jesteś z tym wszystkim właśnie teraz. Jesteś przerażona, wściekła, zraniona, czy co...? Chcę wiedzieć, gdzie znajduje się teraz twoja dusza i umysł." "Sama nie wiem, byłam już tym wszystkim po trochu... nikt inny nigdy mnie o to nie pytał. Chyba każdy po prostu zakładał, że wie, jak powinnam się czuć, ale ty jesteś pierwszą osobą, która zadała mi to pytanie. To miłe, że pytasz. Sprawiłeś, że zaczęłam się teraz nad tym zastanawiać..." "I co czujesz, mała?" Potrzebowała chwili, kręcąc się trochę, aż w końcu usiadła obok mnie. Miała zaczerwienione od płaczu oczy, ale nawet to nie odebrało im urody. Uniosłem dłoń i objąłem jej policzek, a kiedy potarła twarzą o moją rękę niczym młode jelonki, dosłownie wyrwała mi pieprzoną duszę z piersi. Opuściłem dłoń, wciąż ciepłą od jej skóry, gdy usiadła prościej. "Głównie jestem wściekła; na nich, na siebie, na Dahlię. Potem czuję się winna za to, że jestem na nią wściekła, bo przecież nie żyje, a potem czuję winę, że ja tu jestem, a ona nie. Ale przecież próbowałam ją ostrzec." "Ten facet był starszy, studiował, więc te rzeczy, o których mówiła, że do niej pisał, wprawiały mnie w dyskomfort. To tak, jakbym widziała jego kłamstwa na wylot, a ona nie potrafiła." "Gdyby tylko mnie posłuchała, to nic z tego by się nie wydarzyło. Ale to głupie tkwić w złości na nią, bo przecież odeszła. Moja najlepsza przyjaciółka nie żyje, a ja nic nie mogłam na to poradzić." "Nienawidzę siebie za to, że stałam tam jak przerażony mały królik, podczas gdy oni bestialsko ją krzywdzili." "Ale potrafiłaś ich odeprzeć." "I co to o mnie mówi? Dlaczego nie wykorzystałam tego, żeby jej pomóc?" "Brałaś lekcje sztuk walki? Trenowałaś cokolwiek?" "Nie, wiedziałam tylko to, czego tata uczył mnie przez lata, i chyba po prostu zadziałał instynkt. Ale kiedy oni byli na piętrze, a ona krzyczała, wołając mnie, nie mogłam się ruszyć. Zbyt się bałam." "Wyraźne i bezpośrednie zagrożenie, więc zadziałał twój instynkt przetrwania. Nikt nie wie, dlaczego ciało reaguje na strach w taki, a nie inny sposób, ani dlaczego niektórzy potrafią dokonać niemożliwego w określonych sytuacjach. Mogę ci tylko powiedzieć, Aniołku, że twoim przeznaczeniem było przetrwać. Właśnie dlatego tu jesteś i nie powinnaś czuć z tego powodu żadnej winy. Co jeszcze?" "Sama nie wiem. Czasami się śmieję, po czym słyszę własny śmiech i od razu robi mi się smutno. Czuję, jakby śmiech był czymś niewłaściwym. Jakbym powinna pamiętać o tamtej nocy do końca życia i już nigdy więcej się nie śmiać ani nie być szczęśliwą." "Więc dlaczego się nie zabijesz, skoro nie chcesz żyć?" Spojrzała na mnie z przerażeniem, ale nie zamierzałem cofać tych słów. Oczywiście nikt z tą dziewczyną o tym gównie nie porozmawiał, a jeśli nawet, to odwalili przy tym cholernie marną robotę. Nie zamierzałem dołączać do kolejki tych frajerów. Potrzebowała mocnego wstrząsu, zanim pewnego dnia skończy z podciętymi żyłami czy czymś w tym stylu. Ten jej sposób myślenia był całkowicie popieprzony, a z takim nastawieniem nigdy by nie wyzdrowiała, a z czasem byłoby tylko gorzej. "Jak możesz mówić coś takiego, to... to okrutne." "Nie, Aniołku. To, co robisz samej sobie, jest okrutne. Odmawiasz sobie prawa do szczęścia, snujesz się z kąta w kąt, próbując wyglądać i być kimś zupełnie innym, więc śmiech odpada, jakakolwiek zabawa odpada..." "Przecież tu jestem, prawda?" "Pewnie Eleanor nie dała ci wyboru. Znam swoją matkę, więc nie przyszłaś tu dlatego, że chciałaś, ale dlatego, że wykonywałaś rozkaz. Zamieniłaś się w robota bez ludzkich uczuć..." "Przed chwilą ocierałam się o ciebie pod domem twoich rodziców. O czym ty w ogóle mówisz?" I jeszcze do tego wrócimy, jak Bóg da, do tego i znacznie więcej, ale później, kiedy już naprostuję te twoje głupoty. Tego byłem pewien. "Ta, i jestem pewien, że później wpędzisz się w poczucie winy z tego powodu, tak jak robiłaś to ze wszystkim innym od czasu tamtego zdarzenia." "Dlaczego zachowujesz się jak taki palant i dupek?" Zakryła dłonią usta, a ja ryknąłem śmiechem. Nie mogłem się powstrzymać, poturlałem się na nią, pociągając ją za sobą, kiedy tarzałem się po łóżku, śmiejąc się do rozpuku. "Widzisz tę jędzę, która przed chwilą tu była? Właśnie ją chcę poznać." Pocałowałem ją szybko i odsunąłem się. "Chodź, idziemy." "Nie mam ochoty tam wracać." "Trudno, idziesz. Twoje dni ukrywania się dobiegły końca, a ty nie zrobiłaś nic złego. Nie weszłaś na górę, bo podświadomie wiedziałaś, że jest ich czterech przeciwko tobie, nie miałaś żadnej broni i niczego, żeby się obronić. Wykorzystałaś więc jedyną broń, jaką miałaś do dyspozycji – telefon, a potem użyłaś głowy, czyli kolejnej broni, tylko że innego kalibru. Sama więc widzisz, Aniołku, że wcale nie byłaś bezużyteczna i w ostatecznym rozrachunku to ty wygrałaś." "Jedyne, z czym musimy się teraz uporać, to twoje mylne przekonanie, że masz powody do jakiegokolwiek poczucia winy. A teraz chodź." Podciągnąłem ją na nogi i przytuliłem na ułamek sekundy, po czym ruszyłem w stronę drzwi. Kiedy wyszliśmy na zewnątrz, ludzie patrzyli i najpewniej zastanawiali się, co robimy razem, skoro trzymałem jej dłoń splecioną z moją. Nie odpowiedziałem na żadne z tych niemych pytań, prowadząc ją w stronę stołu, przy którym siedział Syndykat Sterlingów wraz z rodzinami. "Drogie panie, to jest Seraphina." Przedstawiłem ją po kolei wszystkim żonom, po czym zająłem miejsce, sadzając ją obok siebie. Moją pierwszą myślą było pociągnięcie jej na kolana, ale uznałem, że nie jest na to jeszcze gotowa. "Pójdę przynieść ci coś do jedzenia. Chcesz iść ze mną, czy wolisz zostać tutaj?" Wstała razem ze mną, z twarzą zalaną rumieńcem. Taka z niej cnotka. Znów wróciła do szarpania zębami własnej wargi. "Pójdę z tobą." Ujęła moją dłoń i poszła za mną, z dala od stołu. "Cześć, Cillian. Eleanor wspominała, że wkrótce się pojawisz." Castellan zablokowała nam drogę. Pieprzona suka. Poczułem, jak dłoń Aniołka drgnęła w mojej, więc lekko ją ścisnąłem. Wzrok Castellan zjechał ze mnie na nasze splecione dłonie, a jej twarz wykrzywiła złość. Otworzyła usta, bez wątpienia chcąc powiedzieć coś kąśliwego, ale jej szyki zostały pokrzyżowane. "Idziemy zjeść, pogadamy później." Ta sama zagadka, którą był mój Aniołek, odciągnęła mnie w stronę szwedzkiego stołu, zostawiając zszokowaną Castellan z otwartymi ustami. Może to było i w złym guście, ale nie mogłem powstrzymać śmiechu. Uwielbiałem w niej ten ogień i zamierzałem zrobić wszystko, co w mojej mocy, żeby wydobyć go z niej na nowo. Żeby rozbić tę skorupę i wyciągnąć ją ze środka. Castellan na pewno nie spodoba się to, że została tak po prostu spławiona, ale kogo to, kurwa, obchodzi?

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 10: STERLING – Indygowy ogień | Czytaj powieści online na beletrystyka