Indygowy ogień

Indygowy ogień

Autor: Emilyyyyy

Rozdział 3: SERA
Autor: Emilyyyyy
18 cze 2026
Jestem potwornie zdenerwowana. To mój pierwszy dzień w pracy i już się go boję. Sama praca nie powinna być problemem. Jestem dość bystra, więc przyjmowanie zamówień i wprowadzanie ich do arkusza kalkulacyjnego w komputerze powinno być wystarczająco łatwe, ale Jaxson nie powiedział mi, że jego szef jest taki... męski. Z drugiej strony Jaxson nie zna mojego małego sekretu, nikt go nie zna. — Sera, na pewno chcesz to robić tak szybko? Może dałabyś sobie trochę czasu? — W porządku, tato, muszę mieć zajęcie. Nie martw się o mnie, Jaxson tam będzie, więc nic mi nie będzie. — Jeśli jesteś pewna. Po prostu nie chcę, żebyś myślała, że musisz pracować. Mogę ci dawać kieszonkowe, dopóki nie zdecydujesz, co chcesz robić. — Dzięki, tato, to miłe, ale poradzę sobie. A teraz zjedz śniadanie i leć do pracy. — Tak jest, proszę pani. Wiesz, że nie musisz tego robić codziennie. Zawsze mogę zjeść coś w barze po drodze. — To żaden kłopot, tato, przestań się martwić. — No i jak ten twój nowy szef? Wygląda na miłego gościa? Zajęło mi chwilę, zanim odpowiedziałam. Wiedziałam, że po tym, co wydarzyło się w Arizonie, wszyscy czuli, że muszą mnie chronić przed wszystkim, ale ja tego nie chciałam. Byłam zraniona, owszem, ale nie złamana, i bardzo mocno walczyłam o to, by nie stać się taką osobą. — Wydaje się dość miły, tato. To tylko odbieranie telefonów i pilnowanie zaopatrzenia, nic wielkiego. — Mógłbym cię pewnie załatwić na pół etatu na komendzie jako urzędniczkę od akt, tylko na lato, dopóki... — Tato, wszystko w porządku, przestań się o mnie martwić. Dam radę, obiecuję. — Dobra, Sera, odpuszczam, ale jeśli coś się zmieni, daj mi od razu znać. — Dobrze, tato. — Pocałowałam go w policzek, gdy usłyszałam Jaxsona na zewnątrz. — Powiedz temu urwisowi, żeby uważał na ciebie na tej śmiertelnej pułapce, bo mu skórę wygarbuję. — Tak jest. — Wyszłam z domu, zanim zdążył zamknąć mnie w pokoju, by chronić mnie przed wielkim, złym światem. — Hej, Jaxson. — Cześć, Sera, gotowa? — Tak myślę. Wsiadłam na tył jego robionego na zamówienie motocykla, a nogawki moich luźnych spodni niemal zakryły baleriny. Uwielbiałam czuć wiatr na twarzy, pęd powietrza; czułam wolność, siedząc na motorze. Czułam się tak, jakbym mogła po prostu od wszystkiego odlecieć. Zbyt szybko dotarliśmy do warsztatu. Jaxson zostawił mnie, bym weszła sama, a sam skierował się do warsztatu na tyłach. Dłonie mi się pociły i czułam mdłości. Weź się w garść, Sera, to tylko facet. Po prostu nie zwracaj uwagi na jego ramiona, tatuaże czy twarz. Chryste, po prostu na niego nie patrz. — Planujesz tak sterczeć tutaj cały ranek, Vance? — Prawie wyskoczyłam ze skóry. Skąd on się, do cholery, wziął? — Nie, proszę pana... to znaczy nie, panie Sterling. — Cillian. Mam na imię Cillian. I chyba mówiłem ci już coś o mówieniu do ziemi, kiedy się do mnie zwracasz. Cholera, czy to znaczy, że muszę na niego patrzeć? Niedobrze. Uniosłam głowę i liczyłam na najlepsze. No i masz, czy ten facet nie nosi niczego poza koszulkami na ramiączkach eksponującymi mięśnie? Jak człowiek ma oddychać przy takim ciachu? Spokojnie, dziewczyno, on jest zupełnie poza twoim zasięgiem. Wzięłam głęboki oddech i spróbowałam jeszcze raz. — Cillian, jestem gotowa do pracy, jeśli tylko wskażesz mi, od czego mam zacząć. Dobrze, głos mi nie zadrżał. Odwrócił się, by zaprowadzić mnie do biura, a ja przyjrzałam się jego pośladkom. Kurczę, czy w tym facecie było coś, co nie byłoby idealne? I jak mogłam zapomnieć, że będę pracować tak blisko niego? Proszę, Boże, spraw, żeby spędzał większość czasu w warsztacie, a nie zamknięty tutaj, w tym biurze ze mną. Nie wytrzymam tygodnia. — Coś nie tak z moim tyłkiem? — O nie, zabijcie mnie teraz. Najprzystojniejszy facet na świecie właśnie przyłapał mnie na gapieniu się na jego tyłek. Moje zażenowanie nie znało granic. *** — O nie, yyyy... wcale nie patrzyłam na pana... to znaczy, na twój... yyy, po prostu się zamyśliłam. — Tak, jasne, prosto w rynsztoku. Szedł dalej i odpuścił temat, dzięki Bogu. Poprawiłam ramiona, starając się, by zbyt duża marynarka ze mnie nie spadła. Jestem pewna, że wyglądałam fatalnie. Nienawidziłam tego, ale potrzebowałam tego – workowate ubrania i nijakość stały się moją kulą u nogi od czasu tamtego incydentu i trudno było z nich zrezygnować. Faktem jest, że od dawna nie czułam, że naprawdę żyję, aż do wczoraj, kiedy po raz pierwszy zobaczyłam Cilliana Sterlinga. Część mnie, o której myślałam, że umarła z rąk bezdusznych ludzi, wróciła z pełną siłą bez żadnego ostrzeżenia. Teraz musiałam tylko zachować zimną krew i przestać obsesyjnie myśleć o jego cholernie gorącym ciele i tatuażach, za które można by zabić. — To będzie twoje biurko, moje jest za tamtymi drzwiami, więc będziesz miała to miejsce głównie dla siebie, bo ja zazwyczaj jestem w warsztacie albo w salonie. — Nikt tu nie wchodzi, kiedy mnie nie ma. Moi ludzie już o tym wiedzą. — Trzymam tu dyscyplinę, nie ma obijania się. Masz godzinę przerwy na lunch, a pracujesz od dziewiątej do siedemnastej, chyba że z jakiegoś powodu będę potrzebował, żebyś została trochę dłużej. To nie powinno zdarzać się zbyt często, ale może się zdarzyć. Znasz się na komputerach? — Tak, proszę pana... to znaczy, panie... Cillian. To nie moja wina, że byłam jąkającym się, czerwieniącym kłębkiem nerwów. Na litość boską, powinniście go zobaczyć. Stoi z założonymi rękami, co sprawia, że wydają się jeszcze potężniejsze, nogi w rozroku, buty motocyklowe, obcisły czarny T-shirt opięty na klatce piersiowej z rysunkiem nagiej Betty Boop na przodzie. Jego tatuaże są mroczne i seksowne, pokrywają jedno przedramię i pną się aż do szyi, a ja mam mokre majtki. No i macie! Nawet moje myśli są wyczerpujące. Westchnął, jakbym była dla niego ciężką próbą. Mniejsza z tym, wielkoludzie, spróbuj być na moim miejscu. Skończył oprowadzać mnie po biurze, wydając instrukcje swoim dystyngowanym akcentem i wymową, co stało w całkowitym kontraście do jego wyglądu niegrzecznego chłopca. — Zapamiętałaś wszystko? — Tak, wydaje mi się, że tak. *** Pierwsza połowa dnia minęła jak z płatka. Wprowadziłam zamówienia z arkusza, który mi dał, wykonałam telefony do dostawców zgodnie z jego instrukcjami i odbierałam zapytania o nowe zamówienia. Wyglądało na to, że każdy chciał mieć oryginał od Cilliana Sterlinga. Zgodnie z obietnicą, wpadał tylko rzadko, ale każdy raz był gorszy od poprzedniego. Tak jak teraz – pot sprawiał, że T-shirt przyklejał mu się do ciała, był lekko rozgrzany pewnie od temperatury w warsztacie, a sposób, w jaki pił tę butelkę wody... o rany. — O co znowu chodzi? — Słucham, co? — O niebiosa, miejcie miłosierdzie, tylko mi nie mówcie, że znowu przyłapał mnie na gapieniu się na jego krocze, ale czego on oczekiwał, chodząc tutaj w tych ciasnych dżinsach... które nic nie ukrywały. Czy to nie boli, tak to wszystko tam upychać? — Gapiesz się na mnie z rumieńcem na twarzy przez ostatnie pięć minut, Vance. Masz gorączkę czy co? — Tak, mam gorączkę i to jeszcze jaką. — Oczywiście mruknęłam to pod nosem. Ten facet mnie wykończy, nic dziwnego, że ciągle wariuję. Musiał używać tych perfum? — Co mówiłaś? — Nic, zupełnie nic, proszę pana, po prostu wracam do pracy, dużo roboty. — Proszę, zabierz swój „pakunek” i wyjdź w lewo, potrzebuję pieprzonego papierosa, a przecież nawet nie palę. Odwróciłam się do ekranu komputera, zanim otworzył usta, a on prawie przyprawił mnie o zawał serca. — Czy ja cię pieprzę? Słucham? — Ee... nie? — Czy mój nowy szef jarał coś dziwnego? — Co ci mówiłem o tym „proszę pana”? Przełknęłam ślinę. — Przepraszam, będę starała się pamiętać. — Dopilnuj tego. Czy mógłbyś już stąd wyjść, zanim spłonę? Ten na górze musiał mnie słuchać, bo niedługo potem wyszedł. Jaxson przyniósł mi lunch, który zjadłam przy biurku, bo odkryłam, że poprzednia osoba zrobiła niezły bałagan w aktach. Nie chodzi o to, że czegoś brakowało, po prostu nie było w tym żadnego ładu. Około czternastej zadzwonił telefon – dobrze, to przerwie monotonię. — Sterling Customs, w czym mogę pomóc? — Gdzie, do kurwy nędzy, jest Sterling? — Słucham? — Sterling, ten konował, który prowadzi ten cały kram, gdzie on do diabła jest? — Proszę pana, w czym mogę pomóc? Pan Sterling jest w tej chwili dość zajęty... — Słuchaj, dziewczynko... — Nie, to pan posłucha. Nie wiem, kim pan jest i szczerze mówiąc, nic mnie to nie obchodzi, ale pana sposób bycia przez telefon pozostawia wiele do życzenia. — Teraz albo będzie pan do mnie mówił uprzejmym tonem, albo rozłączę się przy odliczaniu do pięciu. Jeden, dwa, trzy, cztery... — Zaraz tam będę, mała smarkulo, jeszcze zobaczymy. — Rozłączył się. O cholera, mój pierwszy dzień i wylecę z hukiem. Kto to, u licha, był? Kurczę, kiedy ja się nauczę trzymać język za zębami? Jaxson będzie taki wściekły. Niedługo potem usłyszałam ten sam szorstki głos za drzwiami, a po nim kilka innych, w tym Cilliana. Żołądek związał mi się w supeł i chciało mi się wymiotować. — Morrison, co ty, do cholery? — Nie z tobą mam zatarg, Sterling. — Jeśli masz problem z kimś z mojego personelu, na moim terenie, to masz problem ze mną, Beaumont. — Chcę rozmawiać z tą małą smarkulą z niewyparzoną gębą. — O co chodzi, Beaumont? — Nauczyłeś się już budować porządne motocykle? — Słuchaj, spieramy się o to od roku. Jeśli nie podoba ci się moja praca, nic na to nie poradzę, ale nie będziesz tu przychodził i nękał moich ludzi. Może powinnam tam wyjść, zanim sprawy wymkną się spod kontroli. Głos Cilliana zaczynał brzmieć na sfrustrowany. Wzięłam głęboki oddech i podeszłam do drzwi. Musiałam się uzbroić w odwagę, zanim je otworzyłam. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam Cilliana, Jaxsona oraz kilku innych chłopaków, w tym Tobiasa i Pierce'a. — Hej, to ty jesteś tą, z którą rozmawiałem? No tak, w ogóle nie wyglądał tak, jak brzmiał jego głos – był ubrany jak dystyngowany dżentelmen, a mówił jak rzezimieszek. Co jest z facetami w tym mieście, że nikt nie jest tym, na kogo wygląda? Nie byłam pewna, co takiego zrobiłam, że go tak rozsierdziłam, więc postanowiłam grać bezpiecznie. — Tak, proszę pana, tak mi się wydaje. — Zmierzył mnie wzrokiem z drwiącym uśmiechem. — No proszę, jesteś tylko taką malutką, drobną istotką, niewiele z ciebie zostało. Uważaj, staruszku, z tymi żartami o wzroście. Zamiast odpowiedzieć na jego chamską uwagę, po prostu wyprostowałam ramiona i stanęłam nieco dumniej. — Czy w czymś mogłabym panu pomóc? — No i znowu to samo, ten sam wyniosły ton, którego użyła przez telefon. Tak teraz prowadzisz interesy, Sterling? Cillian zaczął mu odpowiadać, ale z jakiegoś dziwnego powodu poczułam potrzebę obrony, zwłaszcza że ten stary rozpustnik uśmiechał się do mnie jak trzyletni skarżypyta, który właśnie wpędził mnie w kłopoty.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 3: SERA – Indygowy ogień | Czytaj powieści online na beletrystyka