NYX
Obudziło mnie głośne pukanie do drzwi.
– Odejdź! – krzyknęłam, naciągając kołdrę na głowę. W głowie wciąż mi szumiało po alkoholu, a oczy miałam spuchnięte od wczorajszego płaczu.
Pukanie nie ustawało, więc znów krzyknęłam, żeby sobie poszli. Naprawdę nie chciałam teraz nikogo widzieć, a już zwłaszcza Toriana czy Cala. Obaj minionej nocy wkurzyli mnie nie na żarty. Do tego nie mogłam pozbyć się poczucia zażenowania na myśl o tym, co mogło się wydarzyć, na co liczyłam i co miało się stać między mną a Calem.
Ku mojemu przerażeniu drzwi skrzypnęły i się uchyliły – najwidoczniej zapomniałam ich zamknąć – a w framudze ukazała się aż nazbyt promienna twarz Valerie.
– Hej, mała – powiedziała nieco zbyt radośnie, wchodząc do środka i przysiadając na brzegu łóżka.
– Odejdź, Valerie, nie chcę nikogo widzieć – jęknęłam.
– Ominęło cię śniadanie, a ja... wpadłam na dole na Cala i Toriego.
– O bogini! Mówili coś? – Spróbowałam naciągnąć kołdrę wyżej na twarz, ale Valerie ją opuściła. Jej usta zacisnęły się w wąską kreskę, a w oczach malowała się troska.
– Powiedzieli, że jesteś na nich nieźle wkurzona, więc pomyślałam, że wpadnę sprawdzić, co u ciebie. Wszystko w porządku? Co się stało? – Splotła dłonie na kolanach, czekając na moją odpowiedź, a pewnie i na jakieś wyjaśnienia.
Naprawdę nie miałam ochoty o tym rozmawiać. Musiałam sama przetrawić to, co zaszło i nadać temu jakiś sens, a w tej chwili pragnęłam tylko wpełznąć z powrotem pod kołdrę i jeszcze pospać. Jęknęłam znowu, tym razem trochę głośniej, i usiadłam, zanim odpowiedziałam. Rzuciłam okiem na zegarek, który uświadomił mi, że przespałam cały poranek, bo zbliżało się południe.
– Bogini, od czego by tu zacząć? Wczoraj w nocy prawie poszłam do łóżka z Calem... – Jej ciemnobrązowe oczy rozszerzyły się. – Ale potem Torian i on skoczyli sobie do gardeł, i od tamtej pory wszystko wzięło w łeb. – Ściszyłam głos pod koniec zdania. Nienawidziłam patrzeć, jak moi dwaj najlepsi przyjaciele walczą ze sobą z mojego powodu. Sama nie wiedziałam, co bardziej mnie rozzłościło: to, że Torian zrujnował to, co miało być moim pierwszym razem z Calem, czy fakt, że rzucili się na siebie przeze mnie.
Skończyłam opowiadać Valerie o wszystkim, co wydarzyło się ubiegłej nocy, a ona, jak na dobrą przyjaciółkę przystało, siedziała i słuchała, nie przerywając.
– No to już wiesz, jak minęła moja noc. A co z twoją? Poszłaś na całość z tym chłopakiem Alfą, z którym cię zostawiłam na gorących całusach?
Odrzuciła głowę do tyłu i wybuchnęła śmiechem. – Cóż, nie do końca. Myślę, że za dużo wypił i, powiedzmy, że... nie stanął na wysokości zadania.
– O rany! – Zaśmiałam się razem z nią.
– Dobra, panienko, pod prysznic, woda pomoże ci na kaca. – Zmrużyła oczy i wskazała na łazienkę. – Pospiesz się, to zdążymy zejść na lunch. – Zdarła ze mnie kołdrę i znów wskazała łazienkę, tym razem znacznie bardziej stanowczym gestem. Ponownie głośno jęknęłam, opuściłam nogi z łóżka i ruszyłam zmyć z siebie wczorajszy smród. Już czułam się lepiej, zwłaszcza po tym, jak wygadałam się i wyżaliłam przyjaciółce.
*****
Przez resztę weekendu nie widziałam Toriana ani Cala, a kiedy nadszedł poniedziałek, myślałam, że wpadnę na moich dwóch najlepszych przyjaciół na zajęciach albo na placu treningowym, ale nigdzie ich nie było. Ani w stołówce, ani na treningu walki. Co samo w sobie było dziwne. Uznałam, że muszę przejść nad wszystkim do porządku dziennego, zresztą oni też. Właśnie miałam nawiązać telepatyczną więź z Torim, by sprawdzić, co się dzieje, gdy Garrett, główny instruktor akademii, wykrzyczał moje imię.
– Nyx Holden! Do mojego biura za pięć minut! – Jego ton był opanowany, nie zdradzał żadnych emocji ani nie sugerował, dlaczego w ogóle zostałam tam wezwana.
No szlag, co znowu zrobiłam? Nie żebym bez przerwy pakowała się w kłopoty, ale czasami mój niewyparzony język brał nade mną górę. Do tego większość przełożonych, niezależnie od stanowiska, nienawidziła faktu, że nie okazywałam im uległości. Oczywiście, zachowywałam szacunek, ale czasami zapominałam się i mówiłam, co mi ślina na język przyniesie. Odwróciłam się na pięcie i opuściłam plac treningowy, ruszając w stronę jego biura. Kiedy tam dotarłam, drzwi były otwarte, ale i tak grzecznie zapukałam.
– Wejdź, Holden – zawołał ze środka.
Weszłam do przestronnego gabinetu, który przypominał mi gabinet Króla, tyle że był nieco mniejszy. Ściany zdobiła jasna dębowa boazeria. Na jednym końcu pokoju stały dwie czerwone, skórzane kanapy, a na drugim biurko Garretta i skierowane do niego dwa pasujące do kanap czerwone krzesła.
Usiadłam na jednym z nich i z pokorą spojrzałam na głównego trenera. Wyglądał na mężczyznę dobiegającego pięćdziesiątki, miał brązowe włosy z ledwie zauważalną siwizną, a jego brązowe oczy były głębokie i ciemne. Nad lewą brwią widniała blizna. Był w fenomenalnej formie i wyglądał na wilka, z którym trzeba się liczyć, mimo jego wieku. Założę się, że za młodu był z niego niezły wulkan energii.
– Panie Garrett – skinęłam głową, siadając.
Podniósł się z miejsca, obszedł biurko, podszedł do drzwi i je zamknął. „A niech to” – pomyślałam. Zamknięte drzwi nigdy nie zwiastują niczego dobrego.
– Panno Holden, wezwałem cię tutaj z kilku powodów. – Moja twarz musiała wyrażać wszystko: nerwowość, lęk, zmartwienie, bo uśmiechnął się do mnie, po czym oparł się wygodnie. – Nie wpakowałaś się w kłopoty, Holden, więc się zrelaksuj. Wezwałem cię tutaj, ponieważ zamierzamy wykreślić z twojego harmonogramu zajęcia z walki wręcz i treningi wojowników.
– Co?! – Moje oczy zrobiły się wielkie jak spodki, a Morana krążyła po mojej głowie, chcąc się dowiedzieć, dlaczego nam to robią. Jej gniew na to, że odsuwają nas od tego, czym żyłyśmy i oddychałyśmy, podsycał mój własny.
– Panie Garrett, ale dlaczego? Nie rozumiem... Przecież w tym właśnie jestem dobra, do tego urodziła się moja wilczyca. Jesteśmy wojowniczkami! Dlaczego chcecie nam to odebrać? Czy to jakiś chory żart? – Teraz już wściekłość we mnie kipiała; czułam, jak gorąc oblewa mi twarz. Jeśli nie będę mogła trenować, to jak niby mam się nauczyć pracy w zespole? Działać jako jedność, tak jak król powiedział mojemu ojcu?
– Widzę, że się denerwujesz, ale zapewniam cię, że jeśli tylko trochę się uspokoisz i pozwolisz mi wyjaśnić, będziesz bardziej zadowolona. – Pochylił się nad biurkiem, podpierając głowę na muskularnych ramionach; wyglądał na zrelaksowanego i swobodnego. Zamrugałam kilka razy i skinęłam głową, by kontynuował.
– Jesteś bardzo nietypowym przypadkiem, Holden. Kiedy Król poprosił o umieszczenie cię tutaj, w akademii, nie byliśmy pewni, dlaczego chce, by córka jego Delty przebywała wśród Alf i Bet.
Powiedział nam, że jesteś silna i bystra, a twoja matka i ojciec pochodzą z linii Alf. Jednak grubo niedoszacowaliśmy twoich talentów. – Znowu oparł się w fotelu, splatając dłonie za głową. – Mówiono nam, że jesteś mądra i silna, a po nieco ponad roku spędzonym tutaj nie przestajesz nas zaskakiwać i spełniasz absolutnie wszystkie pokładane w tobie oczekiwania. Teraz masz jednak wybór. Możesz wcześniej zakończyć naukę i wrócić do swojej watahy oraz królestwa albo...
I w tym miejscu zrobiło się najciekawiej; czekałam, aż w końcu spadnie bomba. Oparłam się na krześle, wyczekując, co kryje się pod tym „albo”.
– ...Albo możesz dokończyć tu resztę roku szkolnego i rozpocząć zaawansowany trening z bronią oraz zapobieganie i techniki tortur...
– Tortur, słucham?! – Czy ja dobrze usłyszałam? Nie byłam pewna, czy podoba mi się brzmienie tych słów. Siedziałam jak na szpilkach, a moja wilczyca razem ze mną. Co by nie było, nadal byłyśmy ciekawe. – A czym dokładnie jest zapobieganie i techniki tortur?
Uśmiech zniknął z twarzy Garretta, a jego brązowe oczy jeszcze bardziej pociemniały. Zanim zaczął mówić, przybrał poważny wyraz twarzy, choć wciąż siedział swobodnie oparty. Zmieniłam pozycję na krześle, czując wyraźny niepokój.
– To nie jest coś, z czego każdy wilk potrafi wyjść cało. Szkolenie z użycia broni obejmie posługiwanie się orężem skażonym truciznami, takimi jak srebro, tojad czy wilcza jagoda. Program dotyczący tortur ma na celu nie tylko nauczyć cię, jak prawidłowo stosować trucizny na jeńcach i podczas przesłuchań, ale pozwoli ci też opanować umiejętności i metody wydobywania informacji od wrogów. Część dotycząca zapobiegania jest znacznie bardziej ryzykowna.
Garrett przerwał, jakby czekał na moją reakcję. Nie doczekał się żadnej, a przynajmniej wydawało mi się, że udało mi się zachować kamienną twarz. Nawet jeśli tak nie było, nie dał tego po sobie poznać.
– Proszę kontynuować, słucham – powiedziałam nieco sceptycznie.
– Cóż, jeśli chodzi o zapobieganie... nie ma łatwego sposobu, żeby to owinąć w bawełnę. Zasadniczo będziemy wstrzykiwać ci trucizny i przypalać cię srebrem, budując twoją tolerancję.
– Czyli będziecie mnie torturować? To mi pan właśnie mówi? Czy to w ogóle da się przeżyć? – To było głupie pytanie, ale szczerze mówiąc, byłam przerażona!
– Tak, przeżyjesz to! Nie zaserwujemy ci dawki śmiertelnej, tylko będziemy stopniowo budować twoją odporność. – Zaśmiał się. – Co nie zmienia faktu, że będzie bolało jak jasna cholera. Wyraźnie widać, że masz silną wilczycę. Będziesz musiała z nią o tym porozmawiać. Twój ojciec oraz Król zostali już poinformowani o naszych zamiarach i obaj stwierdzili, że decyzja należy do ciebie i w pełni poprą twój wybór.
– Myślę, że zanim podejmę jakąkolwiek decyzję, chciałabym o tym porozmawiać z moją wilczycą i Księciem Torianem – odpowiedziałam. W mojej głowie wirowało teraz mnóstwo myśli. Nie tego się spodziewałam, wchodząc do tego gabinetu. Chyba chciałabym też zadzwonić w tej sprawie do mamy i taty.
Kiedy Garrett odezwał się ponownie, jego głos był łagodniejszy, a na twarzy malowało się współczucie: – Nyx, gdybym nie uważał, że jesteś wystarczająco silna lub na to gotowa, nie sugerowałbym ci tego programu. Książę Torian będzie musiał przejść przez lżejszą wersję tego szkolenia, ale nie na taką skalę, na jaką, moim zdaniem, ty jesteś gotowa. – Zrobił krótką pauzę, przetarł dłońmi twarz i zapytał: – Jak ma na imię twoja wilczyca? Co o niej wiesz?
– Ma na imię Morana i szczerze mówiąc, nie wiem o niej zbyt wiele, poza tym, że jest bardzo silnym i zdolnym wilkiem. Nigdy nie ujawniła mi niczego więcej, a ja nigdy o to nie pytałam. Dlaczego pan pyta? – Byłam ciekawa, dlaczego imię mojej wilczycy miało dla niego tak duże znaczenie. Mój ojciec, Król i Beta Callum przeszukali już księgi proroctw, próbując ustalić, dlaczego ja i mój wilk jesteśmy tak silne, ale nigdy nic nie znaleźli. Powiedziałam o tym Garrettowi.
– Morana, Morana, Morana... – powtórzył, pocierając podbródek.
– Nie ma w tym niczego nadzwyczajnego, proszę pana. Król i mój ojciec przeanalizowali już wszelkie przepowiednie związane z moją wilczycą i nic nie znaleźli. Myślę, że po prostu miałam szczęście.
– Chodź za mną! Jej imię brzmi bardzo znajomo, jestem pewien, że już gdzieś widziałem o nim wzmiankę. – Wstał, obszedł biurko, otworzył drzwi i skinieniem głowy nakazał mi pójść w jego ślady.
Szłam za nim w milczeniu, przemierzając korytarze prowadzące do biblioteki. Kiedy tam dotarliśmy, Garrett zaprowadził mnie na drugie piętro, do działu, w którym znajdowały się najstarsze księgi o historii wilkołaków.
Zatrzymaliśmy się w dziale „Przewodnik po Wilczych Duchach Bogów i Bogiń”. Dobra, teraz to dopiero byłam zaintrygowana. Wszyscy wiedzieliśmy, że nasze wilki to odrodzone dusze i że im silniejsza nasza ludzka natura oraz rodowód, tym silniejszego wilka dostajemy. Albo przynajmniej tak wszyscy mówili. Lubiłam myśleć, że nasze wilcze duchy wybierają nas ze względu na potencjał, jaki w nas drzemie. Niektórzy wierzyli, że to sama Bogini Księżyca dobiera nam wilki.
Obserwowałam, jak Garrett otwiera kilka ksiąg i odkłada je na miejsce, aż w końcu otworzył jedną z nich i szeroki uśmiech zagościł na jego twarzy.
– Mam! – krzyknął, przez co lekko podskoczyłam; ewidentnie był podekscytowany. – Masz, weź to i przeczytaj, a potem wróć do mnie z decyzją najpóźniej do piątku. Porozmawiaj o tym z kimkolwiek potrzebujesz, żeby podjąć decyzję, z której będziesz zadowolona. Kiedy już rozpoczniemy program, nie będzie odwrotu. Rozumiesz?
Wzięłam od niego książkę, skupiając się raczej na tym, co mogła mi powiedzieć o moim wilku i naszych zdolnościach. – Tak, proszę pana – mruknęłam. Morana skryła się głęboko w moim umyśle; wyczuwałam w niej spokój, nie zdradzała najmniejszego niepokoju.
Może to było coś, co chciała, bym odkryła sama; może uznała, że lepiej mi o tym nie mówić. Tak czy inaczej, wiedziałam, że miała swoje powody i w końcu będzie musiała mi wszystko wyznać. Gdy Garrett wyszedł z biblioteki, zeszłam na pierwsze piętro, znalazłam wygodną kanapę i otworzyłam księgę. Przekartkowałam ją, szukając jakichkolwiek informacji o duchu mojej wilczycy. Wymienione były tam inne wspaniałe wilki, opisano historię tego, jak powstały, jak Bogini Księżyca łączyła się w pary i rodziła potomstwo. Po kilkunastu stronach moje oczy zamarły na jednym akapicie:
Morana, Trzecie pokolenie Bogini Księżyca:
Morana to starożytna bogini mezopotamska kojarzona z miłością, pięknem, seksem, wojną, sprawiedliwością i władzą polityczną.
Znana jako „Królowa Niebios”, wywodząca się ze świątyni E-anna.
Mówi się, że jej wilczy duch posiada serce lwa, siłę niedźwiedzia oraz ciało i umysł wilka.
Wnuczka Bogini Księżyca i córka pierwszej z nich.
O sumeryjskim rodowodzie. Znana z powrotu z zaświatów.
Jasna cholera! Moja wilczyca jest stara jak świat! I do tego potężna! To wiele wyjaśnia!
„Przepraszam, że ci o tym nie powiedziałam, czekałam, aż wejdziesz w odpowiedni wiek” – Morana w końcu ujawniła swoją obecność.
„Morano, jak to? Dlaczego akurat ja? Mam tyle pytań!”
„Wszystko w swoim czasie, w swoim czasie. Byłam uśpiona przez wiele, całe setki lat, aż przebudził mnie Fenris i oznajmił, że już czas”.
„Fenris?” – zapytałam. – „Masz na myśli wilka Toriana, Fenrisa?”
„Tak, bardzo dawno temu byliśmy sobie przeznaczeni, walczyliśmy na wspólnych wojnach. Posiada celtycki rodowód. Urodził się jako Król Wilków. Jego imię oznacza Wilczego Króla” – wyjaśniła mi.
„Czy to dlatego jestem tak opiekuńcza w stosunku do niego? Dlaczego zawsze stawałyśmy w jego obronie?”
„Tak, Nyx. Byłam obecna od początku, kiedy byłaś jeszcze tak mała, a mój duch połączył się z tobą w dniu twoich narodzin. Po prostu nie mogłyśmy się komunikować, dopóki nie dorosłaś. To również dlatego przemieniłaś się tak wcześnie. Przeznaczeniem Fenrisa było chronić mnie od dnia jego odrodzenia. Kiedy Fenris zdecydował się być wilkiem Toriana, ja automatycznie wybrałam ciebie. A ponieważ urodziliście się razem, nasza więź stała się jeszcze silniejsza”.
„Czy... czy Torian jest nam przeznaczony?” – zapytałam ją zawahaniem.
„Nie wiem, ale on jest nasz. Tylko czas pokaże, czy Bogini Księżyca połączyła nas w parę i tym razem, ale zawsze czułam i nadal czuję niewidzialne przyciąganie do niego”.
Nie odezwałam się już do Morany. Przyswajałam informacje, których się właśnie dowiedziałam i to, co mi wyznała. To było coś ogromnego! Musiałam powiedzieć Torianowi!
*Torian, jesteś tam?* – Opuściłam moje mentalne tarcze i natychmiast nawiązałam z nim więź.
*Nyx! Tak strasznie mi przykro! Ja...* – Od razu mu przerwałam.
*Zapomnij o tym, potrzebuję, żebyś ty i Cal przyszliście do mojego pokoju. Chłopaki, co ja mam wam do pokazania i opowiedzenia!*
Zerwałam więź i z książką w dłoni popędziłam do swojego dormitorium na spotkanie z chłopakami. Musieliśmy uporać się z tą niezręczną sytuacją i wszyscy przejść nad tym do porządku dziennego. Potrzebowałam moich najlepszych przyjaciół, ich wsparcia i rady w sprawie wyboru, przed jakim postawił mnie Garrett.
















