To było dopiero pierwsze uderzenie bicza, a ubranie Amelii już zostało rozerwane na strzępy, podczas gdy świeża krew sączyła się z jej jasnej skóry.
Jej twarz wykrzywiła się w bólu i udręce, ale nie ustępowała. – To nie ja! To naprawdę nie byłam ja! Charmine mnie wrobiła!
Hobson potrząsnął głową z bezradnością. Amelia była zbyt uparta; nie miał innego wyboru, jak kontynuować biczowanie.
Świst! Świ
