Arkady podjechał i szybko wysiadł, otwierając mi drzwi. Ułożyłem tę biedną dziewczynę na tylnym siedzeniu, zastanawiając się przez chwilę nad zapięciem jej pasów. Prawdopodobnie przyniosłoby to więcej szkody niż pożytku, więc zostawiłem ją rozciągniętą wzdłuż tylnej kanapy. Ponownie zajmując miejsce pasażera, czekałem, aż Arkady wskoczy z powrotem za kierownicę. Spoglądając na nią do tyłu, skrzywił twarz, a potem odwrócił wzrok na drogę.
– Szybko, ale delikatnie.
– Wiem, wiem. – Wyjechał z zaułka i skręcił na główną drogę.
Nasza posiadłość znajdowała się w podobnej odległości od miejsca, w którym byliśmy teraz, co magazyn, z którego przyjechaliśmy. Tylko w przeciwnym kierunku. Co gorsza, trasa wiodła przez centralną część miasta. Ruch uliczny był koszmarem, ale musieliśmy zacisnąć zęby i to znieść.
Spojrzałem do tyłu, tam, gdzie leżała na kanapie. Jej ramiona zsunęły się z krawędzi i zwisały w dół. Chorobliwie fioletowe i czerwone plamy, zniekształcone jedynie przez krew, były i tak lepszym widokiem niż bezwładne nadgarstki, kiwające się wraz z ruchem samochodu. Przeklinając pod nosem, przeniosłem wzrok z powrotem na drogę.
– Maksim, co o tym myślisz? – Arkady wpatrywał się intensywnie w ulicę przed nami z twarzą wykrzywioną w grymasie.
– Niczego się nie dowiem, dopóki się nie obudzi. W tej chwili jest wielką niewiadomą. – A nienawidziłem niewiadomych. Obracałem się wokół faktów, a nie „gdybania”. Od tego był Yegor.
Mruknął, ale nie powiedział nic więcej. Nawet przy sposobie jazdy Arkadego, zajechanie na podjazd w kształcie ronda przed naszą posiadłością zajęło nam trzy godziny. To była wielka, rozłożysta, ostentacyjna rezydencja. Miała piętnaście sypialni, jeszcze więcej łazienek i absurdalną liczbę biur oraz pokoi rekreacyjnych, rozmieszczonych na trzech piętrach.
Jak na jedną rodzinę, to mogło wydawać się absurdem. Jednak w tym jednym domu mieszkali Yegor, Kirill i Leonid ze swoimi rodzinami, nasza matka oraz ja. Na terenie znajdowało się też kilka wolnostojących budynków dla ochroniarzy i pokojówek. Dom zawsze tętnił życiem i nigdy nie wydawał się tak wielki. Czasami czuło się wręcz, że brakuje w nim miejsca.
Wyskoczyłem z auta, gdy tylko Arkady wrzucił bieg na parking, i ucieszyłem się na widok BMW mojej siostry, które było już zaparkowane przed wejściem. Wychylając się do środka, ostrożnie uniosłem dziewczynę. Jej głowa bezwładnie opadła na moją pierś, i dostrzegłem, jak moja koszula delikatnie się unosi, gdy oddychała. Trzeba było przyznać, że to cud, iż wciąż żyje, biorąc pod uwagę, ile minęło godzin.
Drzwi otwarły się z rozmachem, zanim jeszcze weszliśmy po schodach, a w progu stanęła moja starsza siostra ze skrzyżowanymi ramionami. Jej twarz była napięta, pełna irytacji, ale gdy tylko jej wzrok spoczął na maleńkiej istotce w moich ramionach, wszystko z niej spłynęło. To nie była panika, moja siostra nigdy nie panikowała, ale po jej twarzy przemknęło ponaglenie.
– Kurwa, Maksim. Nie mówiłeś, że jest aż tak źle. Szybko. Cieszę się, że przygotowałam pokój gościnny.
Poszedłem za nią na górę, a potem korytarzem do jednej z zachowanych przez nas sypialni gościnnych. Kiedy otworzyła drzwi, zobaczyłem jej sprzęt rozłożony na łóżku i wokół niego. Kładąc dziewczynę delikatnie na materacu, Ksenia odepchnęła mnie biodrem z drogi.
Arkady nie zamierzał wejść za nami i założyłem, że zniknie w swoim pokoju. Prawdopodobnie sięgając po drodze po butelkę czegokolwiek, co znajdowało się w zasięgu jego ręki. Cofając się, oparłem się o komodę ze skrzyżowanymi na piersi ramionami.
Ksenia szybko podłączyła kroplówkę. Następnie wyciągnęła latarkę i uniosła powieki dziewczyny. Błysnęła światłem kilkukrotnie – najpierw w jedno oko, potem w drugie.
– Wygląda na to, że ma wstrząśnienie mózgu, ale miejmy nadzieję, że nie jest tak źle jak z całą resztą.
Ksenia delikatnie ujęła jeden z jej nadgarstków. Uniosłem wzrok, gdy ze zgrzytem wcisnęła go z powrotem do stawu. Potrafiłem bez mrugnięcia okiem wpakować człowiekowi kulkę między oczy, ale takie rzeczy były ponad moje siły. Zrobiła to samo z drugim nadgarstkiem, jednocześnie dotykając całej dłoni.
– Ma pęknięte kości w śródręczu, z czymś takim chyba jeszcze się nie spotkałam.
Wiedziałem, że jej słowa nie były skierowane do mnie i nie oczekiwała komentarza. Podczas pracy Ksenia lubiła mówić do siebie. Twierdziła, że pomaga jej to skupić się na diagnozie, ale robiła to przy wszystkim. To było po prostu jej małe dziwactwo, do którego nie przyznawała się poza pracą.
– Yebat’. Nie powinna żyć. [Kurwa.] – Jej oczy spotkały moje. – Gdzie wy, u licha, ją znaleźliście?
– Jak mówiłem, sama odszukała chłopaków. Znała za to panieńskie nazwisko matki.
Ksenia uniosła brew, wracając wzrokiem do dziewczyny. – Bardzo interesujące.
Wpatrywałem się w moją siostrę, a ona wpatrywała się w dziewczynę. – Mam wrażenie, że kryje się za tym jakaś historia.
– Nie zajmiesz się nią bardziej? – zapytałem, zdziwiony brakiem pośpiechu u mojej siostry.
– Nie zamierzam marnować zapasów, jeśli za kilka godzin ma być martwa. – Skrzywiłem się na jej ton. – Podłączę jej kolejną kroplówkę i zobaczymy, czy nadal będzie żyła. Jeśli tak, zajmę się całą resztą.
Chciałem protestować. Ta biedota musiała przejść przez piekło, na co wskazywał jej wygląd. Nie chciałem, żeby umarła, skoro przyszła do nas, prosząc o pomoc. Z drugiej strony prosiła również o śmierć. Może więc Śmierć byłaby na tyle łaskawa, by ją zabrać. Odklejając się od komody, ruszyłem do wyjścia, niemal wpadając na Leonida.
– Ksenia mówiła, że przywozisz jakąś dziewczynę. – Spojrzał ponad moim ramieniem do pokoju.
Skinąłem głową. – Uważa, że dziewczyna może nie przetrwać najbliższych godzin.
Zmrużył oczy. – Wiemy, kim jest?
– Nie. Jej twarz jest tak zmasakrowana, że wątpię, by ktokolwiek był w stanie ją rozpoznać.
Mruknął pod nosem. – Dlaczego ją tu przywiozłeś?
Prawdziwe pytanie, jakie zadawał, brzmiało: dlaczego sprowadziłem potencjalne zagrożenie do domu, w którym przebywają moje siostrzenice i siostrzeńcy. Dlaczego zaryzykowałem nasze bezpieczeństwo i naszą lokalizację dla niej. Nie odpowiedziałem, bo szczerze mówiąc, sam nie wiedziałem. Pierwotny plan był inny, ale nie spodziewałem się, że w celi zastanę tak bardzo zniszczoną dziewczynę. Coś we mnie nie pozwoliło mi po prostu oddać jej do szpitala ani pozwolić jej umrzeć w zaułku.
Byłem przy tym, gdy ratowaliśmy Ninę, młodszą siostrę Arkadego. To ja wyniosłem ją na rękach i przekazałem w jego ramiona. Może po prostu projektowałem te emocje, ale minęło sporo czasu, odkąd ostatnio miałem takie odczucia. Zdałem sobie sprawę, że Leonid wciąż czekał na moją odpowiedź.
– Jeśli okaże się zagrożeniem, sam ją zabiję.
Wiedziałem, że to nie jest odpowiedź na jego pytanie, ale na nic więcej nie mógł liczyć. Mijając go, skierowałem się do schodów na kolejne piętro. Mój pokój znajdował się we wschodnim skrzydle, a po całym dniu pracy potrzebowałem prysznica, mocnego drinka i snu.
-
Siedziałem w biurze razem z Arkadym i czterema innymi szefami moich ekip. Omawialiśmy, jak najlepiej podejść do nowego projektu hotelu na obrzeżach miasta, kiedy nagle rozległo się pukanie do drzwi. Wszyscy zwrócili głowy w tamtą stronę, gdy jedna z moich siostrzenic wychyliła sięzza framugi. Moje brwi uniosły się w zdziwieniu, ponieważ wiedzieli, że nigdy nie przerywa się spotkań w domu.
– Przepraszam, Dyadya. [Przepraszam, wujku.] – Odezwała się cicho, rozglądając się po pomieszczeniu. – Tetya Ksen kazała mi cię zawołać bez względu na wszystko. Powiedziała, że malen'kaya ptichka prosnulas'. [Powiedziała, że mały ptaszek się obudził.]
Moje serce przyspieszyło, a żołądek zwinął się w supeł. Zwykle pewnie pochwaliłbym siostrzenicę za poprawną wymowę rosyjskich słów. Dziewczyna, którą tu sprowadziliśmy, przeżyła te kilka krytycznych godzin, po których Ksenia przystąpiła do działania. Następnie moja siostra dosłownie zmumifikowała tę biedną istotę. W ciągu ostatnich siedmiu dni zmniejszała ilość bandaży, ale dziewczyna nadal wyglądała jak wyschnięta mumia.
Wstając z fotela, odprawiłem moich ludzi machnięciem ręki i podążyłem za siostrzenicą biegącą z powrotem do skrzydła gościnnego. Szedłem długimi krokami i nie musząc nawet przechodzić w trucht, dotrzymywałem jej kroku. Kiedy dotarłem do drzwi i je otworzyłem, pogłaskałem małą po głowie. Faktycznie, dziewczyna siedziała oparta o wezgłowie łóżka. Ksenia siedziała tuż obok, a jej twarz wyrażała frustrację. Oczy dziewczyny – a raczej oko, ponieważ jedno nadal było spuchnięte i całkowicie zamknięte – spotkały się z moim spojrzeniem.
Na jej twarzy nie malowało się zaskoczenie ani żadna inna emocja. Prawdę mówiąc, w jej oku nie było absolutnie niczego. Było pozbawione duszy. Bezdenna kula ciemności. Ten widok przyprawił mnie o dreszcz, czułem, jak włosy stają mi dęba na karku. Instynkt podpowiadał mi, że ta dziewczyna jest niebezpieczna. Nie z powodów fizycznych, lecz dlatego, że była pustą skorupą, ledwie żywą. Tacy ludzie nie mieli nic do straczenia, a to czyniło ją niebezpieczną. Przynajmniej tak podpowiadało mi wieloletnie doświadczenie pracy dla syndykatu.
Ksenia wstała i podeszła do mnie. Położyła dłoń na moim ramieniu i przysunęła się bliżej. – Nie chce ze mną rozmawiać, bez względu na to, o co pytam. Mam nadzieję, że tobie pójdzie lepiej.
Wyszła z pokoju, zanim zdążyłem chociażby zaprotestować. Nie chciałem zostawać sam na sam z tą dziewczyną, nawet jeśli to ja ją tu przyprowadziłem. Po chwili wziąłem się w garść i przeszedłem w tryb służbowy. Mogłem nie być Vorem, ale cholernie dobrze wiedziałem, jak wzbudzać i egzekwować szacunek. Stojąc na skraju łóżka, obserwowałem dziewczynę, powoli krzyżując ramiona na klatce piersiowej.
– Wiesz, kim jestem?
Mrugnęła raz, a potem drugi. Ku mojemu zaskoczeniu, skinęła krótko głową.
– Kim jestem?















