Anthony nie miał zamiaru czynić tego, co właśnie zamierzał, lecz ta kobieta niezaprzeczalnie wzbudziła jego zainteresowanie. Jego rodzina przez lata próbowała go ożenić, ale teraz…
– Tatusiu… Tatusiu… – Dźwięczny głos Chrisa przywrócił go do rzeczywistości.
Anthony zauważył, że dwie ciemniejące plamki wyglądały doprawdy okropnie. Zanim dotarłaby surowica, na ratunek dla tej kobiety mogłoby być już za późno.
Odsuwając od siebie wszelkie myśli, pochylił się i zaczął wysysać krew z rany. Chris, który leżał na ziemi, zobaczył to i zaszczebiotał z radością:
– Tatuś dotknął mamusi i tatuś pocałował mamusię. Teraz tatuś musi zaopiekować się mamusią!
Ten chłopiec nigdy nie przestawał go zaskakiwać.
…
Kiedy Charmine odzyskała przytomność, stwierdziła, że znajduje się w pokoju utrzymanym w monochromatycznych barwach, i to gustownie urządzonym.
„Gdzie ja jestem? Czy nie zaatakowała mnie kobra? Muszę natychmiast oczyścić ranę!”
Jednak gdy spojrzała w dół, zorientowała się, że została przebrana. Co więcej, jej ubranie zamieniono na za dużą, białą koszulę sięgającą jej do kolan.
„Moje rany są oczyszczone i opatrzone…? Kto to zrobił?”
– Obudziłaś się? – Z drugiego końca pokoju dobiegł głęboki, aksamitny głos.
Charmine podniosła wzrok i zobaczyła wysoką, muskularną postać wchodzącą przez drzwi. Mężczyzna ubrany był w garnitur szyty na miarę, a jego rysy twarzy wyglądały tak, jakby zostały wyrzeźbione z największą dbałością o detale. Jego aura była onieśmielająca, przesycona klasą i wyrafinowaniem.
To był Anthony Bailey.
Mężczyzna, który stał na szczycie piramidy; trzynasty dziedzic rodu Baileyów, rodziny opływającej w skrajne bogactwo od pięciuset lat. To był Anthony Bailey.
– Czy to ty mnie uratowałeś? Czy to ty zmieniłeś mi ubranie?
– Mhm – odparł cicho.
Zbliżywszy się do niej, uklęknął przed nią. – Nie martw się, wezmę za ciebie odpowiedzialność.
Wyjął małe, wyściełane bawełną pudełeczko i podał je Charmine. Pudełko otworzyło się automatycznie; w środku spoczywał pierścionek z diamentem w kształcie serca.
– Co ty robisz? – Charmine zmarszczyła brwi.
– Oświadczam ci się – odpowiedział Anthony.
– ...
Krążyły plotki, że Anthony nie interesował się kobietami, a nawet jego syn miał matkę zastępczą. Dlaczego miałby się jej oświadczać?
Oczywiście… Syn! Rysy chłopca również były podobne do rysów Anthony'ego. A więc chłopiec, którego uratowała, okazał się synem tego bogacza? Dlaczego pozwolił swojemu synowi błąkać się w tak niebezpiecznym miejscu, a teraz, ni z tego, ni z owego, oświadczał się jej? Co za nieodpowiedzialny człowiek!
– Oszalałeś? Pomogłeś mi się przebrać i teraz chcesz się ze mną ożenić? – prychnęła.
– Jestem człowiekiem z zasadami – odparł Anthony z kamienną twarzą.
– Idąc tokiem twoich zasad, czy nie oznacza to również, że mężczyźni chodzący na plaże musieliby przywozić do domu całe gromady żon? Kiedy byłam na plaży, widziało mnie ponad tysiąc mężczyzn, więc czy muszę wyjść za każdego z nich?
Tysiące mężczyzn? Anthony'emu nie spodobało się to, co usłyszał.
Gdy zeszła z łóżka, Charmine delikatnie poklepała go po ramieniu.
– Panie Bailey, wszyscy jesteśmy dorośli. Nie potrzebuję, żeby się pan mną opiekował; proszę po prostu dobrze zaopiekować się synem. Niech pan nie spędza całego czasu na zarabianiu pieniędzy. Pana syn nie ma mamy, a jeśli pan czegoś z tym nie zrobi, może to wpłynąć na rozwój jego charakteru.
Charmine opuściła pokój po tym, jak go odprawiła. Ubrana w za dużą koszulę, która eksponowała jej długie i smukłe nogi, emanowała silną męską energią splecioną z elegancką kobiecością.
Twarz Anthony'ego zastygła w osłupieniu. Czy jego oświadczyny zostały odrzucone?
Każda inna kobieta na świecie dałaby się pokroić, by za niego wyjść, a ta kobieta odrzuciła go bez chwili wahania?
Odwrócił się nagle i zapytał nieco podniesionym tonem:
– Czy jest ktoś inny?
– Hę? – Charmine była zdezorientowana.
Anthony spojrzał jej prosto w oczy i wymówił każdą sylabę, mówiąc:
– Wyssałem z ciebie truciznę.
Zaraz. Czy ukąszenie węża nie znajdowało się na jej udzie?
