Arkady zaczął krążyć po pokoju, tak jak wcześniej ja, i wydawało się, że robi to bardziej dla własnego dobra niż dziecka. Obserwowałam go kątem oka, na wypadek gdyby potrzebował ratunku. Trudno było powstrzymać chichot na myśl, że prawdopodobnie dwoje najmniej wykwalifikowanych do tego ludzi miało teraz w swoich rękach życie dwojga niemowląt.
Po pewnym czasie to w moich ramionach się obudziło, ale















