Dotarliśmy tam szybko, biorąc pod uwagę ruch, ale im byliśmy bliżej, tym bardziej stawałem się niespokojny. Zacząłem przeglądać e-maile, ale ich nie otwierałem. Chciałem po prostu zająć czymś palce. Czułem to samo, co wtedy, gdy opatrywałem ranę na ramieniu Serafiny. To nigdy nie powinno się wydarzyć, powinienem był tam być, by ją chronić.
Wjechaliśmy na podjazd; Arkady, Lewko i ja wysiedliśmy. Pe















