Zoey chciała się odgryźć, ale Charmine już wyszła, a jej srebrne szpilki stukały o podłogę korytarza. Nawet cień jej pleców był prosty, tak dumna była jej postawa.
Klik, klak, klik!
Zoey zamarła, patrząc, jak Charmine odchodzi, i dopiero gdy ta zniknęła jej z oczu, wykonała telefon. – Amelio, prawie ją miałyśmy! Dlaczego pozwoliłyśmy jej odejść? Wiesz, jaka ona jest arogancka? Kazała mi naprawić d
