Cole nie odpowiedział. Zamiast tego rzekł: "Dziękuję za ostatnie kilka dni. Przepraszam, że zrujnowałem ci reputację. Załatwię samochód, który cię odwiezie."
Josie Jennings ugryzła się w wargę i spojrzała na niego z czułością. "Nigdy nie musisz mi dziękować. Zrobiłam wszystko dla ciebie z własnej woli."
Nikt nie wiedział, że te ostatnie dni były najszczęśliwsze w jej życiu. Wszyscy myśleli, że Cole ją kocha. Nawet jeśli to nie była prawda, delektowała się każdą chwilą.
Samochód Cole'a jechał za Rosemary aż do samej willi.
Kiedy Rosemary weszła do sypialni, on bardzo naturalnie otworzył drzwi i wszedł.
Akurat się przebierała i rozpięła sukienkę do połowy. Kiedy usłyszała kroki, przestraszyła się i odwróciła, widząc Cole'a przed sobą.
"Nie wiesz, jak się puka?" zapytała, spokojnie zasuwała zamek z powrotem.
Mimo że dobrze to ukrywała, Cole dostrzegł lekką panikę w jej oczach.
Usiadł nonszalancko na sofie, a chłód zabrzmiał w jego spokojnym głosie. "To mój dom. Mogę wchodzić do każdego pokoju, do jakiego chcę. Dlaczego miałbym pukać? Ale wydajesz się bardzo niecierpliwa, żeby się rozebrać. Próbujesz nadrobić noc poślubną?"
Taka wypowiedź powinna być bardzo krępująca dla 22-letniej dziewczyny, ale Rosemary nie wydawała się w najmniejszym stopniu poruszona.
"Po prostu powiedz mi, jeśli jesteś niezadowolony. Nie musisz mnie poniżać."
Cole uniósł brew i wstał. Krok po kroku zbliżał się do niej, obejmując ją ramieniem w talii i gwałtownie przyciągając do siebie.
Rozległ się ostry syk i Rosemary nagle poczuła chłód z boku ciała. Jej sukienka była teraz całkowicie rozpięta.
Zanim zdążyła zareagować, Cole sięgnął, chwytając za górę jej sukienki, popychając ją jednocześnie na łóżko.
"Przestań!"
Rosemary naprawdę spanikowała tym razem. Próbowała wstać z łóżka, ale Cole ją przytrzymał i nachylił się nad nią.
Jego głęboki, magnetyczny głos brzmiał przyjemnie w jej uchu. "Nie wiesz, że mężczyźni to zwierzęta, które nie myślą mózgiem? Nie potrafią się kontrolować, zwłaszcza gdy chodzi o niedoświadczoną młodą dziewczynę taką jak ty."
Jego ciemne, bezdenne oczy zdawały się ją wciągać. Rosemary nigdy wcześniej nie była tak blisko mężczyzny, jej serce zaczęło bić jak szalone.
Wkrótce się uspokoiła. "To tylko zwykli mężczyźni. Ale ty, Cole Graham, masz doskonałą samokontrolę. Rzesza piękności na twoich kolanach cię nie poruszy, a tym bardziej dziewczyna taka jak ja."
Cole zmrużył na nią oczy. "Naprawdę tak myślisz?"
Czy to dlatego nie robiła scen, kiedy nie wracał przez kilka dni?
Rosemary skinęła głową. "Oczywiście. Mimo że to ostatnie życzenie mojej babci, nie zamierzałam wychodzić za mąż za byle kogo."
Tak. Zanim zgodziła się na małżeństwo, poprosiła kogoś, aby dowiedział się więcej o Cole'u Grahamie. W końcu, co jeśli był jakimś zboczeńcem?
Cole to wykorzystał. "Skoro jesteś taka sprytna, to nie wiesz, że to, co powiedziałaś w hotelu, tylko wzbudzi podejrzenia w mojej rodzinie?"
Rosemary dokładnie wiedziała, o czym mówi. Chodziło o jej stwierdzenie, że został spadkobiercą rodziny Grahamów, gdy miał 18 lat.
Ale jej odpowiedź była pewna siebie i pełna prawości. "Wyszłam za ciebie za mąż i nie prosiłam o twoją ochronę, ale kiedy twoja siostra mnie gnębiła, ty po prostu siedziałeś z boku i nic nie robiłeś. Byłam zdenerwowana, więc powiedziałam to specjalnie!"
Cole wstał, z nowym zrozumieniem, jak uparta może być kobieta.
Uderzyć kogoś, złamać mu nadgarstek, a mimo to powiedzieć, że była gnębiona.
"Rosemary Taylor, pamiętaj, dlaczego za mnie wyszłaś. Dla mnie jesteś tylko irytującą kobietą. Więc nie fantazjuj o mnie. Nigdy nie będę do ciebie nic czuł i nigdy cię nie dotknę. Jak powiedziałaś, pójdziemy swoimi drogami. Jeśli dowiem się, że planujesz coś przeciwko mnie lub mojej rodzinie, dopilnuję, żeby spotkał cię los gorszy od śmierci."
















