Ukoronowany przez Cienie: Nieujarzmiona Tarcza Króla

Ukoronowany przez Cienie: Nieujarzmiona Tarcza Króla

Autor: Julien Vesper

Κεφάλαιο 3
Autor: Julien Vesper
10 lip 2026
Punkt widzenia Nyx   Piątkowy poranek. Wstałam skoro świt na nasz trening sparingowy. Staliśmy na placu treningowym, rozciągając mięśnie, kiedy nadszedł instruktor. Jego głos zagrzmiał nad otwartą przestrzenią i ringami do sparingów, wyrywając nas z zamyślenia i zmuszając do uwagi.   – Dobra, kadeci! Dzisiaj przećwiczymy umiejętności walki wręcz. Zaczniemy od sparingów w parach. Następnie połączymy was w grupy i popracujemy nad radzeniem sobie z atakami wielu przeciwników. ŻADNYCH śmiertelnych ciosów! Nie chcemy okaleczyć waszych przeciwników! ŻADNYCH przemian! Przez cały czas musicie panować nad swoim wilkiem. Kiedy usłyszycie gwizdek, atak ustaje. CZY WYRAZIŁEM SIĘ JASNO?   – TAK JEST!   Powiedzieliśmy wszyscy chórem. To była moja ulubiona część treningu i czekałam na nią przez cały tydzień. Niemal czułam zapach swojego zwycięstwa.   – Jeśli uda wam się wygrać walkę, przejdziecie do drugiej rundy walk jeden na jednego. Wygrywacie starcie, jeśli po pierwsze: nie odklepiecie i się nie poddacie. Po drugie: powalicie wszystkich napastników, albo po trzecie: wasza walka nie zostanie przerwana gwizdkiem. Wasza walka zostanie przerwana przez gwizdek i instruktora tylko wtedy, gdy uznamy, że nie jesteście w stanie jej kontynuować.   Instruktor skończył mówić, a my wszyscy poszliśmy ustawić się w szeregu na lekkie sparingi. Byłam rozemocjonowana i podekscytowana. Rwałam się do walki. Miałam na sobie granatowy, sportowy crop top i czarne szorty, a włosy zaplotłam w warkocz i spięłam w węzeł. Nie chciałam, żeby którykolwiek z tych chłopaków złapał mnie za włosy i użył ich, by mną rzucać.   Zmierzyłam wzrokiem szereg Alf; było tam prawie trzydziestu mężczyzn i tylko cztery kobiety, wliczając mnie. Wszystkie dziewczyny ubrały się podobnie jak ja. To ułatwiało poruszanie się i sprawiało, że trudniej było chwycić za ubranie i wykorzystać to na swoją korzyść. Spojrzałam na Toriego, który stał naprzeciwko, kilka osób dalej. Puścił do mnie oko w kolorze oceanicznego błękitu i posłał mi uśmieszek mówiący „dasz radę”. Odpowiedziałam mu spojrzeniem pod tytułem „wiem”.   – Kiedy wyczytam wasze nazwisko i numer, proszę przejść na ten ring. – ryknął na nas instruktor i zaczął czytać z listy. Znów spojrzałam wzdłuż szeregu i napotkałam wzrok Cala.   Prawie wszyscy faceci mieli na sobie tylko szorty lub dresy, bez koszulek. I Cal nie był wyjątkiem. Jego szeroka, umięśniona klatka piersiowa i masywne ramiona sprawiały, że wyglądał jak ktoś, z kim trzeba się liczyć. Choć był Betą, wyglądał jak Alfa i miał też jego siłę. Mój wzrok zsunął się z jego klatki na brzuch, zdobiony wyraźnie zarysowanym sześciopakiem; jego szorty wisiały nieco nisko, więc można było dostrzec kształt litery V, który ciągnął się głęboko w dół.   Oblizałam wargi i z powrotem powędrowałam wzrokiem w górę. Było tu tylu smakowitych facetów, ale z jakiegoś powodu to przez Cala zawsze się rumieniłam. Tak naprawdę w ogóle go nie zauważałam ani nie interesowałam się zbytnio chłopakami, dopóki nie skończyłam siedemnastu lat. A nawet wtedy potrzebowałam kilku miesięcy, żeby naprawdę docenić jego ciało. Uważałam za fascynujące to, że dorastałam obok takiego ciacha, ale nigdy nie zwracałam na niego uwagi w ten sposób, dopóki nie przyjechaliśmy tutaj i nie zaczęliśmy więcej trenować.   Z chudego i wysokiego dzieciaka zmienił się w potężnego, umięśnionego mężczyznę. Cal był trochę starszy od Toriana i ode mnie, ale tylko o kilka miesięcy. Za dwa miesiące miał skończyć osiemnaście lat, a Tori i ja osiągnęlibyśmy pełnoletność cztery miesiące później. Wiedziałam, jakim Cal zdążył już zostać kobieciarzem, ale mimo to, gdy mój wzrok powrócił do jego oczu, zatrzymałam spojrzenie na jego twardej, mocnej szczęce, ostrym nosie i pięknych piwnych oczach.   – Podoba ci się to, co widzisz? – zawołał do mnie.   Szlag! Przyłapał mnie na gapieniu się!   – Po prostu podziwiam tyłek, który zaraz skopię! – syknęłam żartobliwie, mrużąc oczy. Uśmiechnął się szeroko i mogłabym przysiąc, że widziałam, jak jego oczy ciemnieją z pożądania, zanim instruktor wywołał jego imię i odszedł na swój ring. Przeniosłam wzrok z powrotem na Toriana, który piorunował Cala spojrzeniem, a ja ledwie mogłam wyłowić uchem cichy pomruk jego warczenia. Uśmiechnęłam się złośliwie. Torian, zawsze obrońca. Nienawidził, kiedy faceci do mnie zarywali, a jeszcze bardziej nienawidził, gdy jakiś chłopak przykuwał moją uwagę.   Ucieszyłam się, że znalazłam się w kole blisko Toriana; nie lubiłam być zbyt daleko od niego. Stąd mogłam mieć na niego oko. To był problem z byciem następnym w kolejce do tronu; zawsze ktoś chciał uszczknąć kawałek jego chwały, przetestować go, sprawdzić się, ale nie na mojej warcie. Bycie bliżej niego oznaczało, że mogłam uważać na wszystko, czego ci chłopcy, przyszłe Alfy, spróbują na nim. To nie byłby pierwszy raz, kiedy ktoś próbował wobec niego brudnych zagrywek.   Cieszyłam się również widząc, że nie połączono mnie w parę z żadną z kobiet i zostałyśmy rozdzielone na różne ringi. Dostaliśmy słomki do losowania, a osoba z najkrótszą słomką miała być obrońcą. Pozostali w każdej grupie mieli współpracować w ataku.   Wyciągnęłam najkrótszą słomkę i uśmiechnęłam się, patrząc na swoich przeciwników. Uwielbiałam wyzwania, jeśli chodziło o walkę. Trzech przyszłych Alf przeciwko mnie mogło stanowić wyzwanie, ale byłam pewna, że to będzie krótka walka. Mój ojciec dobrze mnie wyszkolił, wraz z Królewskim Betą i królewską gwardią. Miałam za sobą tyle samo treningów co Tori, jeśli nie więcej, i byłam potężnym wilkiem.   Jednak z jakiegoś powodu Bogini postanowiła pobłogosławić mnie niezwykłą siłą, szybkością i umiejętnościami. Oraz zajebistym wilkiem, a to nie uchodziło uwadze innych.   Morana, moja wilczyca, zanuciła w mojej głowie, gdy przyjęliśmy postawę do walki. Moja wilczyca była zaciekła i silna. Była też bystra. Była zaborcza jak dominujący wilk Alfa, ale w sercu kryła też współczucie. I była taka piękna i duża!   „Też cię kocham, Nyx, a teraz skopmy im te ich żałosne tyłki” – powiedziała, budząc się w zakamarkach mojego umysłu. Nasza więź była bliska, a ona była wilkiem aktywniejszym niż większość.   Oceniłam moich przeciwników, gdy trzej spoceni faceci bez koszulek zaczęli krążyć wokół mnie i drwić ze mnie.   – Będzie mi się podobało, gdy będziesz pode mną, mała wilczyco – powiedział jeden z zuchwałym uśmieszkiem.   Inny wtrącił: – Nie miałbym nic przeciwko, żeby była na górze. Trzej faceci zaśmiali się z tego ostatniego komentarza.   Idioci, czy nie wiedzieli, że zamierzam ich unicestwić, czy z jakiegoś powodu myśleli, że we trzech łatwiej mnie powalą niż w walce jeden na jednego?   Wyprostowałam plecy i strzepnęłam dłonie, przygotowując się na ich atak, obserwując postawę i stopy każdego z nich, by ocenić ich kolejny ruch. Następnie lekko kucnęłam i uniosłam pięści, prawą dłonią prostując palce i przyzywając ich gestem.   – No dawajcie, chłopcy, dawajcie. – Uśmiechnęłam się kpiąco.   Pierwszy z nich, ten, który rzucił komentarzem, rzucił się na mnie, wyprowadzając prawy sierpowy. Zrobiłam unik przez obrót i zdzieliłam go uderzeniem zadanym wierzchem dłoni, sprawiając, że jego głowa odskoczyła w bok, a on sam się zatoczył. Następnie uniosłam prawą nogę i kopnęłam go w brzuch, zmuszając go do lotu do tyłu i lądowania na ziemi.   Jednocześnie dwaj pozostali otoczyli mnie i rzucili się na mnie, chwytając każdy za jedno ramię. Wykorzystując ich ciężar, zdołałam wybić się stopami w stronę trzeciego chłopaka, który właśnie nadciągał, ponownie posyłając go w tył. Dwaj faceci trzymający moje ramiona próbowali podciąć mi nogi.   Szybko podskoczyłam, zrzucając ich z siebie i przyjęłam pozycję obronną, zanim ta trójka w ogóle zdołała wstać na nogi. Pierwsi dwaj ruszyli na mnie; gniew był widoczny w ich ciemnych oczach i postawie, gdy skradali się w moją stronę jak prawdziwe drapieżniki. Skończyłam z zabawą. Te dupki uważały się za Bóg wie kogo. Musiałam szybko zakończyć tę walkę. Nie miałam ochoty wychodzić dzisiejszego wieczoru z siniakami na twarzy.   Kiedy obaj rzucili się w moją stronę, jeden z nich wyprowadził cios, którego zdołałam uniknąć i kopnęłam go w nogę. Mocno. Usłyszałam trzask i skowyt, gdy upadł na ziemię. Wiedziałam, że coś złamałam, ale niespecjalnie przejmowałam się bólem, jaki mu zadałam. Zostałam chwycona od tyłu i uwięziona w parze silnych ramion, podczas gdy drugi ruszył naprzód.   Szlag. Odrzuciłam głowę do tyłu, uderzając tego, który mnie trzymał prosto w nos, a jego ramiona opadły z mojego ciała. Gdy pięść drugiego poszybowała w stronę mojej twarzy, przechwyciłam ją dłonią i wykręciłam, łamiąc mu rękę. Został ten jeden, któremu jeszcze niczego nie złamałam.   Ponieważ skupiłam się na tym stojącym przede mną, nie zauważyłam faceta z rozbitym nosem podchodzącego z boku, dopóki nie było za późno i nie poczułam, jak ciężka dłoń ląduje na boku mojej twarzy, szarpiąc moją głową w bok i zmuszając mnie do padnięcia na kolana. Wyplułam z ust ciepłą, metaliczną krew. Zrobiłam się zbyt zarozumiała.   Poczułam, jak Morana napiera do przodu, dając mi więcej siły, gdy poderwałam się na nogi. Leciała na mnie seria pięści i stóp, niektóre mnie trafiały, ale nie wyrządzały większych szkód. Blokowałam większość z nich, aż w końcu zdołałam chwycić jednego z chłopaków. Złapałam go za szyję i zacisnęłam uścisk mocno, nie na tyle, żeby skręcić mu kark, ale wystarczająco, żeby stracił przytomność i pozwolił mi rzucić nim w dwóch pozostałych.   Uderzyłam pięścią i znokautowałam następnego przeciwnika. Czyli dwóch znokautowanych. Ten ze złamaną nogą leżał na ziemi. Poddał się. Ostatni zaczął krążyć wokół mnie; ten z rozbitym nosem był facetem, który nie mógł się doczekać, bym była na górze. Spojrzałam więc na niego groźnie i wskazałam palcem.   – Zostawiłam cię na koniec, a teraz sprawię, że twoje marzenia się spełnią, skarbie. – Kpiłam z niego, wiedząc, że zamierzam go dosiąść dokładnie tak, jak tego chciał, i spuścić grad ciosów na jego piękną twarz. Nie wyglądał na rozbawionego.   Ruszył prosto na mnie i próbował mnie zmylić. Pochylił się w lewo, ale jego stopy mówiły, że idzie w prawo. Uniknęłam jego ciosu, obróciłam się, chwyciłam go za kark i z całej siły uderzyłam kolanem w plecy, powalając go na ziemię. Kiedy upadał, skoczyłam na niego i wbiłam mu łokieć w tył głowy. Dosłownie najadł się piachu. Uśmiechnęłam się, przewróciłam go na plecy i usiadłam na nim okrakiem. Gotowa spuścić mu łomot, tak jak obiecałam.   Dokładnie w tym momencie spojrzałam ponad nim i zobaczyłam Toriana na jego ringu, dającego sobie z łatwością radę ze swoimi.   Znów spojrzałam w dół, posyłając cios chłopakowi, na którym siedziałam. – I jak ci się teraz podobam na górze, dupku? – warknęłam wściekle.   – Suka – to było wszystko, co zdołał z siebie wydusić, gdy zaczął tracić przytomność, a ja usłyszałam gwizdek mojego instruktora dający mi znać, że mam go puścić. Odpadł.   „Ha, ha, zwycięstwo! Nie mieli z nami szans”. Morana zadzierała wysoko nosa z powodu pokonania trzech Alf. Uśmiechnęłam się na jej dumne wycie.   – DZIESIĘĆ MINUT PRZERWY PRZED STARTEM DRUGIEJ RUNDY! Zwycięzcy na prawo, reszta na lewo! – krzyknął główny instruktor.   Podeszłam do trybun i usiadłam obok Toriana, który podał mi butelkę wody.   – Wyglądało to nieźle, Nyx, chociaż myślałem, że nie będziesz się tak spieszyć i trochę bardziej się z nimi pobawisz. – Zaśmiał się, szczerząc do mnie w uśmiechu rodem z reklamy Colgate.   – Mmm, myślałam o tym, ale naprawdę nie chciałam mieć zmasakrowanej twarzy na dzisiejszą imprezę. – Odwzajemniłam śmiech. Jako wilkołaki leczyliśmy się szybko, ale całkowite wyleczenie złamanych kości czy skaleczeń zajmowało trochę więcej czasu. Siniaki znikały po kilku godzinach.   Torian i ja z łatwością wygraliśmy nasze dwie kolejne walki. Potem przeszliśmy do rundy trzeciej, gdzie finałowa dwójka miała zmierzyć się ze sobą. Szlag. Tak się złożyło, że byliśmy to Torian i ja.   Tylko raz walczyłam z Torianem na poważnie lub odbyłam z nim sparing na pałacowych terenach treningowych, ale byliśmy wtedy sami, nikt nas nie widział. I ja, oczywiście, go pokonałam. Nie byłam zachwycona wizją zmierzenia się z Torianem w jakimkolwiek starciu. Był moim Królem i Alfą, a ja jego obrończynią. Nigdy nie okazałabym nad nim wyższości, a już na pewno nie na oczach innych ludzi.   – Moon! Holden! – krzyknął instruktor. – Wasza kolej!   Szlag, szlag, szlag. Nie chciałam walczyć z Torianem. Nie wygram, będę musiała podłożyć się w walce.   „Nie, NIE podłożymy się w walce” – upierała się Morana.   „Ale… Morano, nie będę walczyć z moim królem. Nie skrzywdzę go”.   „W takim razie musisz uklęknąć. Ja również go nie skrzywdzę. Tak jak on jest twoim Królem, tak Fenris jest moim”.   Fenris był wilkiem Toriana, a on i Morana również nawiązali więź. Fenris był jedynym, któremu Morana kiedykolwiek by się poddała.   Weszłam na ring i odwróciłam się przodem do Toriana. Jego wyraz twarzy był odzwierciedleniem mojego, w jego niebieskich oczach malował się ból. On też nie chciał ze mną walczyć.   *Nie mogę z tobą walczyć, Tori* – powiedziałam przez naszą więź.   *Daj spokój, Nyx, wszystko gra. Oczekują od nas, że to zrobimy.* – Westchnął przez więź.   Tylko kiwnęłam do niego głową i kiedy instruktor dmuchnął w gwizdek na znak rozpoczęcia walki, opuściłam ręce, padłam na kolana i pochyliłam głowę, odsłaniając szyję. Nie mogłam z nim walczyć i nie mogłam podłożyć się w walce. Mogłam mu się jedynie poddać. Choć poddanie się komukolwiek było bolesne i upokarzające, jeszcze bardziej bolesne byłoby zmuszenie Toriana do poddania się mnie.   Rozległ się dźwięk gwizdka. – Holden! Wstawaj, albo zostaniesz zdyskwalifikowana!   Patrzyłam, jak Torian cofa się i opuszcza ramiona. Wiedział, że tego nie zrobię. Wolałam zostać ukarana. Odzyskałam opanowanie i odwróciłam głowę w stronę instruktora. Miał na imię Garrett i wyglądał na wściekłego!   – Panie instruktorze, z całym szacunkiem, nie mogę uderzyć i nie uderzę mojego Króla. Poddałam walkę, co mieści się w określonych przez pana zasadach.   Ha! Udław się tym, skurwielu. – Zaśmiałam się w duchu.   – Wstawaj do cholery i daj mi sto pompek, Holden! – warknął i zacisnął pięść, wypluwając z siebie te słowa. – A właściwie zrób dwieście! – wrzasnął, po czym ruszył przed siebie, wręczył komuś swoją podkładkę z klipsem i szepnął tej osobie coś do ucha, po czym wściekły wymaszerował z placu treningowego.   Cóż, dwieście pompek to chyba i tak lepiej, niż musieć upokorzyć Toriana.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Κεφάλαιο 3 – Ukoronowany przez Cienie: Nieujarzmiona Tarcza Króla | Czytaj powieści online na beletrystyka