Mała Wojowniczko.
**Raven**
Krew tryska mi na policzek, gdy kolejna głowa wilka-włóczęgi opada na wilgotną trawę. Jej ciepło na mojej skórze jest cichym dobrodziejstwem w chłodnym nocnym powietrzu. Cofam miecz i błyskawicznie obracam się na piętach, zanim zęby kolejnego skaczącego wilka zdążą zatrzasnąć się na moim ramieniu. Mój miecz gładko przesuwa się od jednego boku jego szczęki w dół, przez całą długość jego ciemnoszarego, zmierzwionego futra. Wilk skomle głośno, zanim przerzucam go przez ramię i pozbawiam go również głowy. Wokół mnie leży siedem martwych ciał włóczęgów, a ich krew wsiąka w trawę. Słyszę tupot kroków i przyjmuję kolejną pozycję, gotowa do ataku, ale wilk w połowie kroku zmienia postać, zbliżając się do mnie.
"Spokojnie, mała wojowniczko, to tylko ja" – mówi Nathaniel, jeden ze strażników patrolujących stado, podchodząc z uniesionymi rękami. "Tym razem naprawdę dałaś im popalić" – dodaje, przyglądając się mojemu dziełu.
"Ta, dzięki za pomoc i w ogóle" – gderam, na co on tylko się śmieje i czochra mi włosy. "Nie potrzebowałaś mojej pomocy. Poza tym, czuję, że to będzie twój rok."
Mój rok, w którym skończę osiemnaście lat i zyskam swojego wilka – to właśnie ma na myśli. Ponieważ jako niemowlę zostałam porzucona na granicy stada, nikt nie wie na pewno, kiedy wypadają moje urodziny, a co za tym idzie, kiedy zyskam swojego wilka. Status sieroty oznaczał również, że można mnie było spisać na straty. Zostałam wychowana przez wojowników stada. Kiedy byłam mała, zabierali mnie na patrole, żeby móc mnie nakarmić i mieć na mnie oko. Czasami zabierali mnie do domu, do swoich partnerek, ale większość czasu wychowywałam się na pierwszej linii granic naszego stada. Kiedy uznali, że mam około dwunastu lat i zaliczyłam swoje pierwsze zabójstwo, Alfa Brock zaczął wypłacać mi pensję i przydzielił mi własne zmiany patrolowe, które dostosowano do godzin lekcyjnych. Nigdy nie miałam na co wydawać pieniędzy, ponieważ mieszkam w domu stada ze wszystkimi innymi członkami, którzy nie mają jeszcze własnego dachu nad głową. Co oznacza również darmowe jedzenie. Jedyne, czego się tam od ciebie oczekuje, to sprzątanie po sobie i okazjonalne branie zmian w kuchni. Tak się składa, że biorę prawie każdą zmianę przy kolacji, jaką tylko mogę. Idealnie wpisuje się to w mój harmonogram. Budzę się wcześnie na poranny patrol, potem idę do szkoły, na popołudniowy patrol, kieruję się prosto na zmianę przy kolacji, a potem do łóżka, by następnego dnia powtórzyć to wszystko od nowa.
Dzięki włóczęgom spóźniłam się teraz na zmianę przy kolacji, ale jestem pewna, że Lexi, jedna z omeg, która pracuje przy wydawaniu posiłków, bez problemu mnie zastąpiła.
"Mogę tylko się modlić, żeby to był mój rok, Nate."
"Nie martw się, mała, nawet bez swojego wilka zawsze radziłaś sobie lepiej niż ci, którzy go mają."
Wzdycham, ciągnąc jedno z ciał włóczęgów w stronę ogniska, gdzie palimy ich po tej stronie granicy.
"Ta, wiem, ale... Sama nie wiem. Po prostu wspaniale byłoby poczuć więź z kimkolwiek."
Nate rzuca ciało, które ciągnął, i krzyżuje ramiona, patrząc na mnie surowo. "Jesteś związana z nami, z nami wszystkimi. Zawsze będziemy twoją rodziną, mała."
Jego oczy zachodzą mgłą, co jest nieomylnym znakiem, że komunikuje się z kimś za pomocą więzi umysłu, więc czekam cierpliwie, aż skończy.
"Alfa chce z tobą porozmawiać. Powiedział, żebyś nie martwiła się zmianą przy kolacji, Lexi cię kryje."
"Poradzisz sobie z nimi?" – wskazuję na ciała.
"Przecież wiesz, że tak, idź." Odpędza mnie ruchem dłoni.
Około dziesięciu minut później stoję przed biurem Alfy, próbując zetrzeć krew z twarzy, ale wydaje mi się, że tylko ją rozmazuję.
"Wejdź, Raven" – jego głos niesie się przez grube, drewniane drzwi.
"Alfo Damonie" – witam się, kłaniając.
"Nathaniel powiedział, że natknęłaś się na kolejny atak włóczęgów." Wskazuje na wygodny fotel naprzeciwko swojego biurka. Wyciągam z pochwy na plecach dwa długie miecze i kładę je w poprzek biurka, po czym siadam. Staram się przysiąść tylko na samym brzegu fotela. Jestem pewna, że Luna Paige byłaby zdenerwowana, gdybym ubrudziła krwią jej eleganckie meble.
"Było ich siedmiu" – rzucam bez emocji.
"Dobrze się spisałaś."
"Dziękuję, Alfo."
"Alfa Vince ze stada Szkarłatnego Księżyca za granicą słyszał o twoich umiejętnościach. Chciałby, abym przekazał ci propozycję. Dobrze płatną propozycję."
"O?"
"Hmm, szczerze mówiąc, to spory zaszczyt. Jego córka, Brianna, jest w twoim wieku. Jest partnerką przyszłego Bety stada, a zatem w odpowiednim czasie zostanie samicą Beta, dlatego chciałby, aby została odpowiednio wyszkolona."
"Nie była szkolona?"
"Była, ale najwyraźniej nie do poziomu, z którego byłby zadowolony. Chciałby, żebyś z nią trenowała. Zdejmę cię z popołudniowych patroli, a zamiast tego po szkole będziesz jeździć do Szkarłatnego Księżyca, by trenować z nią przez co najmniej dwie godziny każdego popołudnia. Odpowiada ci to?"
"Tak, Alfo, to rzeczywiście byłby zaszczyt."
"Doskonale, dam Alfie Vince'owi znać, że zjawisz się tam jutro. Idź i spotkaj się z Betą Asherem w garażu; ma dla ciebie niespodziankę."
Wychodzę z biura z dziwnym uczuciem. Wiem, że jestem dobrą wojowniczką, trenuję, odkąd nauczyłam się chodzić, ale zostać za to docenioną? Cóż, to wywołuje we mnie jakieś dziwne uczucie. Może właśnie tak się czujesz, kiedy chwalą cię rodzice. Znajduję Betę Ashera przed garażem, praktycznie podskakującego z ekscytacji. Jest prawdopodobnie kimś, kto jest dla mnie najbliższy rodzicowi; w końcu to on mnie znalazł i przekonał Alfę Damona, by pozwolił wojownikom mnie zatrzymać i wychować.
"Witaj, mała wojowniczko!"
"Beto Asherze. Czemu zawdzięczam tę przyjemność?"
"Kojarzysz ten motocykl, nad którym pracowaliśmy?" Uśmiecha się szeroko, otwierając drzwi łączące dom stada z garażem. "Cóż, skończyłem go."
Oto on, w całej okazałości, nasz ulubiony projekt, przy którym Asher i ja majstrowaliśmy od ponad roku. Kupowaliśmy część po części i budowaliśmy go od podstaw, nasz własny, robiony na zamówienie CBR1000. Czarny jak noc, smukły jak lis, szybki jak cholerny koń wyścigowy na cracku. "Wow. Jest piękna..." Przesuwam dłonią po jego lśniącym lakierze. To już trzecia maszyna, którą zbudowaliśmy razem. Asher uczył mnie majstrowania przy swoich motocyklach, odkąd byłam mała, a z czasem zaczęliśmy budować własne. Pierwszym był CBR600, na którym nauczył mnie jeździć, potem 1000, limonkowa i cholernie seksowna, którą Asher przywłaszczył sobie.
"Zasłużyłaś na nią." Uśmiecha się i rzuca mi kluczyki.
"Nie ma kurewskiej opcji, tak na serio?"
"Naprawdę, na serio. Leć po sprzęt i przetrzyj twarz. Zabieramy to maleństwo na przejażdżkę!"