Kolacja odbyła się w miłej, przytulnej restauracji przy świecach, tuż nad wodą. Seraphina wyglądała cholernie pociągająco i, niech to szlag... niewinnie. Od czasu do czasu docierało do mnie z mocą pioruna, że ona jest moja, bo byliśmy ze sobą tak zgrani, jak dobrze naoliwione tryby; trudno było uwierzyć, że nie tańczymy tego tańca znacznie dłużej, niż w rzeczywistości.
Zamówiliśmy jedzenie i rozsi
















