Dzięki stylowi jazdy Arkadego dotarliśmy do klubu ze striptizem w około dziewięćdziesiąt minut. Czasami musiałem powstrzymywać się przed ucałowaniem ziemi, kiedy on prowadził. Cholerny wariat. Mój wujek przez jakiś czas jeździł w wyścigach terenowych. Niestety, nauczył wszystkich moich kuzynów tak prowadzić, niezależnie od tego, gdzie się znajdowali. Było to świetne, kiedy musieliśmy coś szybko dostarczyć, ale rola pasażera przypominała pukanie do perłowych bram niebios.
Ochroniarz przed wejściem otworzył nam drzwi, gdy wchodziliśmy do klubu. Muzyka grała głośno, dym wisiał pod sufitem jak w pochmurny dzień, a zapach alkoholu zdążył już skwaśnieć. Trzymałem się z daleka od takich dziur. Wolałem biznesową stronę, nasze większe korporacje, od podrzędnych barów, klubów, knajp i innych miejsc rozsianych po naszym terytorium. Jasne, nadal nimi zarządzałem, ale nie musiałem tego robić osobiście.
Przechodząc na zaplecze, kiwnąłem głową przygotowującym się dziewczynom i warknąłem na Arkadego, gdy zaczął zbaczać w ich stronę.
– Praca, Arkady. Potem zabawa.
Zaśmiał się. – Tak, pakhan.
Za każdym razem działało mi to na nerwy, ale po tysiącu pierwszych razów, gdy kazałem mu się zamknąć, Arkady i tak nigdy nie słuchał. Kiedyś myślałem, że lubi wyprowadzać mnie z równowagi, więc przestałem dawać po sobie poznać, że mnie to rusza, i przestałem na to reagować. Jak widać, nadal to robił.
– Szefie. – Luka wystąpił naprzód i skinął mi głową. – Byłeś szybciej, niż się spodziewałem. Kolumbijczycy zachowywali się grzecznie?
– Nie, ale co w tym nowego? Jak tam nasz gost’? [Jak tam nasz gość?]
Otworzył drzwi prowadzące na niższe poziomy. Nie wszystkie nasze nieruchomości miały piwnice, ale te, które je posiadały, zostały zaadaptowane na cele więzienne. Niektóre były lepiej przystosowane do tortur niż inne. Nigdy nie wiadomo, kiedy jeden z wrogów postanowi zakraść się na twoje terytorium, a ty będziesz musiał zmusić go, by śpiewał jak z nut.
– Nadal nieprzytomny.
Moje oczy musiały przyzwyczaić się do oświetlenia. Światła o pomarańczowym odcieniu, wiszące na ścianach, przypominały te, które można spotkać w kopalniach. Rzucały upiorny blask na szary beton. Ta piwnica była wyjątkowo mała. Wiedziałem, że używamy jej zazwyczaj dla tych, którzy nie płacili. Nie wymagało to pełnego repertuaru urządzeń do tortur, niezbędnych do wydobycia informacji. W całym miejscu były tylko cztery cele i dwa pomieszczenia. Jedno z nich służyło naszym chłopakom do siedzenia na przerwach, drugie było salą przesłuchań.
– Ten ostatni... tutaj... – Luka wskazał na najdalszą celę i zobaczyłem ciało zwinięte na podłodze w pozycji embrionalnej.
Podchodząc do celi, moje oczy się rozszerzyły. – Nie mówiłeś, że to, kurwa, dziecko! I do tego dziewczyna! Kazałem ci, kurwa, jej nie dotykać!
Była cała we krwi. Łatwo można było dostrzec, że części jej twarzy są posiniaczone i opuchnięte. Jej koszula była podarta, a krew tak mocno ją przesiąknęła, że nie miałem pojęcia, jaki był jej oryginalny kolor. Na nogach miała resztki spodni, ale były tak poszarpane, że widać było skórę.
Jej karnacja mogła skłaniać się ku jasnej, ale miała tyle zadrapań i siniaków, że nie sposób było już określić koloru. Najgorzej wyglądały jej nadgarstki i prawa kostka. Były wygięte w nienaturalny sposób, co świadczyło o tym, że są złamane. Złość przerodziła się w furię, gdy spojrzałem na Lukę. Podniósł ręce w obronnym geście i cofnął się.
– My... szefie... my jej nie dotknęliśmy. W takim stanie tu przyszła. Kuśtykając z zaułka. Zemdlała i Bogdan złapał ją, zanim uderzyła o ziemię.
Gapiłem się na ciało. Nie wyglądała na żywą. Była chuda jak ołówek, co z łatwością świadczyło o niedożywieniu. Takie rzeczy widywało się w krajach Trzeciego Świata, nie w Nowym Jorku. Kurwa, nawet bezdomni wyglądali lepiej od niej. To było znęcanie się albo ktoś ewidentnie próbował ją zabić.
– Mówiłeś, że prosiła o pomoc?
– Dokładnie powiedziała: „proszę o pomoc albo proszę, zabijcie mnie”. – Luka patrzył na nią, a w jego oczach malował się smutek. – Nigdy nie widziałem czegoś takiego. Ona jest tylko rebenok. [To tylko dziecko.]
Pocierając podbródek, zacząłem się w nią wpatrywać. Cóż, to mocno pokrzyżowało mi plany na ten wieczór. Nawet nie wiedziałem, jak do tego podejść. To jasne, że w tym stanie niczego bym z niej nie wyciągnął. Skąd wiedziała, żeby użyć nazwiska mojej matki. Jak to się stało, że skończyła w takim stanie. Dlaczego prosiła o śmierć. Kim do cholery była. Na te wszystkie pytania mogła odpowiedzieć tylko ona, a obecnie była całkowicie nieprzytomna.
Wchodząc do celi, kucnąłem tuż za jej plecami. Koszula, którą miała na sobie, przyklejała się do niej, przez co zorientowałem się, że na plecach również miała jakąś otwartą ranę. Przykładałem dwa palce do jej szyi; miała puls, choć był słaby. Zważywszy na stan, w jakim się znajdowała, zaskoczyło mnie, że w ogóle wciąż żyje. Cmoknąłem językiem o podniebienie, po czym wstałem i odsunąłem się od niej.
Wyciągając telefon, przyłożyłem go do ucha. – Ksenia.
– Brat. [Bracie.]
– Co teraz robisz?
Westchnęła. – Najwyraźniej pakuję swoje zapasy i jadę do ciebie.
Zaśmiałem się cicho. – Zbyt dobrze mnie znasz.
– Dzwonisz tylko wtedy, gdy czegoś potrzebujesz. Choć raz chciałabym po prostu z tobą porozmawiać, tak jak kiedyś.
Moja starsza siostra urodziła się między Yegorem a Kirillem. Miała zostać sprzedana na żonę, ale znalazła lepszą drogę, zostając jedną z najlepszych lekarek w stanie. Ojciec i tak ostatecznie wydał ją za mąż z polecenia syndykatu, ale nie po to, by rządziła u boku Vora. Wyszła za jednego z młodszych synów innej rodziny z rosyjskiego Klanu. Oznaczało to jednak, że mogła pozostać blisko i pomagać rodzinie. Była naszą główną lekarką pierwszego kontaktu, kontynuując jednocześnie znakomitą karierę medyczną.
– Jaki jest stan? – Jej głos przerwał moje rozmyślania.
Spojrzałem na małą istotkę w naszej celi. – Złamane kości, siniaki, zadrapania, dość mocno krwawi, ale nie jestem pewien rozległości obrażeń na plecach.
– Jej? – Cokolwiek robiła moja siostra, przestała, zadając to pytanie.
– Tak. Przyszła do naszych chłopców, wiedząc, kim są. Jest... albo była torturowana, albo znęcano się nad nią... albo jedno i drugie. Jest jak gałązka...
Ksenia prychnęła ciężko. – Brzmi to tak, jakby trwało to od dłuższego czasu, skoro jest chuda jak gałązka.
Nie wiedziałem, jak na to odpowiedzieć. – Zabieram ją do domu. Bądź na miejscu, kiedy przyjadę.
Prychnęła. – Tak, tak. Zasranets. [Dupku.]
Połączenie zostało przerwane, a ja wsunąłem telefon do kieszeni. Zdejmując marynarkę, podwinąłem rękawy czarnej koszuli od Armaniego. Otwierając szerzej drzwi celi, pochyliłem się i wziąłem dziewczynę na ręce. Była lżejsza, niż początkowo sądziłem. W moich ramionach wyglądała jak lalka. Wszyscy moi bracia byli potężnie zbudowani, ale mi przypadły w udziale geny, przez które byłem zbudowany jak stodoła. Miałem szersze ramiona i mierzyłem niemal dwa metry wzrostu.
Jako nastolatek i dwudziestolatek dużo ćwiczyłem, spędzając dziennie wiele godzin na podnoszeniu ciężarów. Teraz trenowałem tylko po to, by utrzymać ciało w kondycji pozwalającej powalić każdego, gdybym musiał, chociaż takie dni należały już do rzadkości. Mimo to byłem pewien, że podnosiłem większe ciężary, niż ona ważyła, już w wieku piętnastu lat.
– Arkady, ty prowadzisz. Jedziemy do domu.
Skinął głową, nie mówiąc ani słowa. Jego wzrok skupił się na dziewczynie w moich ramionach. Prawdopodobnie to uderzało w jakiś jego czuły punkt. Kiedyś jego siostra została porwana. Stan, w jakim do nas wróciła, nie był nawet w połowie tak zły jak u tej biednej dziewczyny, ale ona i tak nie dała rady tego przetrwać. Ta tutaj jakimś cudem zdołała dojść, od bóg wie jakiego miejsca, aż do klubu, znosząc wszystkie te obrażenia, a do tego wciąż była w stanie poprosić o pomoc. Była silniejsza od większości, ale tego, jak bardzo jest silna, będę potrzebował się dowiedzieć, gdy już mi wszystko opowie.
– Powinniśmy uprzedzić Leonida?
Pokręciłem głową. – Jeśli obudzi się między tym momentem a naszym przyjazdem, możemy to zrobić. W przeciwnym razie, jeśli nadal będzie nieprzytomna, nie ma powodu, by stawiać wszystkich na nogi. W tym stanie chyba nie skrzywdziłaby nawet muchy.
Arkady nie powiedział nic więcej, gdy wracaliśmy na parter. Skierował się z powrotem w stronę klubu, by podjechać samochodem na tyły. Nie zamierzałem straszyć wszystkich na śmierć widokiem dziewczyny w takim stanie. Luka otworzył mi tylne drzwi i wyszedłem na zewnątrz, czekając na samochód.
– Czy potrzebujesz czegoś jeszcze, szefie?
Przez chwilę patrzyłem na Lukę zmrużonymi oczami. – Sprawdź, czy twoi ludzie mogą prześledzić jej trasę na kamerach miejskich. Leonid jest trochę zajęty, a ja chcę zobaczyć, z jak daleka przyszła.
Kiwnął głową i zamknął za sobą drzwi prowadzące z powrotem do klubu.















