Wyniesienie.
Jemy obfity brunch w domku Mamy, ale atmosfera jest o wiele mniej zrelaksowana niż wczoraj. Różni ludzie wpadają do środka i kręcą się wokół nas. Ledwo nadążam za tym wszystkim, kiedy kończę jeść i Brianna szybko zabiera mnie pod prysznic. Następne w kolejności są włosy i makijaż; trzy różne wilczyce tłoczą się wokół mnie, strojąc mnie i przygotowując według własnej wizji perfekcji.
















