Nauka i Trening.
**Raven**
Zanim wyjechałam, postanowiłam pokluczyć trochę ulicami Szkarłatnego Księżyca. Zajęło mi to zaledwie kilka dodatkowych minut, ale po prostu bardzo chciałam zobaczyć, jak wygląda ich stado. Brianna okazała się naprawdę przemiła. Jest trochę bez formy, ale ma duży potencjał, a ja aż buzuję teraz od nadmiaru energii, bo chyba właśnie zyskałam moją pierwszą w życiu przyjaciółkę w moim wieku. Umówiłyśmy się na weekend, żeby spędzić trochę czasu na luzie, i jestem prawie pewna, że ta nowa praca polegająca na jej trenowaniu przyniesie mi mnóstwo frajdy.
Wjeżdżam pędem na ziemie mojego własnego stada. Stado Obsydianu od zawsze było wszystkim, czego potrzebowałam – aż do dzisiaj, kiedy zdałam sobie sprawę, że w życiu chodzi o coś więcej niż tylko ciężką pracę i osiąganie celów. Parkuję mój nowy motocykl w garażu obok maszyny Ashera i wślizguję się przez boczne drzwi. Przez tę małą wycieczkę nie mam czasu się przebrać przed zgiełkiem przy kolacji, ale nie szkodzi.
"Hej, dziewczyno, dzięki Bogu, że tu jesteś. Możesz zabrać się za te warzywa?" – wita mnie Lexi.
"Tak, jasne." Zdejmuję skórzaną kurtkę i rękawiczki, zostawiając spodnie i buty motocyklowe do krótkiego topu moro, i biorę się do pracy, zajmując sobie czymś ręce. Kolacja okazała się, jak zawsze, sukcesem. Wiem to z racji braku resztek w podgrzewaczach. W duchu przeklinam samą siebie, że nie odłożyłam sobie porcji przed wydaniem jedzenia. Zerkam na zegarek; jest już za późno, żeby cokolwiek teraz pichcić, więc po prostu chwytam kilka batonów musli i ruszam na górę. Prawdopodobnie uda mi się wycisnąć jakieś półtorej godziny nauki, zanim będę musiała iść spać. Skręcam w korytarz z na wpół wepchniętym do ust batonem musli, kiedy zamieram w bezruchu. Dokładnie przed moimi drzwiami stoją przygłup numer jeden i dwa.
"Gotowa na naukę?" Miles obdarza mnie szerokim uśmiechem.
"Wydawało mi się, że powiedziałam, że nie zamierzam wam pomagać."
"A mnie się wydawało, że powiedziałem, że spotkamy się tu z tobą późno." Jace robi krok do przodu z talerzem pełnym jedzenia. "Pomyślałem, że pewnie nie miałaś okazji niczego zjeść."
"To… miłe?" Przechylam głowę w dezorientacji.
"Nie zrozum mnie źle, mała wojowniczko. Po prostu nie chcę, żebyś padła nam z wycieńczenia."
Przewracam oczami i wygrzebuję klucze z moich skórzanych spodni. Wkładam klucz do zamka, popycham drzwi i wchodzę do środka. Dwaj giganci ruszają za mną; nie żebym ich zapraszała, ale oto są, stojąc w moim pokoju, który nagle wydaje się dużo mniejszy. Jace kładzie talerz z jedzeniem na biurku i przez chwilę rozgląda się po wnętrzu.
"Gdzie są wszystkie twoje rzeczy?"
Wskazuję na jedne z drzwi. "W szafie."
Ku mojemu zaskoczeniu, sukinsyn idzie i otwiera wspomnianą szafę. Nie żeby mnie to jakoś obchodziło, nie mam nic do ukrycia.
"Tu dosłownie nie ma niczego oprócz sprzętu treningowego i dwóch par butów."
"I dwóch bluz z kapturem" – zauważam.
"Poważnie?" Miles wychyla głowę zza ramienia Jace'a. "Gdzie są wszystkie twoje rzeczy?"
Opadam ciężko na krzesło przy biurku i odwijam jedzenie. Nie ma sensu udawać dumnej i wywyższać się. Potrzebuję jedzenia, żeby móc trenować tak, jak to robię, i utrzymać kondycję. "To wszystko, czego potrzebuję. A teraz – chcecie się uczyć, czy nie? Zostało mi niewiele ponad godzinę wolnego czasu, zanim będę musiała zaliczyć zgon w łóżku."
Obaj sadowią się na moim podwójnym łóżku, jakby należało do nich. Muszę powstrzymać śmiech na to, jak absurdalnie na nim wyglądają. Z łóżka przeciętnej wielkości zamieniło się w maciupkie. Po jakichś dwudziestu minutach staje się całkowicie jasne, że tych dwóch naprawdę potrzebuje pomocy. Nie mam pojęcia, dlaczego Alfa Damon uznał, że przeniesienie ich do klas o profilu zaawansowanym to dobry pomysł. Czas, który zmarnowali w szkole, mocno odbił się na ich wiedzy, i szczerze mówiąc, zastanawiam się, czy w takim tempie zdołaliby chociaż zaliczyć zwykłe przedmioty.
Miles wzdycha głośno i pada na plecy. "Jak ty kurwa w ogóle nadążasz za tym wszystkim?"
Wzruszam ramionami. "To ważne."
"No tak, ale ty wyrabiasz zmiany patrolowe, zmiany przy kolacji, chodzisz na zaawansowane zajęcia, budujesz motocykle z moim tatą, a do tego teraz jeździsz jeszcze tam i z powrotem do Szkarłatnego Księżyca?"
Jace podnosi wzrok znad podręcznika z zaciekawieniem. "Co ty właściwie robisz w Szkarłatnym Księżycu?"
"Myślałam, że jesteś przyszłym Alfą, czy nie powinieneś już wiedzieć wszystkiego?"
"Słyszałem, jak tata mówił, że została poproszona o wytrenowanie tamtejszej przyszłej samicy Beta."
Jace unosi brew w moją stronę. "Naprawdę jesteś aż tak dobra?"
Przewracam oczami. "Wiedziałbyś, gdybyś zdecydował się poobserwować, zamiast tylko podkładać mi nogi i przeszkadzać w treningach przy każdej możliwej okazji."
Mamrocze coś pod nosem, czego nie udaje mi się wyłapać, ale najwyraźniej słuch wilka Milesa to wychwytuje, bo jego brwi wędrują wysoko do góry i o mało nie uciekają mu z twarzy.
"Nie jesteśmy tu, żeby rozmawiać o mnie. Wracajcie do książek albo wynocha. Nie mam czasu na wygłupy."
Następnego ranka mało co nie potknęłam się, wychodząc za próg. Ku mojemu zaskoczeniu, dokładnie przed moimi drzwiami, na podłodze leży małe czerwone pudełko. Zastanawiam się, czy to nie pomyłka, ale i tak zabieram je do środka, rozwiązuję kokardę i zdejmuję wieczko. To figurka motocykla; i to nie jakiegokolwiek motocykla, to mój motocykl. To miłe, ale nie mam pojęcia, co z tym zrobić, więc kładę ją na biurku, obdarzając ją przelotnym uśmiechem przed wyjściem na trening. Zgarniam jeszcze kilka batonów musli, napełniam bidon i wrzucam je do torby, po czym biegnę na boisko treningowe na tyłach. Kolejna niespodzianka, choć tym razem nie jestem pewna, czy dobra. Miles i Jace stoją na środku ledwie oświetlonego boiska. Zdejmują tylko swoje koszulki i o mało nie odwracam się na pięcie, by stamtąd odejść, ponieważ naprawdę nie potrzebuję spędzać kolejnych chwil użerając się w ich towarzystwie, jednak Jace musiał poczuć mój zapach, bo zadziera nosa w powietrze, po czym odwraca się w moją stronę.
"Mała wojowniczko. Przyszliśmy zobaczyć te twoje słynne umiejętności."
"Wiecie, że zaczynacie naprawdę mocno ingerować w mój prywatny czas" – mruczę pod nosem, odstawiając torbę i zaczynając się rozciągać.
On tylko wzrusza ramionami i zaczyna kopiować moje ruchy, podobnie jak Miles, który wygląda, jakby wciąż spał na stojąco.
















