Wszyscy byli w szoku.
– Czy nie istnieje tylko jeden Czeski nr 1?
– Jak to możliwe, że Charmine również ofiarowuje Czeski nr 1? Jak mogą istnieć dwa?
Amelia zareagowała pierwsza, a z jej ust wydobył się drwiący chichot.
– Haha! Co innego mogłoby to być? Musiała chcieć zachować twarz i kupiła podróbkę. Nie wiedziała jednak, że Tiffany podaruje to samo. Szkoda, że mleko się rozlało, co? Hahaha!
– Charmine, nie wstydzisz się? Nie mogłaś przynieść czegoś innego, skoro jesteś aż tak biedna? Dlaczego przyniosłaś podróbkę? Musiałam być wtedy zaślepiona, kiedy przygarnęłam cię z litości do domu – skrzywiła się Joey Young.
Joey nienawidziła Charmine od pierwszego dnia, ale nie wiedziała, że kobieta przed nią jest jej prawdziwą córką. Tiffany, którą uwielbiała, była adoptowanym dzieckiem przemyconym do rodziny Jordanów, co starannie zaplanowała biologiczna matka Tiffany, Lara Zabel.
Zanim Charmine zdążyła odpowiedzieć, Tiffany podeszła do niej.
– Charmine, jak mogłaś to zrobić? Nie wiesz, że kamienie mają Reiki? – zganiła ją szybko, grając rolę szczerze zaniepokojonej siostry. – Fałszywe kamienie mogą wyrządzić krzywdę ciału. Jak mogłaś zrobić coś takiego Dziadkowi? Proszę, przeproś Dziadka; wierzę, że on i wszyscy inni tutaj wybaczą ci, jeśli to zrobisz.
– Przeprosić? To ty powinnaś przepraszać! – odparowała Charmine. – Czeski czarno-zielony meteoryt nr 1 został znaleziony w południowej części Czech. Według ekspertów jego twardość w skali Mohsa sięga 11, co daje mu zdolność kruszenia nawet diamentów. Nie trzeba dodawać, że rzeczy wykonane z tego kamienia meteorytowego nie mogą zostać uszkodzone przez nóż czy młotek.
Pewna siebie Charmine dodała:
– Chcecie wiedzieć, czy ten posąg jest prawdziwy? Pozwólcie mi! – Nie dając nikomu czasu na reakcję, Charmine chwyciła młotek i uderzyła w posąg Buddy należący do Tiffany.
Bum!
W chwili, gdy młotek uderzył w posąg Buddy, rzekomy „Czeski nr 1” roztrzaskał się na kawałki po całej trawie. Błyskawicznie Charmine odwróciła się do swojego posągu Buddy i zamachnęła się młotkiem.
Bum! Bum! Bum!
Z każdym silniejszym uderzeniem posąg Buddy pozostawał nienaruszony, a jego kolor stawał się jedynie ciemniejszy. Wszyscy byli oszołomieni, niezdolni pojąć tego, co działo się na ich oczach. Niewiarygodne!
– Co! Jak to możliwe? Czy to oznacza, że prezent Tiffany był cały czas fałszywy?
– Te potłuczone kawałki to oczywiście jakieś zaawansowane sztuczne szkło! Prawie daliśmy się nabrać!
– Dokładnie o tym pomyślałem. Jak supermodelka taka jak Tiffany mogłaby zarobić pięć miliardów w zaledwie pięć lat? Teraz to ma sens; jest oszustką!
To, co wcześniej było chórem pochwał dla hojności i zamożności Tiffany, szybko zmieniło się w atmosferę potępienia.
– Skoro wiedziałaś, że fałszywe kamienie szkodzą zdrowiu, jak mogłaś zrobić coś takiego Dziadkowi? – zadrwiła Charmine, a na jej twarzy zagościł stały grymas dezaprobaty.
– Nie wiedziałam... Naprawdę nie wiedziałam! – Tiffany gwałtownie potrząsnęła głową. Odwróciła się do Seniora Jordana i pospiesznie wybełkotała: – Dziadku, pojechałam do Czech tylko po to...!
Dziadek chciał uwierzyć swojej wnuczce, ale prawda, która wyszła na jaw na jego oczach, uniemożliwiała mu to. Machnął tylko ręką.
– Dobrze, rozumiem. Mogłaś zostać oszukana w obcym kraju – skomentował. – Odsuń się. Niech ktoś przyjdzie i posprząta te śmieci.
W mgnieniu oka kilku pracowników podeszło, by uprzątnąć potłuczone fragmenty. Twarz Tiffany poszarzała, gdy patrzyła na sprzątane kawałki rozbitego szkła. „Śmieci”, które sprzątali, to nie było tylko jej pięć miliardów dolarów... Zabierali również jej reputację, jej godność!
Upokorzenie nigdy wcześniej nie uderzyło w nią tak mocno. Skąd Charmine miała tyle pieniędzy? Ona sama nie mogła zarobić pięciu miliardów jako supermodelka w pięć lat, więc jak to możliwe, że Charmine zarobiła pięć miliardów w Afryce? Niemożliwe! Skąd pochodziły jej pieniądze?
Jamesa Jordana nie obchodziło, co się stało; liczyła się młoda dziewczyna stojąca przed nim. Pięć lat temu nie miał wyboru i musiał wysłać Charmine za granicę, by doszła do siebie, ale jego tęsknota za ukochaną wnuczką nigdy nie osłabła. Teraz, gdy Charmine wróciła z taką dojrzałością, James wstał z miejsca i podszedł do niej.
Stojąc przed nią, Senior Jordan czule ujął dłoń Charmine.
– Och, moje dziecko – rzekł – to musiało być dla ciebie trudne przez ostatnie pięć lat. Od teraz nikt nie może zmienić twojego statusu jako mojej wnuczki i nikt nie może cię ode mnie odesłać – pocieszał ją Senior Jordan. – Dziadek przekaże ci obiecane piętnaście procent udziałów.
Natychmiast w tłumie zapanował chaos.
Senior Jordan był tak kochający wobec tego adoptowanego dziecka, że był nawet gotów oddać jej 15% udziałów w rodzinnym biznesie! Adoptowana dziewczyna, która nagle zniknęła na pięć lat, została nagle obsypana największym błogosławieństwem, o jakie ktokolwiek w rodzinie Jordanów mógłby prosić. Była rzeczywiście atrakcyjną kobietą o wielkim sercu; jej przyszłość w tym momencie wydawała się dość jasna.
Goście otoczyli Charmine, by jej pogratulować, a słowa uwielbienia i pochwały płynęły w jej stronę. Tiffany natomiast została sama jak księżyc wśród jasnych gwiazd. Została całkowicie odrzucona, tak jak te potłuczone kawałki sprzątnięte wcześniej. Nikogo to nie obchodziło.
W końcu ktoś ją zauważył, ale jedynym komentarzem było: „Tsk, co za oszustka!”. W chwili, gdy ta osoba odeszła, Tiffany zacisnęła pięści. Jak Charmine tak łatwo ukradła jej światło reflektorów? Nie. To było to. Charmine zrobiła to celowo. Wróciła, by zemścić się za to, co stało się pięć lat temu. Tiffany nie puści jej tego płazem. Ze złośliwością w oczach, Tiffany wyjęła telefon.
[Chcę, żeby zginęła.]
Tymczasem wysoki i dobrze zbudowany mężczyzna stał na poddaszu rezydencji z jedną ręką w kieszeni, emanując aurą niepodważalnej klasy i elegancji. Widział wszystko, co wydarzyło się w ogrodzie poniżej, a jego oczy były mocno utkwione w Charmine. Nie była zwykłą kobietą.
Ocknął się w momencie, gdy zadzwonił jego telefon. Odbierając, natychmiast zapytał:
– Znalazłeś coś na temat dziewczyny sprzed pięciu lat?
– Przepraszam, Bracie. Próbowałem wszystkiego, ale nie mam żadnych tropów co do tożsamości tej dziewczyny. Mamy jednak problem: Momo zaginął!
– Co? – Mężczyzna gwałtownie się odwrócił i odszedł.
