Najbliższy szpital znajdował się kilka mil stąd, a jazda trwała całą wieczność. Wciąż zerkałam do tyłu na Declana, martwiąc się o jego stan. Uratował mi życie, a teraz mógł za to zapłacić.
Wreszcie dotarliśmy przed wejście na szpitalny oddział ratunkowy, a ja wrzuciłam bieg na tryb postojowy. Odwróciłam się do Declana; jego oddechy uspokoiły się, przyjmując łagodny rytm.
– Zaraz wracam – powiedzia
















