Jej oko zmrużyło się i zauważyłem, że kilka razy przełknęła ślinę. – Maksim Sokolov, czwarty syn Ivana Sokolova. – Jej głos był chrapliwy jak skrzek, ale nie sprawiało jej bólu mówienie. Zauważyłem, jak zerkała na wodę stojącą obok łóżka.
Miałem jej kazać się napić, kiedy przypomniałem sobie, że oba jej nadgarstki były zwichnięte, a jedna z dłoni połamana. Normalnie przesłuchanie przynosi najlepsze efekty, gdy ofiara nie czuje się komfortowo, ale potrzebowałem od niej znacznie więcej niż tylko kilku słów.
Przechodząc na brzeg łóżka, wziąłem szklankę z wodą, pochyliłem się i powoli przysunąłem ją do jej warg. Po raz pierwszy na jej twarzy odmalowała się jakaś emocja; było to zaskoczenie. Jednak zniknęło równie szybko, jak się pojawiło. Brała małe łyki, aż ubyła mniej więcej połowa szklanki.
Cofnąłem się i odstawiłem wodę na stolik; jej oko śledziło każdy mój ruch. Czekała, aż ją uderzę, dotarło to do mnie, ale nie pozwoliłem, by moje obrzydzenie uzewnętrzniło się na twarzy.
– Kim jesteś?
Rozchyliła wargi na chwilę, a potem je zacisnęła. Po kilku sekundach doszedłem do wniosku, że to może być bezcelowe. Moja dłoń powędrowała do pistoletu u pasa.
– Serafina… Serafina Moretti.
– Yabet’.
Była córką Cesare Morettiego. Nie znałem ich wszystkich z imienia, bo miał ich cholernie dużo, ale sądząc z jej wyglądu, była jedną z młodszych. Znałem trzech jego synów: Dante, Elio i Tullio. Dante zrezygnował z bycia głową Organizacji, żeby ożenić się z miłości. To był skandal i byłem prawie pewien, że Dante ledwo uszedł z życiem. Okazał się jednak na tyle mądry, by ukryć swoją pannę młodą. W ten sposób to Elio miał przejąć przywództwo. Był jednak młody. Więc ich ojciec, ten bezwzględny, okrutny sukinsyn, wciąż stał na czele rodziny, nawet dobiegając sześćdziesiątki.
– Powinienem cię zabić w tej chwili.
W jej oku nie było cienia strachu, wciąż tylko ta sama pustka. – Proszę, zrób to. Prosiłam o to twoich ludzi, ale są ewidentnie bezużyteczni.
Wydałem z siebie głuchy śmiech. – Gdyby cię zabili, wywołałoby to wojnę.
– Nie wiedzieliby, kim jestem. Wyrzuciliby mnie do rowu i nikt nigdy by się o tym nie dowiedział. – Jej głos był całkowicie pozbawiony emocji.
– Szukasz śmierci, króshka?
Użycie określenia mała wydawało się odpowiednie. Była dzieckiem, małą dziewczynką, która zdawała się wiedzieć zbyt dużo o naszym świecie.
Mrugnęła do mnie kilka razy. – Gdybyś spotkał mojego ojca, też byś szukał. – Jej głos był zaledwie szeptem.
– Wyjaśnij mi przebieg wydarzeń, który zaprowadził cię na mój próg.
Serafina wzięła głęboki oddech. – Znasz reputację mojego ojca?
Skinąłem głową. Okrutny, bezwzględny, rządzący strachem i mający w zwyczaju grozić własnym ludziom. O, byłem bardzo dobrze świadomy reputacji Cesare Morettiego. Mój ojciec i Cesare nie dogadywali się. Za ich czasów dochodziło do niejednego sporu, a nawet paru wojen. Nasze wpływy i zasoby zawsze pozwalały nam nad nim górować. Doprowadzało go to do białej gorączki, że nie potrafił wykurzyć nas z Nowego Jorku. Ostatnimi czasy siedział cicho, ale moi bracia i ja zawsze byliśmy w gotowości.
– Cóż, jest o wiele gorszy, kiedy wie, że ujdzie mu to na sucho. Kiedy to dotyczy jego własnej krwi. – Jej wzrok po raz pierwszy oderwał się ode mnie i opadł na jej kolana. – Jego ludzie się go boją, ale wiedzą, że więzy krwi nic dla niego nie znaczą, z wyjątkiem Elio. – Nienawiść w jej głosie, gdy wymawiała imię brata, była wstrząsająca.
Kontynuowała. – Ludzie zabawiali się nami, dziewczętami. Niektóre z moich sióstr się na to zgadzały, ale większość z nas… – jej głos na chwilę ucichł.
– Zgwałcili cię?
Serafina skinęła głową. – Mój ojciec dowiedział się, że zgwałcił mnie jego zastępca. Nazwał mnie zdzirą, kurwą najgorszego sortu. Ostatnio stracił dawną formę; jego kary nie są już tak surowe. Myślę, że w końcu dopadła go starość. Nie potrafi już uderzać biczem z takim samym wigorem jak dawniej. – Przez to prychnięcie zakaszlała.
Podchodząc bliżej, znów pomogłem jej wypić powoli resztę wody. Oko, które wcześniej patrzyło w dół, teraz wpatrywało się we mnie, śledząc każdy mój ruch. Tym razem wycofując się, usiadłem na krześle, na którym wcześniej siedziała Ksenia.
– Udało mi się uciec tym razem; uwolnić się. Wszyscy strażnicy byli w domu i pili, bo podpisali fuzję z jednym z hiszpańskich karteli. Zdołałam się wydostać i poszłam przed siebie. Słońce jeszcze nie zaszło, ale zanim dotarłam na wasze terytorium, zrobiło się już ciemno. Nasłuchiwałam pierwszej rosyjskiej mowy, jaką zdołam usłyszeć. Najwyraźniej dotarłam wtedy do granicy moich możliwości. – Skrzywiła się.
– Skąd znasz nazwisko mojej matki?
Jej oko nadal mnie świdrowało. – Dawno temu, kiedy byłam dzieckiem… – prychnąłem w myślach; nadal była dzieckiem. – …ostatnia żona mojego ojca mówiła o twojej matce. To był szczegół, który zapamiętałam. Każda informacja jest cenna, niezależnie od tego, jak nieistotna wydaje się w danym momencie.
Moja szczęka się zacisnęła. To było coś, co zwykł powtarzać mój ojciec. „Maks, zawsze bądź czujny i słuchaj. Zawsze słuchaj i zapamiętuj. Pewnego dnia wiedza może ocalić ci życie, nawet jeśli teraz wydaje ci się nieistotna”.
– Spotkałem kilka z twoich sióstr. Żadna z nich nie wydawała się tak obeznana w sprawach Organizacji jak ty.
Znowu prychnęła. – Nie byłam przydatna mojemu ojcu w żaden inny sposób. Kiedy byłam niemowlęciem, porwano mnie z łóżeczka. Zostałam poparzona na części ramienia. Oszpecono mnie, co obniżyło moją wartość na tyle, że nie opłacało się mnie sprzedać. Zatem stałam się jego ulubioną zabawką. Mógł mnie teraz naznaczać, jak chciał, niszczyć mnie, jak chciał, bez obawy, że moja wartość rynkowa spadnie.
To, w jaki sposób o sobie mówiła… czułem, jakby to dźgało mnie prosto w serce. Gdyby moje siostry kiedykolwiek mówiły o sobie w ten sposób, albo moje siostrzenice, zabiłbym każdego, kto by im wmówił, że ich wartość zależy od ich ciał. Wezbrała we mnie furia, a teraz, bardziej niż kiedykolwiek, zapragnąłem wpakować kulkę w głowę tego człowieka. Przez lata odebrał życie wielu naszym ludziom, naszym braciom. Najwyraźniej robił to samo własnej rodzinie.
– Twój ojciec już zaczął cię szukać.
Nie była tym zaskoczona. Dwa dni temu nasi ludzie przyłapali Włochów, gdy kręcili się nie tylko wokół naszych granic, ale także Irlandczyków. Poprosili o pozwolenie amerykańską Rodzinę, ale wyglądało na to, że powątpiewali w to, że zapuściła się na ich teren. Połączenie wszystkich elementów układanki było łatwe, gdy tylko poznałem jej tożsamość.
– Jestem pewna, że wydał rozkaz zabicia mnie na miejscu.
I znów miała rację. Z powodu podejrzeń o dezercję, kobieta miała zostać zabita na miejscu. Problem polegał na tym, że nie było żadnych zdjęć, nazwiska, niczego, co pozwoliłoby komukolwiek, poza Włochami, ją rozpoznać. Yegor już wracał z Moskwy, kiedy dowiedział się o przetasowaniach ludzi na granicy.
– Wyszłabym tam i pozwoliła im się zabić, ale dawanie mojemu ojcu satysfakcji z tego, że w końcu udało mu się zabić własną córkę-kurwę, denerwuje mnie. – Serafina żachnęła się.
– Czy on… – Kurwa, nie wiedziałem, jak o to zapytać. – Czy Cesare kiedykolwiek dotykał własnych córek?
Jej wzrok przewiercił mnie na wylot. Szukała w nim czegoś, zanim westchnęła. – To była sprawa rodzinna.
Podnosząc się z krzesła, odwróciłem się od łóżka i zrobiłem dwa kroki do okna. Czułem w dłoniach palącą potrzebę zniszczenia czegoś. Ksenia pewnie stwierdziłaby, że nie powinienem jej ufać, dopóki nie potwierdzimy jej historii. Ale jej oczy, i to jak rzucała każdym faktem, kazały mi jej wierzyć. To brzmiało, jakby ktoś wyliczał swoją kartotekę policyjną. Zimne, twarde fakty, wypowiedziane w wyzbyty emocji sposób. Zrobiło mi się niedobrze. Ta dziewczyna została zbezczeszczona przez jej własną rodzinę. Tych samych ludzi, którzy powinni byli ją chronić.
– Jesteś najmłodsza? – zapytałem, nie patrząc na nią.
– Nie. Mam trzy młodsze siostry.
Moje wargi się wykrzywiły. – Ile masz lat?
– Dziewiętnaście.
Odwracając się gwałtownie, przyjrzałem się dziewczynie na nowo. Tak, nadal była dzieckiem w porównaniu ze mną, ale wyglądała na jeszcze młodszą. Jej ciało było tak kruche, że naprawdę uważałem, iż ma piętnaście czy szesnaście lat. Jej twarz pozostawała niewzruszona, podczas gdy ona wciąż się we mnie wpatrywała.
– Nasz Vor wróci w ciągu jednego dnia. On zdecyduje, co z tobą zrobić. Do tego czasu masz zakaz opuszczania tego pokoju. Moja siostra będzie dalej się tobą opiekować, jeśli zechce. Masz odpowiadać na jej pytania.
Wyszedłem z pokoju sprężystym krokiem, na tyle gwałtownie otwierając drzwi, że Leonid, Ksenia, dwie z moich siostrzenic i jeden z siostrzeńców, wraz z Arkadym, musieli odsunąć się w tył. Mijałem ich bez słowa, wiedząc, że Arkady podąży za mną, ale mnie to nie obchodziło. Potrzebowałem świeżego powietrza. Gdy wyszedłem na tyły ogrodu, próbując złapać oddech, zaczął wiać silniejszy wiatr, zwiastujący zbliżającą się burzę.
Zrozumiałem, że to mi nie pomoże. Pragnienie, by kogoś zastrzelić, stało się zbyt przytłaczające. Miałem ochotę zrobić demolkę w Nowym Jorku; czułem, że muszę wyskoczyć z własnej skóry. Cała ta rozmowa z córką Morettiego wytrąciła mnie całkowicie z równowagi.
– Maksim… co…?
Szedłem dalej przez ogród, kierując się na parking na tyłach posiadłości. Rozsuwając z trzaskiem bramy garażowe, wsiadłem do mojego Audi A3 i ruszyłem z piskiem opon. Arkady został z tyłu w garażu, ale z pewnością sobie poradzi.
Początkowo nie miałem określonego celu podróży, jednak samochód niemal sam skierował się na arenę walk. Minęły lata, odkąd tu ostatnio byłem. Nie byłem już młodzieńcem, który musiał udowadniać swoją wartość na ringu, a zadawanie sobie bólu dla samego prawa do przechwałek wydawało się idiotyczne. Teraz jednak ring miał być sposobem na uwolnienie furii i gniewu, które we mnie buzowały.
Wjeżdżając na parking, zatrzasnąłem za sobą drzwi i wszedłem tylnym wejściem. Jozef, właściciel nielegalnych ringów, ruszył mi na spotkanie.
– Panie Sokolov, kopę lat. Przyszedł pan postawić zakład?
Rozpinając mankiet, szedłem dalej przez tłum. – Nie. Przyszedłem walczyć.
Jego oczy rozszerzyły się. – Ja… no cóż… możemy dopisać pana do paru walk, ale nie wiem, czy mam kogoś w pańskiej… kategorii.
Wiekowej – to miał na myśli. Bo dzisiaj naprawdę czułem się staro. Panie Wszechmogący, dzisiaj na pewno nie będę się powstrzymywał. Istniało spore ryzyko, że faktycznie kogoś zabiję, jeśli jeszcze jedna osoba spróbuje splunąć mi w twarz.
– Mam gdzieś, kogo mi przydzielisz, Jozef. Po prostu wyślij kogoś dobrego. Bo jeśli nie będą dobrzy, to ich zabiję.
Wyciągając koszulę ze spodni, zrzuciłem ją, po czym wyciągnąłem również pasek ze szlufek. Rzucając je na ławkę przy szatni, zdjąłem buty i skarpetki. Ruslan, prawa ręka Jozefa i mózg stojący za tą maszynką do robienia pieniędzy, podszedł do mnie. Wyciągnął moje ręce i zaczął owijać dłonie.
– Postaraj się ich dziś nie pozabijać. Nie wiem, czy uda nam się wyjść na zero, jeśli to zrobisz.
Prychnąłem. – Nie dawaj mi nikogo słabego, to ich nie zabiję.
Cofając się, Ruslan skinął głową i wyciągnął rękę, by wskazać mi ring znajdujący się na środku sali. Był tam zaskakujący jak na czwartek tłok, ale domyśliłem się, że odbywał się jakiś szczególny pojedynek, dla którego zjawili się tu ci wszyscy ludzie. Na razie jednak będą musieli usiąść i popatrzeć, jak spuszczam wszystkim innym niezły wpierdol.















