Byłem oszołomiony, ale stojący za mną Arkady wybuchnął śmiechem. Jego śmiech poniósł się echem po magazynie, a ja widziałem, jak moi ludzie odwracają wzrok lub zakrywają usta. Bogdan bardzo się starał nie uśmiechnąć, a ja spojrzałem z powrotem na Serę. Uśmiechała się drwiąco, opierając ramiona na nogach.
— Kto to, do cholery, jest? — Pascual patrzył to na swoich ludzi, to na naszych.
Spuściłem gło















