Tamta noc przerodziła się w niespodziewane świętowanie w lokalnym barze. Był to najładniejszy bar w mieście, przynajmniej pod względem czystości. Uznałyśmy, że zaprosimy też Rowana, a on natychmiast przyjął tę propozycję.
Zamówiliśmy po kilka kolejek każdego drinka z menu specjalności i wychyliliśmy je z beztroską brawurą. Przy trzecim kręciło mi się już w głowie i musiałam zrezygnować z wyzwania.
















