Cóż, nie mogłam znaleźć wystarczająco dobrej wymówki, by wykręcić się z przyjścia na grilla, więc w niedzielę wieczorem — tak, na ostatnią chwilę — znalazłam się w najbliższym mieście na zakupach, co kiedyś uwielbiałam, ale od dłuższego czasu mnie nie interesowało.
Wszystko wydawało się obce, gdy przeglądałam sklepy, jakbym zapomniała, jak to się robi. Ostatnia ekspedientka w tym jednym miejscu nie była dużo starsza ode mnie i była niezwykle pomocna.
Mówiła tylko o budowie ciała i o tym, co najlepiej leży na danej sylwetce, ale ja potrzebowałam tylko pary dżinsów i trampków, to wszystko.
Zamiast tego wyszłam z eleganckimi bojówkami w ciemnym niebieskim kolorze, białym jedwabnym T-shirtem bez rękawów i sandałami z wiązaniami na prawie ośmiocentymetrowej szpilce. Kiedy próbowałam oponować, że buty nie pasują na grilla, Susan — pomocna ekspedientka — powiedziała mi, że ten zestaw z niczym innym nie będzie wyglądał dobrze.
Tak więc wylądowałam na grillu pełnym obcych ludzi, ubrana jak idiotka. Przynajmniej tak się czułam, zanim wszyscy zaczęli prawić mi komplementy, jak świetnie wyglądam, zaczynając od mojego taty, któremu opadła szczęka na mój widok.
— Sera, to ty tam jesteś?
To był jego genialny wykrzyknik, kiedy zeszłam po schodach, i bardzo pomógł mi poczuć się dobrze.
Rozpływał się nade mną i kazał mi się obracać, dopóki nie błagałam go, by przestał. Oczywiście wciąż nie byłam na tyle odważna, by pojechać w obce miejsce sama, więc zaproponował, że mnie podwiezie i odbierze później, super.
Kiedy dotarłam na miejsce, prawie nie wysiadłam z jego radiowozu. Nikt mnie nie ostrzegł, że to posiadłość, święty... flanele taty byłyby tak bardzo złym wyborem.
To miejsce było ogromne, wspaniałe i... cholernie spektakularne. Wszędzie było szkło, spirale, wieżyczki, kwiaty, ptaki i co to u licha?
— Cześć, komendancie, co mi tam przyniosłeś?
Rozejrzałam się i zobaczyłam kogoś, kogo wzięłam za małą dziewczynkę idącą w stronę mojego taty, dopóki dobrze się nie przyjrzałam. Musiała być w moim wieku, ale była drobna, tak jak ja, i miała najbardziej zaraźliwy uśmiech na twarzy.
— Cześć, Camillo, uściskaj nas.
Uściskała go, jakby byli starymi przyjaciółmi.
— Camillo, to moja córka Seraphina, Sera, to Camilla Sterling, siostra twojego szefa.
Pisnęła tak głośno, że mogłaby postawić na nogi cały Waszyngton, i wkrótce znalazłam się w jej ramionach, gdy skakała w górę i w dół.
— Szpilki, szpilki!
Próbowałam ją ostrzec, że jest o krok od skręcenia mi karku, ale kiedy spojrzałam w dół, jej szpilki były wyższe niż moje.
— W końcu się spotykamy, byłam twoją zastępczą siostrą, kiedy cię nie było.
— Do zobaczenia później, komendancie, zostawimy ci talerz.
— Lepiej by było.
Wrócił do radiowozu, kręcąc głową i uśmiechając się, gdy ten ludzki dynamit mnie odciągał.
— Cześć, tato, dzięki za podwózkę.
Pomachałam mu na pożegnanie, podczas gdy ona trajkotała bez przerwy, przeskakując z jednego tematu na drugi bez zaczerpnięcia tchu.
Jedyne, co usłyszałam, to „musimy coś zrobić z twoimi włosami”, a w następnej chwili byłyśmy w łazience trzy razy większej niż moja sypialnia, mój kok był rozwiązany, a ona krzyknęła tak głośno, że mogłaby ogłuszyć dziesięć osób.
— Takie włosy i ty im to zrobiłaś, wstydź się. — Wyciągnęła lokówki, lakier, jakieś mazidła i wzięła się do roboty.
— Cześć, jestem Seraphina.
— Tak, wiem, już się poznałyśmy.
Popatrzyła na mnie, jakbym uderzyła się w głowę.
— Tak, ale kiedy, dziesięć minut temu czy dziesięć lat temu?
— O to chodzi, mama mówi, że dla mnie nie ma obcych ludzi. — Zachichotała, atakując moje włosy gorącą lokówką.
Kiedy z tym skończyła, zabrała się za moje oczy. Nie wiedziałam, co znaczy „smoky sexy” i nie byłam pewna, czy chcę wiedzieć, ale muszę przyznać, że efekt końcowy był niesamowity.
Ledwo siebie poznawałam. Moje włosy, po tak długim uwięzieniu, były dzikie, wolne i — odważę się powiedzieć — wspaniałe. Zrobiła coś, co sprawiło, że moje oczy wyglądały na szersze i rozmarzone, i nawet nie chcę o tym myśleć. Jedyne, co mi przychodziło do głowy, to nadzieja, że Cillian tu będzie, a dlaczego miałoby go nie być, to w końcu był grill jego rodziny.
Nie zastanawiałam się, dlaczego był moją pierwszą myślą ani dlaczego tak bardzo ekscytowałam się na myśl, że zobaczy mnie w takim wydaniu. Po prostu wiedziałam, że tego chcę.
Wyszłyśmy na zewnątrz i zaciągnęła mnie do osobnego stołu piknikowego, gadając bez przerwy o wszystkim pod słońcem, dziewczyna była gadułą.
Jaxson podszedł, przywitał się i pokazał kciuk w górę na mój wygląd, i prawie doprowadził mnie do łez, kiedy szepnął mi do ucha „witaj z powrotem, Sera”, po czym odszedł, zostawiając mnie z Camillą.
— Nie powinnam pójść znaleźć twojej mamy i się przedstawić?
— O, zaraz wyjdzie, stroi się. Przynajmniej mam taką nadzieję. Gdzie jest mój tata?
Przyniosła nam sok, wskazując mi różnych ludzi, z których większości wiedziałam, że nie zapamiętam.
Nagle poczułam nerwowe motyle w żołądku, a potem to znajome ciepło na karku, gdy ktoś nie tylko patrzy, ale się wpatruje. Jakoś wiedziałam, zanim się odwróciłam, kto to będzie.
***
CILL
***
— Ja pierdolę...
— Stary, wszystko w porządku?
Jaxson patrzył na mnie podejrzliwie, jakby myślał, że zaraz padnę od udaru słonecznego, i może tak było, ale nie od słońca.
— Zabiję cię.
— Stary! — Cofnął się, jakbym postradał zmysły. Pieprzony bubel, jasne, wcisnął mi rasową klacz przebraną za szkapa. Powinienem być szczęśliwy, prawda? A jednak jakoś nie byłem. Skoro miała w sobie to wszystko, to dlaczego, do cholery, ukrywała się pod tymi paskudnymi kostiumami?
— Mów, Jaxson, i niech to będzie dobre, kto to, kurwa, jest Seraphina Vance? — Posłałem mu moje firmowe spojrzenie, żeby wiedział, że nie żartuję. Chciałem wiedzieć, co się tu, do cholery, dzieje, i to już.
Najpierw potrzebowałem jeszcze jednego spojrzenia na nią. Kurwa, była gorąca, i zauważyłem, że inni też to widzą, pieprzyć to.
— Później, pogadamy później. — Zostawiłem go osłupiałego i ruszyłem w jej stronę.
— Cześć, Camilla. Cześć, Camilla... idziemy.
— Cillian!...
Moja siostra krzyknęła za mną, gdy ciągnąłem Matę Hari za sobą w stronę domu. Będziemy potrzebowali do tego prywatności.
***
ELEANOR
***
— Dominic, mam pełne podwórko czekających ludzi.
— Poczekają, wracaj tutaj.
— Co, znowu? Co ty, u licha, doktorku, znowu paliłeś te krzaki?
— To legalne, skarbie.
— Wiem, ale dzieci...
— Dzieci pewnie paliły to, kiedy jeszcze było nielegalne. Chodzi mi o to, że twoja córka mówi kilometr na minutę bez brania oddechu i zawsze się uśmiecha. Najstarszy jest o dwa warkocze od bycia hipisem, a widziałaś syna? Połowa ciała tego chłopaka opowiada jakąś historię.
— Przepraszam bardzo, ale o ile dobrze pamiętam, to ty byłeś tym, który powiedział: „pozwól dzieciom iść własną drogą, niech będą szczęśliwe robiąc to, co lubią”.
— Nie narzekam, mówię tylko, że nasze dzieci to zielaże.
— Wcale nie.
— Jak zeszliśmy na ten temat? Przesuń ten swój seksowny tyłek tutaj. Ooo, moja mała dziewczynka wciąż się rumieni.
— Przestań. — Jest taki niegrzeczny.
— Już nie jestem seksowna, starzeję się.
— Skarbie, mówisz poważnie? Patrzę na twój tyłek od ponad trzydziestu lat i on robi się tylko lepszy, ładny, jędrny tyłeczek.
Moja twarz płonie.
— Ach, co mi tam, tylko streszczaj się.
To nie tak, że nie wiedziałam, iż on lubi dokładki. Mój facet nigdy mnie nie zawiódł przez ponad trzydzieści lat.
— Hulaj dusza, pędź, kowbojko! — On jest takim świrem.
***
Pół godziny później byłam już względnie przyzwoita z trwałym uśmiechem na twarzy, więc miejmy nadzieję, że nikt nie będzie wiedział, co porabiałam, poza moimi wścibskimi dziećmi. Po prostu będę musiała ich unikać przez chwilkę.
— Eva, kiedy przyszłaś i dlaczego do mnie nie zadzwoniłaś? — Moja najlepsza przyjaciółka wchodziła po schodach, gdy ja schodziłam. Dzięki Bogu, że zostawiłam Dominica pod prysznicem, co za szalony człowiek.
— Dopiero co weszłam i nikt nie wiedział, gdzie jesteś, ale potem zauważyłam, że brakuje twojego przystojniaka i dodałam dwa do dwóch. Wy dwoje wciąż sprawiacie, że robi mi się niedobrze.
— Zazdrosna suka.
Ucałowałyśmy się w policzki i chwyciłyśmy za łokcie, schodząc na dół.
— Więc, pamiętasz, jak mówiłam ci o nowej recepcjonistce w Sterling Customs i o tym, że poznała Cilliana tego samego dnia, w którym powiedziałaś, że pozna swoją żonę? Cóż, zaprosiłam ją dzisiaj tutaj. Nie mam pojęcia, jak wygląda, ale brzmi jak uosobienie słodyczy. Trochę młoda, ale co tam, ja wyszłam za mąż, kiedy byłam w jej wieku.
— Teraz, Eva, kiedy spotkasz moją nową synową, ani słowa o ślubie. Wiesz, jaka jest dzisiejsza młodzież, trzęsą się o wszystko.
— Tymczasem ty już masz wybraną kolorystykę, co, Eleanor?
— Nie, nie, to prawo dziewczyny, i nie będę jak moja teściowa. Pozwolę jej mieć ślub jej marzeń, ale mam już wybrane miejsce. — Eva śmiała się do rozpuku. Znam idealne miejsce.
***
SERA
***
— Gdzie my tak pędzimy?
— Nie odzywasz się, dopóki nie znikniemy z oczu tych wszystkich ludzi.
Czy on zdawał sobie sprawę, że jest o ponad trzydzieści centymetrów wyższy ode mnie i że jego nogi pokonują więcej przestrzeni niż moje kikuty?
Czekaj chwilę, dlaczego nie krzyczałam ze strachu? Moje serce biło szybko, tak, ale nie ze strachu, tylko z ekscytacji.
Patrzyłam na jego silne ramiona, gdy ciągnął mnie za sobą, na jego niesamowite włosy i ten płomień, który piął się po boku jego szyi.
No cóż, ładna para jedwabnych majtek do wyrzucenia.
Myślałam, że idziemy do domu, ale on pociągnął mnie za róg, poza zasięg wzroku innych i przycisnął mnie do ściany.
— Co to jest?
Och, przykrył jedną z moich piersi dłonią. Skrzyżowałam nogi i zaczęłam pocierać je o siebie jak świerszcz. Co! Nic nie mogłam na to poradzić, zachowywał się tak władczo i w ogóle.
— Co to, kurwa, ma być, Vance, co ty wyprawiasz?
— Nic. — Zabrzmiałam jak duszona owca.
Czego się spodziewasz, właśnie szczytowałam, a on robi tę swoją minę z groźnym spojrzeniem i o miłosierne niebiosa, zaraz spłonę.
— Powietrza, powietrza, potrzebuję powietrza.
— Skarbie, poważnie, jesteśmy na zewnątrz, ile więcej powietrza możesz potrzebować? A teraz przestań się wygłupiać. Co, to, jest?
— Co co?
— Te ubrania. Dlaczego, do cholery, przychodziłaś do mnie wyglądając jak Broomhilda, skoro chodzisz z ciałem pieprzonej seksbomby? Próbujesz mi namieszać w głowie?
— Nie, nie, absolutnie nie... gdybyś mógł tylko... twoja ręka. — Przycisnęłam pierś mocniej do jego dłoni, a on lekko ją ścisnął, po czym puścił.
Nieeeee.
— Przepraszam, szlag, nawet nie zdawałem sobie sprawy, że to robię.
Cóż, oszczędź mi swojej pełnej uwagi przez następne pięć minut, zanim mnie zabijesz.
— Teraz mi odpowiedz, po co to przebranie?
— To nie jest przebranie samo w sobie, ja po prostu... nie jestem gotowa o tym mówić.
— Mówić o czym, co się dzieje?
— Proszę pana, właśnie powiedziałam...
— Pieprzyć to, ostrzegałem cię.
To było całe ostrzeżenie, jakie dostałam, zanim zostałam przyciśnięta do jego piersi, stopy straciły kontakt z ziemią, a jego sprzęt znalazł się dokładnie tam, gdzie przyniósł najwięcej korzyści... na razie.
Jego język był w moich ustach, a te jego olbrzymie dłonie trzymały mój tyłek i ugniatały go. Mruknęłam, on warknął, ja doszłam.
— Oooooch.
— Kurwa, Aniele, nie mogę cię tu przelecieć, za dużo ludzi.
— Co? — W głowie mi się kręciło, a kończyny miałam jak z waty.
O szlag, ujeżdżałam go tu, na otwartym terenie, gdzie każdy mógł nadejść i zobaczyć, a moje ręce zaciskały się na jego włosach, gdy ocierałam się o niego.
Wow, niezły sposób na wyjście ze skorupy, Sera.
Zsunęłam się z niego i próbowałam doprowadzić się do porządku.
Mam tak wielkie kłopoty.
















