Nadszedł dzień procesu, a ja, zbliżając się do imponującego gmachu sądu, czułam osobliwą mieszankę oczekiwania i strachu. Moje kroki odbijały się echem na zimnych, marmurowych posadzkach, gdy wchodziłam do środka. Całą drogę spędziłam w samochodzie na przeglądaniu moich argumentów, starając się brzmieć tak pewnie, jak to tylko możliwe.
Zauważyłam Declana stojącego w pobliżu wejścia. Na jego twarzy
















