W chwili, gdy ich spojrzenia się spotkały, Charmine poczuła, jakby ciepło rozlało się po całym jej ciele. Czuła się tak, jakby ponownie połączyła się z kimś bardzo jej drogim. Chris Bailey – mały chłopiec – trzymał się Charmine i mocno do niej przylegał.
– Goniłem kotka, zanim natknąłem się na ciebie, Mamo, ale teraz nie mogę go znaleźć – mruknął chłopiec. – Ale teraz jestem szczęśliwy, bo znowu cię znalazłem!
Choć zaskoczyło to Charmine, szybko otrząsnęła się z szoku. Delikatnie chwytając chłopca za kołnierzyk, odsunęła go od siebie.
– Nie jestem twoją matką. Gdzie są twoi rodzice? Zaprowadzę cię do nich.
Początkowo radosny wyraz twarzy chłopca zmienił się w grymas bólu. Nagle chłopiec zaczął szlochać.
– Waa… Boli mnie w klatce…
Charmine puściła jego kołnierz z poczucia winy, ale zanim zdążyła wydusić słowo, chłopiec wrócił prosto w jej ramiona.
– Boli mnie w klatce… Przytul… Mamusiu, przytul… – Chłopiec wtulił się głębiej w uścisk.
Charmine była osłupiała. Dlaczego rodzice mieliby zostawić tak uroczego chłopca samego?
Właśnie miała się odezwać, gdy w polu widzenia pojawił się wąż gruby jak jej nadgarstek, który wydawał się celować w kostkę chłopca. Z łuskami ciemnymi jak atrament, ostre kły węża były wyraźnie widoczne. Bez wątpienia była to kobra królewska; taka, której ukąszenie mogło być śmiertelne!
– Uważaj!
Charmine chwyciła chłopca jedną ręką, a drugą złapała węża. Sprowokowany nagłym ruchem, gad odwrócił się w stronę Charmine i ukąsił ją. Ukąszenie węża sprawiło jej ostry ból, ale walczyła z nim. Zasłaniając oczy chłopca jedną ręką, Charmine zamachnęła się trzymanym wężem i uderzyła nim o ścianę jaskini.
Plask! Plask! Plask!
Dźwięki uderzeń węża o ściany jaskini odbiły się echem i wkrótce wąż zwiotczał, martwy. Gdy tylko Charmine odrzuciła kobrę daleko od siebie, jej ciało zaczęło reagować na toksynę. Zrobiła się wiotka i ponownie osunęła się na tył jaskini.
Gdy jej ręka opadła z oczu chłopca, ten krzyknął:
– Mamusiu, Mamusiu! Nie strasz Momo…! Proszę, nie strasz Momo! Czekaj tu; Momo pójdzie po Tatusia! – Spanikowany chłopiec wybiegł z jaskini tak szybko, jak tylko mógł.
Po wyjściu z jaskini wyjął telefon i kliknął w czat. Gdy wysłał swoją lokalizację, szybko nacisnął przycisk „nagraj” i zapłakał:
– Tatusiu, jestem tutaj! Znalazłem Mamusię, ale wąż ją ugryzł! Ona potrzebuje pomocy!
Anthony Bailey przeszukiwał rezydencję rodziny Jordanów ze swoimi setką ochroniarzy. Nagle jego telefon się zaświecił. Przeczytał wiadomość i zmarszczył brwi. „Dzieciak oddalił się aż o dziesięć mil! Należy mu się nauczka! I kim jest ta »Mamusia«, o której mówi?” pomyślał.
Wsiadł do samochodu i szybko zadzwonił do swojego kontaktu.
– Niall, przywieź surowicę na kobrę do lokalizacji, którą ci wysłałem, natychmiast.
W chwili, gdy Anthony dotarł do jaskini, zobaczył Chrisa płaczącego obok nieprzytomnej kobiety.
– Mamusiu… Mamusiu! Obudź się! Nie strasz Momo…! – Chris zawodził, a łzy płynęły po jego twarzy jak wodospady.
„Kto to jest? Chris wydaje się zbyt przywiązany, biorąc pod uwagę, że to nieznajoma...” Anthony przyjrzał się nieprzytomnej Charmine. Blada i nieprzytomna, jej rysy twarzy były tak oszałamiające, że trudno było oderwać od niej wzrok. „To ona: adoptowana córka, Charmine Jordan”.
Chris zobaczył tatę i pobiegł w jego stronę.
– Tatusiu, proszę, pomóż Mamusi! – zawodził. – Mamusia umiera! Nie chcę, żeby Mamusia umarła…!
– Uspokój się. Poprosiłem wujka Nialla, żeby przywiózł surowicę – zapewnił małego chłopca Anthony, jak najlepiej potrafił.
To w niczym nie powstrzymało łez chłopca.
– Jest za późno... Jest za późno! Mamusia została ugryziona prawie godzinę temu i umrze niedługo, jeśli nie oczyścimy jej krwi! – Chris szlochał, gwałtownie kręcąc głową.
Gdy Anthony przyjrzał się ciału Charmine, zauważył, że wąż ukąsił ją w udo. Żeby wyssać krew, trzeba by zdjąć spodnie…
– Słuchaj, Momo. Jest różnica między chłopcem a dziewczynką. Wujek Niall będzie tu wkrótce.
Chris nie chciał słuchać, jakby jego umysł został opanowany przez absolutny strach.
– Pomóż mamusi! Tatusiu, pomóż Mamusi! Momo właśnie znalazł Mamusię; Momo nie chce, żeby Mamusia umarła. Momo nie chce nie mieć mamusi... Nie chcę, żeby się ze mnie śmiali! Tatusiu, pomóż jej! Proszę, pomóż jej! – Chłopiec wyrzucał z siebie słowo za słowem, ciągnąc Anthony'ego w stronę Charmine.
– Momo, przestań robić sceny – ostrzegł go Anthony surowym spojrzeniem.
– Aaa!
Nagle oczy chłopca wywróciły się do tyłu. Upadł na ziemię, a z jego ust zaczęła wydobywać się biała piana.
Wyraz twarzy Anthony'ego natychmiast się zmienił. Chłopiec był słaby, odkąd go adoptował. Ilekroć działo się coś strasznego, jego ciało dostawało skurczów.
Niall Bailey – który był lekarzem – stale ostrzegał go, że skurcze i ataki mogą wpłynąć na rozwój mózgu i inteligencję Chrisa. Dlatego przez lata zawsze byli ostrożni i pozwalali Chrisowi na wszystko. Minął ponad rok, odkąd to się ostatnio zdarzyło…
– Dobrze – padła odpowiedź pełna rezygnacji – pomogę jej.
Anthony musiał uklęknąć przy stopach Charmine i sięgnął, by zdjąć jej spodnie.
