JAXON (Delta)
*Jaxon, spotkaj się ze mną w moim biurze, natychmiast*. Więź mentalna Króla dotarła do mnie, a w jego tonie kryła się nuta irytacji. Westchnąłem, wiedząc, że to prawdopodobnie ma coś wspólnego z moją córką.
*Tak, wasza wysokość. Jestem w drodze* – odpowiedziałem, odwracając się i ruszając z powrotem do Pałacu.
Kiedy szedłem do gabinetu Króla przez główne foyer pałacu, minąłem kilku młodych wilków, którzy wylegiwali się na wielkich kanapach. Zostały one ustawione po drugiej stronie kamiennych kolumn, ciągnących się po obu stronach holu i tworzących arkady oraz wysoki sufit. W każdym łuku wisiał żyrandol przyozdobiony maleńkimi kryształkami, które rzucały na sufity drobne, iskrzące się refleksy z promieni słonecznych wpadających przez okna w kształcie półksiężyców. Niektóre tworzyły świetlny pryzmat, dający magiczny efekt, nawet w świetle popołudniowego słońca.
Dawno, dawno temu, około dwustu lat wstecz, w tym miejscu stał wspaniały zamek o bardzo średniowiecznym wyglądzie, dopóki powstanie nie spaliło go do szczętu, a nowy Król nie zbudował Pałacu, a raczej czegoś przypominającego bardzo, bardzo wielką rezydencję. Został odbudowany z piaskowca i białego marmuru, z wielkimi, ciężkimi, podwójnymi dębowymi drzwiami prowadzącymi do holu wejściowego z podłogą z białego marmuru.
Pałac miał pięć pięter wysokości, przy czym najwyższe piętro przeznaczone było dla Rodziny Królewskiej. Czwarte piętro zajmowały rodziny Bety i Delty. Na trzecim i drugim znajdowało się po około pięćdziesiąt pokoi, a korytarze rozchodziły się po obu stronach głównego budynku pałacu, nadając mu klimat i wygląd przypominający hotel, z dwudziestoma pięcioma pokojami po każdej stronie. Na środku tych pięter znajdowały się balkony wychodzące na główne foyer, a pokoje rekreacyjne umieszczono zarówno na drugim, jak i trzecim piętrze.
Te dobudówki zostały dodane około czterdzieści pięć lat temu, jeszcze przed naszym obecnym królem Leanderem, przez jego ojca. Trzecie piętro służyło głównie jako pokoje gościnne podczas organizacji wydarzeń, a drugie piętro mieściło naszych młodych wojowników bez pary – dziewczęta po prawej, a chłopców po lewej. Gdy wilkołak kończył osiemnaście lat i zostawał wybrany na królewskiego wojownika lub strażnika, był przenoszony do pałacowego domu watahy, jak lubiłem to nazywać, aby mieć bliżej na treningi i do swoich przełożonych.
Na parterze, we wschodnim skrzydle, znajdowały się kuchnie, jadalnia i sala balowa, a na tyłach sypialnie personelu, podczas gdy w piwnicy umieszczono pralnie. W zachodnim skrzydle znajdowały się sale konferencyjne i niewielka siłownia.
Jednakże, jako Królewski Delta, nie mieszkałem w zamku, więc nasz Beta Cal i jego przeznaczona mieli niemal całe piętro wyłącznie dla siebie. Po narodzinach naszej córki wraz z żoną zdecydowaliśmy, że przeprowadzimy się do niewielkiego domku położonego za zamkiem, po drugiej stronie placu treningowego. Był to dziesięciominutowy spacer do Pałacu i jeszcze krótszy na plac treningowy. Moim zadaniem było nadzorowanie całego szkolenia młodych wojowników i królewskiej straży. Do moich obowiązków należało również przydzielanie wojowników na stanowiska odpowiadające ich umiejętnościom, a także pomaganie naszemu Becie w zabezpieczaniu granic i opracowywaniu wszelkich strategii bitewnych.
Wszedłem po głównych schodach na piąte piętro, gdzie znajdował się gabinet króla, i zapukałem w wielkie drewniane drzwi.
– Wejść – usłyszałem króla po drugiej stronie. Otworzyłem drzwi, zamykając je za sobą szybkim ruchem.
Proszę, niech to znowu nie chodzi o moją córkę.
Król siedział swobodnie za wielkim dębowym biurkiem, z nogami opartymi o blat, ubrany w czarne materiałowe spodnie i niebieską koszulę zapinaną na guziki. Sprawiało to, że jego oczy wydawały się jeszcze jaśniejsze, niż były w rzeczywistości. Przynajmniej nie pociemniały, co oznaczało, że nie był wściekły, a to odrobinę uspokoiło mój umysł.
– Lea – powiedziałem, kiwając mu krótko głową, wciąż modląc się do Bogini, żeby moja córka znów czegoś nie spieprzyła.
– Jaxon – westchnął, mrużąc na mnie swoje stalowoniebieskie oczy, ale zanim zdążył dokończyć, drzwi się otworzyły i do środka wszedł jego Beta, kiwając mi głową i klepiąc mnie po ramieniu.
Zajął miejsce w jednym z brązowych skórzanych foteli zwróconych w stronę biurka, a ja poszedłem w jego ślady, siadając w pasującym fotelu obok niego.
– Rany, Cal, co ci się do cholery stało? – zapytałem, patrząc na naszego Betę, jego posiniaczoną twarz i rozciętą wargę.
– Nyx, oto co się stało – odpowiedział z lekkim uśmieszkiem na twarzy i przeczesał dłonią potargane włosy; w jego piwnych oczach pojawił się błysk, gdy wypowiedział imię Nyx.
Spojrzałem na Króla, a potem znów na Betę, wiercąc się na siedzeniu i czując niepokój osadzający się w moim żołądku.
Zwracając ponownie uwagę na Króla, westchnąłem i oparłem łokcie na kolanach, chowając głowę w dłoniach.
– Co się, kurwa, stało? Co ona znów zrobiła? – zapytałem, niemal lękając się odpowiedzi. Spojrzałem znad dłoni na Betę i Króla, a obaj mieli na twarzach złośliwe półuśmieszki. Król Leander opuścił stopy na podłogę i pochylił się nad biurkiem. Usiadłem trochę prościej, gdy wyraz jego twarzy stał się poważny.
– Chcę, żeby Nyx przeprowadziła się do pałacu. I chcę, żeby rozpoczęła treningi z Elitarną Gwardią – oświadczył Król.
Przeniosłem wzrok z niego na Betę, który wciąż się uśmiechał.
– Jaxon – zaczął Beta Cal. – Twoja córka przerosła ciebie, trening własnego ojca, najlepszego zbrojnego i wojownika, królewskiego deltę. Jest silna i dokopała mi dzisiaj. Jak sam widzisz, jej technika jest bezbłędna, a jej wilk, cóż, jej wilk mówi sam za siebie.
Spojrzałem na nich oszołomiony – chcą, żeby moja piętnastoletnia córka przyszła i zamieszkała w Pałacu z wojownikami. Nie. Była za młoda. Jej matka wpadłaby w szał. Kwatery wojowników to nie było miejsce dla piętnastoletniej wilczycy. Nieważne, że moja córka rzeczywiście była prawdopodobnie najsilniejszym wilkiem w królestwie; fizycznie dawała sobie radę, ale dojrzałość? Tego nie byłem już taki pewien.
– Nie, nie, nie! – zaśmiałem się. – Nyx nie będzie mieszkać z wojownikami! Na litość Bogini, ona ma piętnaście lat! Nie będzie przebywać w pobliżu napalonych pełnoletnich samców! – Spojrzałem na króla, kierując swoje następne słowa bezpośrednio do niego. – Lea, jak myślisz, co Cora na to powie? Ona do tego nie dopuści, tak samo jak Królowa! A jeśli spróbujesz to przeforsować, ja nie będę musiał nic robić, bo obie nabiją twoją głowę na pal! I dobrze o tym wiesz!
Odwróciłem się, by spojrzeć na naszego Betę. – I Cal, wiesz, że Audrey odetnie ci jaja, kiedy tylko o tym usłyszy!
Zarówno Król, jak i Beta patrzyli na mnie z uniesionymi kącikami ust. Spojrzałem na nich, z szeroko otwartymi oczami zerkając to na jednego, to na drugiego. Czy to dla nich jakiś żart? Moja córka była niepokorna, twarda, ale i lojalna. Bardzo lojalna! Szczególnie wobec Księcia. Mówili o mojej córce i właściwie swojej bratanicy. Poczułem, jak sztywnieję, a mój wilk pcha się na pierwszy plan. Zacisnąłem mocno pięści i zamknąłem oczy; czułem, jak pieką mnie pod powiekami, gdy tłumiłem swoją irytację. Wziąłem głęboki oddech.
Nasza trójka przyjaźniła się od dawna. Lea i Cal dorastali razem. Ojciec Cala był przed nim betą, tak jak jego syn, Callum junior, będzie nim dla księcia. Ja pochodziłem z watahy Żelaznego Księżyca i przybyłem tu na szkolenie do królewskiej gwardii, gdy miałem osiemnaście lat. Jestem trzecim synem silnego Alfy i poznałem moją przeznaczoną rok po tym, jak się tu przeprowadziłem – moją piękną żonę Corę, w której żyłach również płynie krew Alfy.
Ponieważ miałem dwóch starszych braci, nie byłem w kolejce do tytułu Alfy, ale po tym, jak zostałem najlepszym przyjacielem tych dwóch półgłówków siedzących tu ze mną, zaproponowano mi stanowisko trzeciego w hierarchii dowodzenia. Od tamtej pory łączyła nas silna przyjaźń; nawet nasze szanowne przeznaczone zostały najlepszymi przyjaciółkami. Aż do tego stopnia, że Królowa Elena i moja przeznaczona Cora urodziły tego samego dnia, zaledwie w odstępie kilkunastu minut. Torian, syn Króla i Królowej, przyszedł na świat zaledwie minuty przed moją córką, Nyx.
Oczywiście wszystkie nasze dzieci dorastały blisko siebie, byliśmy rodziną, ale między Księciem Torianem a Nyx istniała niezaprzeczalna więź. Najdziwniejsze było to, że oboje urodzili się z identycznymi znamionami – koroną, z którą rodzili się tylko członkowie rodziny królewskiej. A jednak Nyx nie pochodziła z królewskiej krwi, jedynie z krwi Alfy, a mimo to Księżycowa Bogini obdarzyła ją znamieniem korony na prawym biodrze, czyli na przeciwnym do tego, na którym widniała korona Księcia Toriana. Zawsze trzymali się za ręce, nienawidzili być z dala od siebie i nieustannie nalegali na to, by wspólnie świętować swoje urodziny.
Cora i Królowa były przekonane, że gdy dorosną, zostaną swoimi przeznaczonymi. I muszę przyznać, że naprawdę nie zdziwiłoby mnie, gdyby tak było. Zwłaszcza po tym, co wydarzyło się w dniu ich ósmych urodzin, oraz w obliczu tego samego znamienia u Nyx.
Byliśmy w pałacowych ogrodach, by świętować. Dookoła skakało mnóstwo szczeniąt, które bawiły się, jadły i miło spędzały czas. Torian i Nyx powędrowali na najdalszy koniec ogrodu, zamknięci we własnym świecie, jak to mieli w zwyczaju, gdy nagle z krzaków wybiegł wyrzutek i ruszył prosto na księcia. Zanim jakikolwiek wilk zdążył zareagować i do nich dotrzeć, moja mała Nyx odepchnęła księcia na bok i schowała go za siebie; stanęła w jego obronie, wydając z siebie warknięcie, które aż poruszyło drzewami! Wyrzutek zawahał się i przeniósł uwagę na Nyx. Czułem strach bijący od każdego wilka wokół na widok tego, co się działo, podczas gdy ja, król i strażnicy rzuciliśmy się w ich stronę. Ale nie Nyx! Ta malutka, ośmioletnia dziewczynka wciąż stała w miejscu, broniąc swojego księcia przed w pełni dorosłym wyrzutkiem. Nie było w niej ani śladu strachu. Z jej strony nie było wahania, by chronić swojego przyjaciela. Dla mnie tamtego dnia wszystko działo się w zwolnionym tempie, ale w rzeczywistości minęło zaledwie kilka sekund, zanim wyrzutek został powalony i obezwładniony.
Od tamtego dnia tę dwójkę łączyła nierozerwalna więź. Nazywaliśmy ich "quasi-bliźniakami", bo dokładnie tak się zachowywali. A w wieku czternastu lat, kiedy Nyx i Torian oboje zyskali swoje wilki (co samo w sobie było wczesnym wiekiem na zyskanie wilka, chyba że było się Alfą lub osobą z królewskiej krwi; zazwyczaj zyskiwało się wilka i przechodziło przemianę dopiero w swoje szesnaste urodziny), wykształcili zdolność do nawiązywania między sobą więzi mentalnej i odczuwania swoich emocji. Byli ze sobą powiązani w sposób podobny do bliźniąt lub przeznaczonych. Teraz tam, gdzie szło jedno, drugie podążało w jego ślady.
Zwróciłem uwagę z powrotem na króla i betę.
– Dlaczego? – zapytałem. – Dlaczego chcesz, żeby przeprowadziła się do pałacu?
Król wziął głęboki oddech, po czym powoli wypuścił powietrze, a w jego niebieskich oczach pojawiło się niepokojące spojrzenie.
– Jaxon, dla mnie i dla Cala Nyx jest jak bratanica; dla chłopców jest jak siostra. Nigdy nie pozwoliłbym, by twoja piętnastolatka mieszkała na piętrze wojowników. Jest na to za młoda. Zostałaby z nami w Pałacu, dopóki nie skończy szesnastu lat. Później chcę ją wysłać na szkolenie dla Alf i Bet razem z Torianem i Callumem juniorem. Nie będzie ich przez nieco ponad rok, ponieważ będą uczęszczać do akademii. Po powrocie do domu ukończą resztę roku szkolnego tutaj, w swoim normalnym liceum, uczęszczając na zajęcia rozszerzone.
Zrobił pauzę i spojrzał na Betę, który przejął w tym momencie rozmowę. – W żyłach Nyx płynie krew Alfy. Może nie zostanie Alfą, może zostanie Luną, tak czy inaczej, jest niezwykle silną wojowniczką, zarówno psychicznie, jak i fizycznie. Wszyscy wiemy, że królewski rozkaz w ogóle na nią nie działa, a jedynym powodem, dla którego słucha poleceń jego lub kogokolwiek innego, jest szacunek – i to, że po prostu tak należy postąpić. W przeciwnym razie nie sądzę, by w całym tym królestwie była chociaż jedna osoba, która potrafiłaby zmusić ją do zrobienia czegoś, czego ona sama nie chce.
– W dodatku – zaczął król – poza tym, że nasze rozkazy nie robią na niej żadnego wrażenia, spuściła niezły łomot Królewskiemu Becie...
– Ejże! – obruszył się Cal, posyłając królowi gniewne spojrzenie.
– Daj spokój, Cal, dziś powaliła cię na ziemię tyle razy. Myślałem, że po prostu posmakował ci piach. – Król zaśmiał się ze swojego Bety, po czym wyraz jego twarzy uległ zmianie i mężczyzna ponownie spojrzał na mnie.
– Mówię poważnie, Jaxon. Jestem prawie pewien, że ta mała dziewczynka mogłaby dać mi wycisk, a jestem, kurwa, Królem! Martwi mnie to i, szczerze mówiąc, to trochę przerażające! – zakończył król, wstając z fotela i wyglądając przez wielkie okno na pałacowe ogrody. Przetarł twarz dłońmi.
– Rozmawialiśmy o tym z Leą. Osobiście uważamy, że szkolenie dla Alf dobrze by jej zrobiło. W tym szkoleniu i szkole chodzi o znacznie więcej niż tylko o walkę. Poza tym Torian będzie potrzebował swojego obrońcy. Jest wprawioną wojowniczką, ale musi się nauczyć, jak pracować w oddziale i dowodzić, a my uważamy, że to dla niej najlepsza droga. Żaden z nas nie wie, do czego Nyx została stworzona, ale jako jej rodzina pragniemy dla niej jak najlepiej. Niezależnie od tego, czy jej przeznaczeniem jest być obrońcą, czy przewodzić innym, wszyscy chcemy, aby otrzymała najlepsze szkolenie, jakie tylko można dostać – zakończył Cal, wydając z siebie cichy śmiech przy ostatnim zdaniu.
Wypuściłem z ust westchnienie, tym razem nieco cięższe, i wyciągnąłem nogi przed siebie. Istotnie, była jego obrońcą. A teraz moja mała dziewczynka miała wyruszyć na szkolenie dla Alf.
– Więc co? Teraz nie mam już nic do powiedzenia w kwestii wychowania mojej córki? Mam to po prostu zostawić wam, dwóm zakutym łbom? – Powiedzieć, że byłem trochę zirytowany, to jak nic nie powiedzieć. Spojrzałem gniewnie na Betę, napotykając jego ciemnopiwne spojrzenie. Dostrzegłem w nim współczucie i nutę dumy. Może naprawdę chcieli dla Nyx jak najlepiej, może ja po prostu zachowywałem się jak nazbyt nadopiekuńczy ojciec. W głębi serca wiedziałem, że tak będzie właściwie. Wiedziałem, że Nyx będzie wniebowzięta, i wiedziałem też, że taka dyscyplina dobrze zrobi na jej rozwój, nie tylko jako wojowniczki, ale też jako przywódczyni. Wszyscy wiedzieliśmy, że urodziła się, by przewodzić, chronić i walczyć. Moja córka bez wątpienia była kimś wyjątkowym. Niektórzy powiedzieliby nawet, że była siłą, z którą należało się liczyć.
Kiedy w swoje czternaste urodziny przemieniła się po raz pierwszy razem z księciem, całkowicie nas to zaskoczyło. Książę Torian chciał, aby była tuż przy nim podczas jego pierwszej przemiany. Nie mieliśmy pojęcia, że Nyx również zyskała swojego wilka i że jej wilk również zdecydował się wyjść na zewnątrz. To jednak nie było w tym wszystkim najbardziej zaskakujące. Tym, co zaparło wszystkim dech w piersiach i wprawiło nas w osłupienie, był fakt, że jej wilk był OGROMNY, tak duży jak wilk Toriana, a do tego smoliście czarny z białą pręgą przechodzącą przez oczy i emanował potęgą godną królewskiego wilka.
O ile zazwyczaj wilk jest w pewnym sensie podobny do swojego ludzkiego odpowiednika – na przykład futro pasuje do koloru włosów lub odcienia skóry – w jej przypadku tak nie było. Jedyną wspólną rzeczą były jej szmaragdowe oczy, które iskrzyły się i świeciły w wilczej postaci. Królewskie wilki były zazwyczaj czarne lub srebrne. Kiedy Książę Torian przemienił się w swojego srebrnego wilka, nikt się zbytnio nie zdziwił, ale kiedy przemieniła się Nyx, rozległy się szepty i pomruki. Jej wilk tak mocno kontrastował z jej włosami w odcieniu truskawkowego blondu i naturalnie oliwkową cerą. Choć tamtej nocy pojawiło się u niej we włosach czarne pasemko, co było dziwne, biorąc pod uwagę to wszystko.
Po tamtej nocy my trzej, król, beta i ja, sięgnęliśmy do ksiąg historycznych w poszukiwaniu przepowiedni o czarnym wilku z białą pręgą w poprzek oczu. Ale z radością stwierdziliśmy, że niczego nie znaleźliśmy. Zrobiliśmy to bardziej pod wpływem szoku i z ciekawości wobec jej wilczej formy niż z jakiegokolwiek innego powodu.
Przetarłem oczy i skierowałem uwagę z powrotem na teraźniejszość. Potrzebowałem kilku sekund, by pogodzić się ze swoją własną decyzją.
– W porządku, ale to ty... – Wskazałem na Króla. – ...powiesz o tym Corze i Elenie, bo ja nie zamierzam i nie będę tym, który przekaże im te wieści.
– Nie, nie, nie, nie. Co powiecie na to, że nasza trójka przekaże to naszym przeznaczonym wspólnie, dziś wieczorem. Przy kolacji. – Król się roześmiał. Wiedział, że przez tę decyzję wszyscy będziemy mieli kłopoty. Podszedł do minibarku, wyjął trzy kryształowe szklanki i nalał do nich bursztynowego płynu.
– Dobrze, skoro to ustalone, wznieśmy toast za nową, świetlaną ścieżkę Nyx. – Król podał każdemu z nas szklankę i wszyscy wzięliśmy łyk.
– Albo wypijmy po prostu naszego ostatniego drinka, bo dzisiaj wieczorem nasze żony odetną nam jaja! – zaśmiał się Cal, wznosząc swoją szklankę, podczas gdy my pokiwaliśmy głowami, w pełni zgadzając się z jego przypuszczeniami.
Ciepły, ostry smak płynu spłynął mi do gardła. Droga Bogini, Cora mnie zabije za podjęcie tego wyboru. Ale wiedziałem też, że Nyx będzie zachwycona, a ta myśl wywołała na mojej twarzy półuśmiech, gdy ponownie uniosłem szklankę do ust.
















