Wejście do biura pana Vargasa przypominało wkroczenie do jaskini lwa. Przyciemnione światło nadawało temu miejscu atmosferę formalności, a ja nie mogłam opędzić się od ukłucia niepokoju, zamykając za sobą drzwi. Pan Vargas ze swoją imponującą posturą i aurą autorytetu, siedział za biurkiem, a na jego ustach błąkał się lekki uśmiech.
– Sienna, wejdź – przywitał się, gestem zapraszając, bym usiadła
















