Ruszając za nią, Anthony stanął na jej drodze, skutecznie ją blokując. Jeszcze raz wyjął małe pudełeczko.
– Panno Jordan, proszę to rozważyć – oświadczył tonem ospałym, lecz przepełnionym determinacją.
Charmine zaniemówiła. Czy musi przyjąć jego oświadczyny? Kto ustanowił tak absurdalny nakaz?
Delikatnie wyjęła pierścionek z pudełka. Nie trzeba było dodawać, że był to piękny pierścionek z diamentem w kształcie serca, doskonale oszlifowany, a kunsztowne wykonanie było widoczne na pierwszy rzut oka. Był to jeden z najlepszych szlifów na świecie.
A jednak…
Z bladym uśmiechem na czerwonych ustach wyrzuciła pierścionek. Tak po prostu, perfekcyjnie oszlifowany diamentowy pierścionek został wyrzucony, jakby był śmieciem.
Anthony i jego asystent byli oszołomieni.
Asystent czuł, jakby wszystko działo się we mgle. Charmine dosłownie odrzuciła jego szefa i wrzuciła diamentowy pierścionek do kosza!
Niewzruszona Charmine powiedziała nonszalancko:
– Jestem wdzięczna, że pan Bailey mnie uratował i opiekował się mną do powrotu do zdrowia, ale nie wyjdę za pana. Małżeństwo to nie zabawa, a ofiara nie musi wychodzić za gwałciciela. Jest pan zbyt naiwny.
Po tych słowach Charmine odeszła.
Kąciki ust Anthony'ego zadrżały z niezadowolenia. Czy ona sugerowała, że jest gwałcicielem? Czy naprawdę porównywała go do kogoś takiego? Co za godna ubolewania postawa! Ta kobieta była niedorzeczna. Anthony prychnął. Czy nadal by go odrzuciła, gdyby wyssał ją całą? Był dość zaintrygowany, by się tego dowiedzieć.
Niemniej jednak najważniejsze było to, że przeżyła upadek ze wzgórza.
– Luke, wyślij jej dowody, które znaleźliśmy.
– Hę? – Luke, mężczyzna, do którego zwrócił się Anthony, był zdezorientowany.
O co chodziło? Charmine była dla niego tak nieuprzejma, a on nie tylko nie był zły, ale nawet chciał wysłać jej te dowody? Co stało się z jego wyrachowanym i bezlitosnym szefem?
– Nieważne, sam to zrobię. – Ponieważ Luke nie reagował, Anthony poszedł do swojego biura i włączył laptopa.
...
W tym czasie Charmine dotarła do swojej willi. Gdy przebrała się we własne ubrania, wyrzuciła białą koszulę do kosza. Niedługo potem jednak dzwonek jej telefonu przerwał ciszę.
Odbierając telefon, zauważyła, że osoba po drugiej stronie dyszy.
– O pani, czy wszystko w porządku? – odezwał się głos w słuchawce, wyraźnie zmartwiony i spanikowany. – Dlaczego wróciłaś do domu? Czy nie było miło tam, gdzie byłaś? I dlaczego nie pozwoliłaś Kayowi i jego zespołowi cię chronić? Czy wiesz, że moje serce prawie stanęło, gdy usłyszałem o twoim wypadku?! Ta podła kobieta faktycznie zapłaciła mordercom... Sprawię, że teraz za to zapłaci!
Nikt o tym nie wiedział, ale Charmine miała na swoim koncie sporo osiągnięć, które zdobyła samodzielnie w ciągu ostatnich pięciu lat. To z kolei sprawiło, że wszyscy patrzyli na nią z podziwem, zwracając uwagę na każdy jej ruch. Nigdy nie szukała żadnej pomocy, a jednak wielu ludzi chciało jej pomóc.
Charmine przytrzymała telefon między ramieniem a uchem.
– Nie kłopocz się. Przekaż tę wiadomość: załatwiam pewne sprawy osobiste tutaj w domu, więc zostawcie mnie w spokoju.
– C-Co? Jesteś pewna? – zapytał z troską mężczyzna.
Charmine prychnęła. – Gdybym nie wierzyła, że mogę to załatwić sama, nie wróciłabym.
Rozłączyła się.
Simon Gray – który był po drugiej stronie linii – westchnął. Nie mając wielkiego pola manewru, mógł jedynie przekazać wiadomość Charmine.
Gdy Charmine zalogowała się do swojej skrzynki pocztowej, jej uwagę przykuł nieprzeczytany e-mail. Po kliknięciu w wiadomość zobaczyła zrzuty ekranu rozmowy Tiffany z kierowcą, ze szczegółami planu Tiffany i zleceniem zamordowania Charmine. Był tam również zapis transakcji z konta Tiffany na konto kierowcy, a także nagranie wideo z wypadku. Wszystko, co widziała, wystarczyłoby, by skazać Tiffany.
Kto to zrobił? Kto mógł zebrać to wszystko w tak krótkim czasie i, co więcej, wysłać jej to za darmo?
Charmine odniosła wrażenie, że może to być sprawka kogoś, kto liczy na współpracę z nią, próbując zyskać jej przychylność. Jednak gdy wyszukała nazwisko nadawcy...
Anthony Bailey?
Dlaczego, u licha, ten człowiek zadawał sobie tyle trudu, by jej pomóc, nawet po tym, jak odrzuciła go w dość absurdalny sposób? Rzeczywiście, zasługiwał na taką sławę i bogactwo przy tak hojnym sercu i możliwościach.
Mniejsza z tym; Charmine nie widziała powodu, by odrzucać pomoc oferowaną bez zobowiązań. Gdy zapisywała zrzuty ekranu, w jej przebiegłych, ciemnych oczach zamigotała nuta psoty.
...
W tym samym czasie, w luksusowo urządzonej sypialni w rezydencji rodziny Jordan...
Tiffany siedziała przed fortepianem, bawiąc się lalką, a na jej twarzy gościł zadowolony uśmiech. Nie było mowy, by Charmine przeżyła ten upadek z wysokości. W najlepszym wypadku byłaby ubezwłasnowolniona lub oszpecona. Gdy trafi do szpitala, ona znajdzie sposób, by zabić Charmine i przejąć jej 15% udziałów.
Swoją jedwabiście bladą dłonią Tiffany gwałtownie oderwała głowę lalki.
Ding!
Na jej telefonie pojawiło się powiadomienie.
Kto mógł pisać na jej prywatny telefon o tej godzinie? Kliknęła, otwierając anonimowy e-mail.
Jej twarz błyskawicznie wykrzywiła się w wyrazie całkowitego, czystego przerażenia.
E-mail zawierał jej rozmowy z kierowcą.
Jak…? Jak to się mogło stać? Skontaktowała się z kierowcą z anonimowej karty SIM i dla dodatkowego bezpieczeństwa zapłaciła nawet ze swojego zagranicznego konta. Jak ten plan mógł się tak straszliwie posypać?
Chociaż jej twarz była jawnie sparaliżowana strachem, drżącymi rękami zaczęła pisać, udając niewzruszoną.
[Kim jesteś? Czego chcesz? Ile? Podaj kwotę.]
[Nie chcę twoich pieniędzy. Masz dwie opcje. Pierwsza to zwołanie konferencji prasowej i publiczne przeproszenie siostry. Opcja druga: Wyślij mi nagie zdjęcie. Jeśli nie zdecydujesz się w ciągu dziesięciu minut, te zrzuty ekranu zostaną upublicznione.]
Nagie zdjęcie? Akt? Czy ta osoba postradała zmysły?!
Tiffany wyobrażała to sobie z wściekłą i wykrzywioną twarzą.
Kto to mógł być?
Szybko odpisała: [Absolutnie nie. Podaj numer konta, zapłacę każdą kwotę, jakiej zapragniesz. Żebyś wiedział, jestem dziedziczką rodziny Jordan, więc nie stać cię na zadzieranie ze mną. Jeśli jednak zdecydujesz się ze mną współpracować, hojnie cię wynagrodzę.]
Niezrażony rozmówca odpisał jedynie: [Zostało ci dziewięć minut na podjęcie decyzji.]
Tiffany zacisnęła zęby; nie miała wyboru.
