Clarissa znów zachorowała w nocy. Ledwie położyliśmy głowy na poduszkach, usłyszeliśmy jej marudzenie w łóżeczku.
— Przynieś ją tutaj, skarbie, będzie spała lepiej z nami. — Albo była zbyt zmęczona, by się kłócić, albo się ze mną zgadzała, bo nie wydała z siebie ani dźwięku, kierując się do pokoju dziecinnego.
Słyszałem przez nianię elektroniczną, jak grucha do naszej małej, zanim obie wróciły do
















