Kolacja.
Po doprowadzeniu się do szczytu, ogarniam się i ruszam pod drzwi mojej małej przeznaczonej. Pukam, ale nie otrzymuję odpowiedzi. Przyciskam ucho do drewna, lecz nawet z moim wilczym słuchem nie wyczuwam, by była w środku. Rzut oka do wewnątrz tylko to potwierdza. Idę przez dom sfory za niknącym zapachem jagód i wanilii, który stopniowo przybiera na sile. Wtedy to słyszę; w kuchni gra muzy
















