Indygowy ogień

Indygowy ogień

Autor: Emilyyyyy

Rozdział 4: SERA
Autor: Emilyyyyy
18 cze 2026
Prawdopodobnie i tak miałam zostać zwolniona, więc co mi tam. — Faktem jest, że był pan nieznośnie grubiański, panie Savage. Jeśli chce pan szacunku, najpierw musi go pan okazać. — Wypraszam sobie, młoda damo, czy ty masz pojęcie, kim jestem? — Mori... Cillian znowu próbował interweniować, ale go ubiegłam, dość tego. Przez ostatnie trzy miesiące udawałam tchórza. Tylko dlatego, że życie rzuciło mi podkręconą piłkę, nie oznaczało, że muszę się poddać i udawać martwą. Nie dam się zaszczuć tutaj tak, jak to było w Arizonie. — Słuchaj, Goliath Core, niespecjalnie mnie obchodzi, kim pan jest. Z wyglądu wnioskuję, że ma pan pieniądze i pewnie dlatego myśli pan, że może pan traktować ludzi w jakikolwiek sposób, ale pana pieniądze nie znaczą dla mnie nic, więc może pan wziąć swoje pieniądze i tę swoją pompatyczną postawę i pójść się pie... — Sera... — Vance... Jaxson i Cillian przerwali moją mowę pożegnalną, zanim zdążyłam dojść do najlepszej części. Nagle rozległ się wybuch ochrypłego śmiechu, gdy pan Savage zgiął się wpół ze śmiechu. — Masz ten kontrakt, Sterling. — Wyciągnął rękę do Cilliana, krztusząc się ze śmiechu. Cillian patrzył to na niego, to na mnie, po czym pokręcił głową i uścisnął mu dłoń. Nie mam pojęcia, co się właśnie, do cholery, stało. — Do roboty, koniec przedstawienia. Ciebie też to dotyczy, Vance. Odwróciłam się i uciekłam z powrotem do biura. *** CILL *** Czekałem, aż w korytarzu zostaniemy tylko ja i Jaxson, a Morrison pójdzie z chłopakami do salonu. — Ona wcale nie jest tym, na co wygląda, prawda? — Nie! — Co tu się, kurwa, dzieje, Jaxson? — Będziesz musiał poczekać, żeby się dowiedzieć. Jasna cholera, właśnie załatwiła mi kontrakt, który może być moim najbardziej dochodowym interesem. Umowę, o którą zabiegałem od roku i która sprawi, że moje motocykle będą znane na całym świecie. — Powiedz mi coś, Jaxson, czy ona wywróci mój warsztat do góry nogami? — Nie... no, w każdym razie nie w złym sensie. Spojrzałem na niego surowo wzrokiem typu „nie pogrywaj ze mną”. — Na co ja się piszę? — Powiem tylko tyle, że dobrze jest znów widzieć dawną Serę, po tym, co te skurwysyny jej zrobiły... Urwał nagle. Poczułem pieczenie w żołądku, a moje pięści same się zacisnęły. — Jakie skurwysyny, o czym ty gadasz? — Kurwa, to nie moja historia do opowiadania... — Gówno prawda, ktoś ją skrzywdził? Dlaczego, do diabła, byłem tak wściekły na samą myśl o tym? Spojrzałem w stronę drzwi, za którymi zniknęła. Co tu się, kurwa, działo? — Nie mogę ci powiedzieć, stary. To od niej zależy, komu o tym powie, ale wiedz tylko, że to była fatalna sytuacja, i chociaż wyszła z tego obronną ręką, to... kurwa, stary, było źle. Złapałem się na tym, że idę za nią do biura, nie dbając o to, że człowiek, którego próbowałem urobić przez ostatni rok, właśnie na mnie czeka, żeby dobić targu. Targu, który mógłby zapewnić mi i chłopakom zajęcie na dłuższą metę, nie wspominając o zarobieniu furgonu pieniędzy i zdobyciu światowej sławy dla naszych maszyn, obok mnóstwa innych korzyści. Jaxson wspomniał o czymś mrocznym w jej przeszłości i – głupio czy nie – czułem potrzebę zobaczenia jej i upewnienia się, że wszystko z nią w porządku. Siedziała już przy komputerze, wlepiając wzrok w ekran z wielkim skupieniem, a przynajmniej sprawiała takie wrażenie. Przyjrzałem jej się uważnie i zobaczyłem, że ma włosy ściągnięte w ciasny kok, w który wetknięte były dwa ołówki. Ten paskudny szary żakiet wyglądał jak pudło na jej drobnej sylwetce, gdy tak siedziała skulona. Kiedy podniosła wzrok, znów uderzyło mnie nieziemskie piękno jej oczu. Miały głęboki indygowy odcień, bez żadnej skazy. Co więcej, tym, co nadawało im blasku, były białka – idealnie czyste, bez żadnego zaczerwienienia, nic. Po prostu czyste białka, jak u niemowlęcia. Mógłbym się w nich zatracić, albo i nie. Zerknęła w moją stronę i zaraz spuściła wzrok, kuląc się jeszcze bardziej. — Co masz na swoją obronę, Vance? — Ee... — Przygryzła wargę i zwiesiła głowę. — Przepraszam? — Dlaczego każde twoje zdanie brzmi jak pytanie? — Nie wiedziałam, że tak robię, proszę pa... to znaczy, Cillian. — Chcesz mi powiedzieć, o co poszło między tobą a Beaumontem? — Ten pan był nieco nieuprzejmy... — Mów jak jest, ten stary pryk to gburowaty dupek. Chcę wiedzieć, co zrobiłaś, że nagle zaoferował mi układ, nad którym wahał się od niemal roku. — Nic, absolutnie nic. Niewiniątko potrafiła grać świetnie. Gdybym nie słyszał, jak wcześniej na niego naskoczyła, przysiągłbym, że to lękliwa istotka, ale ujrzałem błysk ognia, który w niej siedział. — Czy nie mówiłem ci, że jeśli ktoś będzie cię nękał, masz przyjść do mnie? — No tak, ale on pojawił się tak szybko, że nie zdążyłam nic zrobić. — Niech to się więcej nie powtórzy... Zadzwonił telefon i mi przerwał. I dobrze, bo kończyły mi się wymówki, żeby tu zostać. Dlaczego, do cholery, w ogóle chciałem tu zostać, było dla mnie zagadką. Ta dziewczyna, mimo niesamowitych oczu, ubierała się i zachowywała jak czyjaś babcia. To znaczy, dopóki nie zaczynała pluć ogniem jak kocica z piekła rodem. — Tak, proszę pani, jest tutaj... Seraphina, proszę pani... nie, proszę pani, to mój pierwszy dzień... wczoraj. Usłyszałem pisk mojej matki z drugiego końca pokoju. Szlag. Podszedłem, by przejąć telefon, zanim powie Bóg wie co. — Ja to odbiorę. Oddała mi słuchawkę z konsternacją na twarzy. Mama miała taki wpływ na niczego niepodejrzewających ludzi. — Mamo... — To ona, Cillian, Eva miała rację, nie mogę się doczekać, żeby jej o tym powiedzieć, kiedy mogę ją poznać... — Nawijała bez przerwy, nie dając mi dojść do słowa. — Mamo, nie, teraz to niemożliwe. Po co dzwoniłaś? — Coroczny grill z okazji Memorial Day. Musisz przypomnieć chłopakom. Rozesłałam zaproszenia, ale nie wszyscy jeszcze odpowiedzieli, a muszę znać liczbę osób. Muszę też wiedzieć, czy są jakieś specjalne potrawy, które mam przygotować. Wiesz, że Leona przeszła na wegetarianizm w zeszłym roku, a ja muszę nad wszystkim panować, żeby każdy był zadowolony. A teraz opowiedz mi o Seraphinie, czy jest tak słodka, na jaką brzmi? — Nie będziemy teraz o tym rozmawiać, mamo. — Ach, rozumiem, stoi obok. Nieważne, porozmawiamy później i chcę znać wszystkie szczegóły. Ojej, nowa córka, nie mogę się doczekać... — Muszę kończyć, mamo, pracuję. — Dobrze, synku, do usłyszenia. — Rozłączyłem się, zanim zaczęła od nowa. — Jeśli ta kobieta tu zadzwoni, nie wyjawiaj jej żadnych informacji, bo w dziesięć sekund pozna całą twoją historię, uwierz mi. Zabolał mnie ten przelotny wyraz smutku, który przemknął przez jej twarz. — Muszę wracać do roboty. — Jasne. Odszedłem, zastanawiając się nad tym cieniem bólu w jej oczach. Coś tam było i chciałem wiedzieć, co to, kurwa, jest. Jeśli nie dostanę odpowiedzi bardzo szybko, to po prostu wycisnę je z Jaxsona. *** SERA *** „W dziesięć sekund pozna całą twoją historię”. Co za przygnębiająca myśl. Czułam się wcześniej niemal radosna. Przeszłam od wizji natychmiastowego zwolnienia do załatwienia szefowi lukratywnego kontraktu – wciąż nie do końca rozumiałam jak, ale wiedziałam, że to dobrze. Choć uważałam, że ten gburowaty starszy pan jest kompletnie stuknięty. Cillian wszedł do pokoju, zabierając całe tlen, a ja posłałam ciche podziękowanie do nieba, że będę mogła pławić się w jego blasku przez kolejny dzień. Potem ten telefon. Ewidentnie to była jego matka, brzmiała na dość miłą, choć nieco wścibską, więc widziałam prawdę w jego słowach. Mówi jak karabin maszynowy i przeskakuje z tematu na temat, zanim człowiek zdąży złapać oddech. Wróciłam do pracy na ostatnie kilka godzin, aż nadszedł czas fajrantu. Jaxson był cały podekscytowany, gdy przyszedł mnie zabrać do domu. Ledwo słyszałam czy rozumiałam, co mówi, bo byłam zbyt przybita tym, że Cilliana nigdzie nie było widać. — Więc pojedziesz, prawda? — Co? Gdzie? — Na grilla u Sterlingów. Nie słyszałaś ani słowa z tego, co mówiłem? — Nie bardzo. — Rodzice Cilliana co roku organizują grilla i piknik na Memorial Day, musisz przyjść. Wszyscy tam będą, nawet twój tata wpada czasem, jeśli nie pracuje. — Nie wiem, to znaczy, nikt mnie nie zaprosił... poza tym to już za pięć dni, a ja nie mam na taką okazję nic odpowiedniego do ubrania. Spojrzałam na swój paskudny żakiet i buty pielęgniarki Ratched, które miałam na sobie. — Daj spokój, Sera, będzie fajnie. Będę tam, więc nic złego się nie stanie. — Nie wiem, Jaxson... — Przynajmniej o tym pomyśl, okej? — Dobra, pomyślę, ale nic nie obiecuję. — Nie ma sprawy, ruszajmy. Mam na wieczór umówioną gorącą randkę. — Jesteś niemożliwy, Jaxson. Kto tym razem? — Nowa laska. Wiesz, że laski na mnie lecą, jestem seksowną bestią. — Tak, jasne, cokolwiek cię uszczęśliwia. Przynajmniej z tą „bestią” trafiłeś w dziesiątkę. — Nieważne, mądralo. Złapał mnie w żartobliwy uścisk szyi dokładnie w momencie, gdy Cillian wyłonił się zza rogu. — Na razie, szefie! Jaxson zawołał, gdy go mijaliśmy. Czy on nie widział miny Cilliana? Ten wzrok dosłownie zabijał. To cud, że nie zamieniłam się w popiół. I dlaczego, do cholery, patrzył na mnie, jakbym go zdradziła? Mam nadzieję, że ten stuknięty dziadek nie rozmyślił się w sprawie kontraktu. Cholera.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 4: SERA – Indygowy ogień | Czytaj powieści online na beletrystyka