Miłosierdzie diabła

Miłosierdzie diabła

Autor: Emilyyyyy

Za stary na to
Autor: Emilyyyyy
12 cze 2026
Zamykając za sobą drzwi posiadłości, była mniej więcej czwarta nad ranem. Z ringu wyszedłem koło trzeciej, omijając wiadomości od moich braci. Yegor wylądował i widocznie zdążyli już omówić kwestię Włochów. Nie miałem pojęcia, czy Serafina wyjawiła im jakieś nowe informacje. Albo czy w ogóle pofatygowali się, by ją o cokolwiek zapytać. Byłem pewien, że o wiele bardziej skupili się na zabezpieczeniu granic naszego terytorium. Cicho wchodząc do swojego biura, nalałem sobie czystą whiskey. Ledwo zdążyłem usiąść, gdy drzwi z hukiem się otworzyły. Ksenia była wściekła; z równie dużym trzaskiem zatrzasnęła je za sobą. – Co ty, kurwa, myślisz, że robisz? Po prostu wyszedłeś, żadnej informacji o tym, dokąd idziesz, ani kiedy wrócisz. Włosi wchodzą nam w dupę, a ty sobie postanawiasz, żeby po prostu spierdolić? Upiłem łyk alkoholu, podczas gdy z niej wylewała się złość. – Jestem pewien, że Leonid namierzył mój telefon. – Nielegalne ringi? Naprawdę, Maksim? Masz trzydzieści dziewięć lat. W przyszłym roku kończysz czterdzieści, a uważasz, że to okej, żeby pójść bić się z młodymi byczkami, którzy wciąż mają jeszcze coś do udowodnienia? Prychnąłem z politowaniem, kręcąc głową. – Z pewnością nie udowodnili niczego zeszłej nocy. Byli słabi. Przypadkiem zabiłem dwóch, ale Jozef i Ruslan zarobili na mnie tyle kasy, że nie sądzę, żeby mieli mi to za złe. Przenosząc ciężar ciała, wyciągnąłem z kieszeni zwitek studolarówek i rzuciłem go na biurko. Ksenia nawet na niego nie spojrzała. Obeszła biurko i złapała mnie za dłonie. Były pokrwawione, posiniaczone i byłem niemal pewien, że mam złamane parę kostek u rąk, ale cholernie dobrze było zrzucić z siebie to wszystko. Znikając na moment, wróciła z łazienki z małą apteczką, którą tam trzymałem. W pełni skupiła się na oczyszczaniu moich ran, wpatrując się z uwagą w moje dłonie. – Yegor nie wie, co z nią począć. Jeśli ją zabijemy, rozpętamy wojnę. Jeśli ją wypuścimy i zostaniemy przyłapani, rozpętamy wojnę. Jeżeli uda jej się jakoś uciec, by oni nie domyślili się, że braliśmy w tym udział – zginie. Wzruszyłem ramionami. – Tego właśnie chce. Chce umrzeć. Po prostu nie chce, by stało się to z rąk Włochów. Prawdę mówiąc, nie sądzę, by miała jakikolwiek wybór, jeśli chcemy uniknąć wojny. Ksenia milczała długą chwilę, podczas gdy moje rany były opatrywane. Kilka bandaży później zmieniła dłoń. – Wiesz, że miała trzy aborcje. Z trudem przełknąłem ślinę, patrząc w surową twarz mojej siostry. – Ta rodzina jest popieprzona. Dziewczyna jest doszczętnie złamana, jej ciało jest tak zmaltretowane, że dziwię się, że żyła aż tak długo. I nie chodzi tu tylko o ten jeden incydent, ale o wszystkie poprzednie. Niektóre z jej blizn... – urwała, przyklejając plaster na wierzch mojej dłoni. – Zabicie jej wydaje się niemal aktem łaski. Oczy mojej siostry spotkały się z moimi i wiedziałem, że się ze mną zgadza. Nigdy by tego nie powiedziała na głos. Całym jej modus operandi było ratowanie życia. Ratowanie tak wielu, jak to tylko możliwe, i jednoczesne minimalizowanie strat ubocznych. Niewinni nie powinni ucierpieć, a my musieliśmy mieć się na baczności. To, co zrobiono Serafinie, przekraczało granice tego, co moja siostra potrafiła po prostu zignorować. – Musi być coś, co możemy zrobić – wymamrotała, odkładając moje dłonie z powrotem na biurko. Spojrzała na mnie, a jej oczy zaszkliły się łzami. Nie pamiętałem, kiedy ostatni raz płakała. Może wtedy, gdy siedemnaście lat temu umarł nasz ojciec. – Czy naprawdę nie możemy nic zrobić? – zapytała tym razem bezpośrednio mnie. – Pozwól, że porozmawiam z braćmi i wtedy zobaczymy. Kiwnęła cicho głową. Jej głos przepadłby bez echa w starciu z Yegorem, Leonidem i Kirillem. Yegor był nie tylko wykapanym ojcem, ale też ulepionym z tej samej gliny. Surowy, lecz sprawiedliwy; żądający szacunku i dysponujący siłą, by go wyegzekwować. Kirill z kolei był mocno osadzony w faktach. Jeśli w tym, co mówiłeś, nie było twardych dowodów ani korzyści – odrzucał to. Szczerze powiedziawszy, byłem zaskoczony, kiedy przyprowadził do domu kobietę, ale okazała się być neurolożką o równie analitycznym umyśle. Na szczęście ich dzieci nie wydawały się tak sztywne, ale można było wyczuć wpływ rodziców w sposobie, w jaki się wysławiały. Leonid był hakerem. Niespecjalnie interesował go świat poza ekranem komputera. Leonid zarządzał też kwestiami bezpieczeństwa naszych legalnych biznesów. Podobnie jak ja, angażował się w sprawy po stronie syndykatu tylko wtedy, gdy poprosił go o to Yegor. Poza tymi sytuacjami skupiał się na interesach prowadzonych całkowicie zgodnie z prawem. Ja jednak okazywałem się być bardziej współczujący niż wszyscy trzej moi bracia razem wzięci. Kilka razy dostałem po tyłku, co przez lata sprawiło, że stwardniałem, ale wciąż miałem serce. Moi bracia nie mogli tego o sobie z łatwością powiedzieć. Wciąż była we mnie ta lepsza cząstka ojca. Nie mrugałem w obliczu śmierci czy tortur, ale miałem w sobie więcej z matki niż moi bracia. Moja młodsza siostra i ja ewidentnie poszliśmy bardziej w jej ślady. Bronislava była jednak teraz w Moskwie. Wyszła za jednego z przedstawicieli naszej rywalizującej rosyjskiej Bratvy i wprowadziła ich pod skrzydła Syndykatu Sokolovów. Okazało się, że kochała Viktora. Nasz ojciec nie pozwoliłby jej poślubić tego człowieka, gdyby tak nie było, nawet jeśli przyniosłoby to nam ogromne korzyści. Miał słabość do Bronislavy i jej współczującego serca. Ze mnie z kolei to współczucie musiało zostać brutalnie wybite. – Maksim... Musnąłem policzek siostry dłonią. – Zobaczymy. Yegor nie narazi rodziny, dobrze o tym wiesz. Kiwnęła głową i odsunęła się od mojego biurka. – Prześpij się trochę. Zalecenie lekarza. Oddając jej szybki salut, patrzyłem, jak wychodzi z mojego biura. Wstając, położyłem się na kanapie pod ścianą. Zamykając na chwilę oczy, doszedłem do wniosku, że prześpię się z godzinę, zanim cały dom obudzi się o piątej. – Maksim! Zerwałem się z kanapy, słysząc, jak Yegor wrzeszczy na mnie od strony drzwi. Mrugając, by pozbyć się sennej mgły, zerknąłem na zegarek. Było po szóstej. Przeklinając szpetnie, opuściłem stopy na podłogę i kilka razy potarłem twarz. – Kiedy wy w ogóle do cholery wróciliście? Jęknąłem cicho. – O czwartej. Minęło sporo czasu, odkąd czułem się tak staro. Moje ciało bolało, mięśnie były naciągnięte, a ręce rwały z bólu. – Co ty masz, dwadzieścia jeden lat? O co, do kurwy nędzy, chodzi? Leonid powiedział, że byłeś na ringu! Wzruszając ramionami, wstałem i przeciągnąłem się. Chrupałem jak pieprzona paczka chipsów. Zdało się, że wszystkie moje stawy i kości strzeliły naraz. Yegor patrzył na mnie z pogardą, ale powstrzymał się od komentarza, że jestem po prostu starcem. Prawdopodobnie dlatego, że mógłbym mu się odpłacić uwagą o tym, że on jest najstarszy. – Musiałem trochę zrzucić z siebie ciśnienie. To było albo to, albo zacząć do kogoś strzelać. – Dwa razy chrupnąłem karkiem. – A nie było dość ludzi w jednym miejscu, by sprawiło mi to satysfakcję. Chociaż... gdybym tylko wiedział, gdzie jest Pascual... – Na samą myśl o starciu z powierzchni ziemi tego fiuta, aż wezbrał we mnie dreszcz emocji. Yegor cmoknął z dezaprobatą. – Jezu, Maksim, co w ciebie wstąpiło? Wzruszyłem ramionami, po czym podszedłem do biurka i rzuciłem okiem na telefon. Siedemnaście maili, cztery SMS-y, osiem nieodebranych połączeń i masa powiadomień z kanałów informacyjnych, które śledziłem. Przewijając je na szybko, nie znalazłem nic znaczącego, więc z powrotem skupiłem uwagę na Yegorze. – Jaki jest plan, Vor? Przewrócił oczami; nienawidził, gdy zwracałem się do niego po tytule. – Musimy porozmawiać o tym włoskim zajchik. Słowo króliczek nie było pierwszym, którym opisałbym Serafinę, ale nie poprawiałem brata. Pewnie jeszcze z nią nie rozmawiał, nie spojrzał jej w oko, gdy mówiła mu, że jest warta absolutne zero. Miałem swoje własne blizny, ale nie mogły się równać z jej. Owszem, zadał mi je mój własny ojciec, ale znosiłem to z honorem, bo wierzyłem, że postępuję słusznie. On tak nie uważał i ja zapłaciłem za to swoją cenę. Cenę, którą zawsze byłem gotów ponieść. Od tamtego czasu minęło już wiele, wiele lat. – Chcesz wezwać tu Leonida i Kirilla, czy spotykamy się w twoim gabinecie? – U mnie. Chcę, żeby to było oficjalne. Skinąłem głową i wślizgnąłem się szybko do toalety, gdzie spryskałem się wodą kolońską i dezodorantem, po czym umyłem twarz, starając się wyglądać na kogoś, kto nie powinien właśnie leżeć dwa metry pod ziemią. Wychodząc z pokoju zauważyłem, że Yegor zniknął; z pewnością czekał w swoim biurze. Zamykając drzwi swojego gabinetu, ruszyłem po schodach do dużego biura Vora. Leonid już tam był; jego twarz niemal ginęła w ekranie laptopa i założę się, że sprawiało mu to przyjemność, jako że przez równe dwa tygodnie dosłownie siedział po uszy w niemowlęcych kupach. Jego zhena, Shura, urodziła przez cesarskie cięcie i wracała do zdrowia po operacji. To oznaczało, że pełnię dyżurów przy dzieciach przejął on. Podobno czuła się już nieco lepiej i teraz udawało mu się czasami na chwilę wyrwać z objęć obowiązków. To w dużej mierze dzięki niej mieliśmy tak znakomite układy z Irlandczykami. Opadłem ciężko na masywny fotel w rogu pomieszczenia. Odchylając się mocno do tyłu, oparłem potylicę i na chwilę zamknąłem oczy.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Za stary na to – Miłosierdzie diabła | Czytaj powieści online na beletrystyka