NYX
Dziesięć minut później nasza czwórka – po drodze zgarnęłam Valerie – siedziała w moim pokoju. Cal i Tori wyglądali na bardziej niż zakłopotanych. Zakładałam, że myśleli, iż będziemy mieli „poważną rozmowę” o tym, co wydarzyło się w piątkową noc.
– Masz – powiedziałam, rzucając starą, skórzaną księgę Torianowi, który opierał się o brzeg mojego łóżka. – Otwórz na stronie 123. I przeczytaj na głos, tak żeby wszyscy słyszeli.
Kartkował strony, aż natrafił na tę właściwą, a następnie zaczął czytać na głos ten sam fragment, który ja wcześniej przeczytałam. Kiedy skończył, w pokoju zapadła upiorna cisza. Przerwał ją dopiero Cal.
– Cóż, to wiele wyjaśnia. O tobie i o tym, skąd bierze się twoja siła. – Cal oparł się wygodnie na krześle, które wcześniej zajął, i przetarł dłonią twarz.
Torian wpatrywał się pustym wzrokiem w przestrzeń za oknem, a Valerie była jedyną osobą, która wyglądała na podekscytowaną, a na jej twarzy gościł promienny uśmiech.
– Więc co to oznacza? – zapytała Valerie.
Oblizałam wargi, zerkając na Cala, po czym spojrzałam na Toriana. – Morana powiedziała mi, że setki lat temu była połączona z Fenrisem. Obudził ją w noc, w której się urodziliśmy. Noc, w której on wybrał ciebie, a ona wybrała mnie.
– Napisano tu, że twoja wilczyca jest Królową, co oznacza, że urodziłaś się, by zostać Królową. – Torian, mówiąc to, nawet nie oderwał wzroku od okna. Jego pusty wyraz twarzy nie pozwalał odgadnąć, co w tej chwili czuł ani o czym myślał.
– Torian – zwróciłam się do niego. – Powiedziała mi, że Fenris urodził się jako Król i wybrał ciebie. W swoich czasach był potężnym królem, a Morana wybrała mnie, bo nie mogła go opuścić.
Wreszcie przeniósł na mnie wzrok; jego oczy nie wyrażały żadnych emocji. – Czy jesteśmy dla siebie przeznaczeni, Nyx?
Westchnęłam ciężko. Nie wiedziałam tego, a moja wilczyca również. Na słowo „przeznaczeni” Cal poruszył się niespokojnie na krześle, wyglądając na jeszcze bardziej skrępowanego. Nigdy jednak niczego bym przed nimi nie ukrywała.
– Nie wiem, moja wilczyca też tego nie wie. Stwierdziła, że dopiero gdy dorośniemy, czas nam to pokaże. Co na to Fenris? – Czekałam na jego odpowiedź, widząc, jak wdaje się w krótką pogawędkę ze swoim wilkiem.
– On też nie wie. Powiedział, że to, iż zostali połączni wieki temu, nie oznacza wcale, że Bogini Księżyca połączyła ich ze sobą i tym razem. – Jego słowa brzmiały obojętnie, w oczach wciąż miał pustkę i wcale nie zamierzał zdradzić mi, co tak naprawdę czuł.
– Wygląda na to, że będziecie musieli poczekać, aż skończycie osiemnaście lat, żeby się tego dowiedzieć! – wtrąciła Valerie.
Odsunęłam od siebie myśli o naszych wilkach; była jeszcze jedna pilna sprawa, którą musiałam omówić z przyjaciółmi. Wybór, przed którym postawił mnie Garrett.
– W każdym razie, to właśnie chciałam wam pokazać. A teraz mam wam do powiedzenia coś jeszcze.
Przekazałam im wszystko, o czym rozmawiał ze mną Garrett: szybsze ukończenie akademii, możliwość pozostania na miejscu przez ostatnie miesiące, by trenować zaawansowane techniki walki bronią i zapobieganie torturom. Mieliśmy zrobić przerwę na zimę, zanim wrócilibyśmy na ostatnie miesiące do akademii.
Kiedy dotarłam do momentu, w którym opowiedziałam o tym, co te zajęcia będą w rzeczywistości obejmować, z gardeł Cala i Toriana wyrwał się głęboki warkot. Stanowczo sprzeciwili się temu, abym celowo pozwalała się ranić i wyrażała zgodę na to, by ktoś mnie torturował. Rozumiałam ich brak entuzjazmu i gniew na samą myśl, że ktoś mógłby mi zrobić krzywdę lub że ja sama chciałabym się na to narażać. Koniec końców, obaj byli wobec mnie niezwykle opiekuńczy, pomimo że byłam silniejsza niż oni obaj razem wzięci.
– Nie ma mowy! – krzyknął Torian.
– Absolutnie nie! – zaprotestował Cal, gdy tylko skończyłam wyjaśniać.
– Myślę, że to świetny pomysł, Nyx – uśmiechnęła się Valerie. – Co na to twoja wilczyca?
– Powiedziała, że jesteśmy wystarczająco silne i chociaż będzie ciężko, damy sobie radę.
– Hmm, no cóż, skoro twoja wilczyca uważa, że da radę, to myślę, że będzie to dla was obu doskonała okazja, żeby stać się jeszcze silniejszymi. A jeśli Król i twój tata wydali na ten „trening” zgodę, to najwyraźniej uważają, że jesteś gotowa.
– Mówisz poważnie, Valerie?! Popierasz ten chory trening?! – Cal podniósł się z krzesła i zaczął nerwowo krążyć po pokoju.
– Cóż, jeśli to ma kogokolwiek uspokoić, Garrett wspomniał, że Tori też będzie musiał przejść przez niektóre z tych rzeczy. – Spojrzałam na Toriana, którego oczy rozszerzyły się, a szczęka z wrażenia opadła. – Na pewno zaawansowane szkolenie z użycia broni i chyba jakieś budowanie odporności na określone trucizny; o więcej szczegółów będziesz musiał dopytać Garretta.
– Przejdziemy przez to razem – powiedział stanowczo Tori. Skoro zamierzałam to zrobić, on zamierzał być u mojego boku.
– Więc... – Valerie rozładowała napięcie po tym, jak cała nasza czwórka siedziała w milczeniu przez kilka minut, trawiąc informacyjną bombę, którą właśnie zrzuciłam. – Myślę, że powinniśmy wszyscy pójść na dół coś zjeść. Nie wiem, jak wy, ale ja jestem głodna jak wilk! – Wszyscy parsknęliśmy śmiechem, przyznając, że najwyższa pora coś zjeść.
Kiedy wszyscy zaczęli wstawać, przeniosłam wzrok na Cala i napotkałam jego spojrzenie. – Mógłbyś zostać na chwilę, Cal? – zapytałam z wahaniem. Musieliśmy odbyć tę rozmowę we dwoje. Oczyścić atmosferę.
Skinął głową i usiadł z powrotem na krześle. Zauważyłam, jak Torian rzuca mu ostrzegawcze spojrzenie, a Valerie porusza znacząco brwiami, na co odpowiedziałam jej przewróceniem oczu. Gdy wyszli, zamykając za sobą drzwi, odwróciłam się w stronę Cala. Cholera, wyglądał tak dobrze! Jego biały T-shirt przylegał do niego jak druga skóra, opinając każdy mięsień. Oblizałam usta na ten zachwycający widok.
– Więc... – zaczęłam.
– Więc... – odpowiedział. – Złożyłem Toriemu obietnicę.
– Oczywiście, a domyślam się, że w grę wchodziło coś w stylu, że nie będziesz mnie dotykał? – Naprawdę miałam nadzieję, że to nie to obiecał, ale gdzies z tyłu głowy wiedziałam też, że jeśli kiedykolwiek między mną a Calem ma do czegokolwiek dojść, to jeszcze nie nadszedł na to czas.
Ta myśl wywołała we mnie smutek i sprawiła, że zakuło mnie serce. Biorąc jednak pod uwagę wszystko, co dzisiaj wyszło na jaw, oraz więź między moim wilkiem a wilkiem Toriana, miało sens, aby poczekać i zobaczyć, jak to się rozwinie, a czekanie oszczędziłoby naszej trójce mnóstwa dramatów i potencjalnego złamania serc w przyszłości.
– Moje urodziny są za kilka miesięcy, wy oboje kończycie osiemnaście lat kilka miesięcy później... Powiedziałem Toriemu, że niczego z tobą nie zrobię, dopóki nie będziemy mieli stuprocentowej pewności... – Zawiesił głos, opuszczając głowę tak, bym nie mogła zobaczyć jego pięknych, orzechowych oczu. – Nie chcę cię zranić, i nie chcę też zranić Toriego. Nie wiem, co mam robić, Nyx! Pragnę cię, ale to samolubne z mojej strony, że o tym mówię.
Podniósł głowę, a jego orzechowe oczy napotkały moje zielone. Współczułam mu. Widziałam w jego spojrzeniu to niesamowite pożądanie. Rozumiałam go, w końcu skosztowaliśmy siebie nawzajem i oboje wiedzieliśmy, że mamy ochotę na więcej. Jednak jego przyjaźń była dla mnie ważniejsza niż zepsucie tego, co mieliśmy, i ufałam, że on czuje to samo. Dlatego powiedziałam mu o tym prosto z mostu.
– Cal, jesteś dla mnie kimś wyjątkowym. I zawsze będziesz. Twoja przyjaźń i lojalność znaczą dla mnie równie wiele, co Toriana. Nienawidziłabym, gdyby cokolwiek mogło nas poróżnić, włączając w to nas samych. – Spojrzał na mnie z nadzieją. – Chodzi mi o to, że... nie prześpię się z tobą, dopóki nie skończę osiemnastu lat. Poczekajmy do tego momentu i zobaczmy, dokąd zaprowadzi nas ta przygoda. Nasze historie dopiero się zaczynają i kto wie, może w dniu osiemnastych urodzin odnajdziesz kogoś, kto został ci przeznaczony!
Poczułam ulgę po wypowiedzeniu tych słów, a po Calu było widać, jak jego ciało odpręża się na mój widok. Podniósł się z krzesła, usiadł obok mnie, przyciągnął mnie do uścisku i pocałował w czoło. Kiedy się odsunął, spojrzał głęboko w moje oczy – było w nich tylko uczucie i szczery podziw.
– Mówiłem ci, że urodziłaś się po to, by zostać Królową – powtórzył swoje słowa z piątkowej nocy, a na jego twarzy zagościł delikatny uśmiech.
– No raczej, stary! Moja wilczyca to królowa! – uśmiechnęłam się cwaniacko. Chwycił mnie za rękę, podciągając z łóżka i znów wciągając w objęcia, obejmując moje ciało swoimi silnymi ramionami, po czym przytulił mnie mocno przez kilka dobrych minut, po czym odsunął się na odległość wyciągniętych rąk.
Choć nadal pragnęłam Cala, a moja wilczyca temu nie oponowała, wiedziałam, że czekanie to właściwa decyzja. Czułam ulgę po naszej rozmowie i miałam nadzieję, że wszystko wróci do normy, a napięcie w końcu zniknie.
– Kocham cię, Nyx, zawsze cię kochałem i zawsze będę, ale w tej chwili jestem cholernie głodny, a Tori na nas czeka, pewnie zmartwiony, że robimy coś, co mu się nie spodoba. – Mrugnął do mnie z cwaniackim uśmieszkiem. Zawsze taki skłonny do psot. Ale nie chciałabym, żeby był inny.
I jak na zawołanie, zaburczało mi w brzuchu, oznajmiając nam obojgu, że ja również zgłodniałam. Trzymając się za ręce, wyszliśmy z pokoju i poszliśmy dołączyć do przyjaciół w stołówce. Uśmiechałam się, wiedząc, że znów wszystko jest tak, jak być powinno ze mną i moimi najlepszymi przyjaciółmi.
Po kolacji miałam zamiar zadzwonić do rodziców i porozmawiać z nimi o programie zaawansowanego treningu i wcześniejszym ukończeniu akademii. W końcu ufałam ojcu bardziej niż komukolwiek, był moim największym autorytetem.
*****
NYX
Minęło już kilka tygodni, odkąd zadzwoniłam do taty, prosząc o radę dotyczącą kursu zaawansowanego szkolenia. Oczywiście, on w pełni popierał każdą moją decyzję, mówiąc: „Chcę, abyś osiągnęła swój pełen potencjał, ale to ty i tylko ty musisz zdecydować, jaki on jest. I tak przekroczyłaś już wszelkie możliwe oczekiwania, wręcz z nawiązką, więc to od ciebie zależy, czy zrobisz ten kolejny krok”.
Nie namawiał mnie na siłę, ale też nie zniechęcał. To właśnie kochałam w moim tacie. Odkąd skończyłam czternaście lat i przeszłam swoją pierwszą przemianę, pozwalał mi samodzielnie odkrywać ograniczenia moje i mojej wilczycy, chociaż prawdę mówiąc, wcześniej naprawdę nie wiedzieliśmy, jakie one są. Teraz, znając siłę Morany i wiele z jej historii, czułam, że możemy podbić świat, a nie ma rzeczy, której nie mogłybyśmy osiągnąć.
Wbrew obawom mojej matki, która rzecz jasna wciąż martwiła się o swoją małą córeczkę i której nie podobał się pomysł „samookaleczania”, zdecydowałam się nie tylko na rygorystyczny trening z bronią, ale i na udział w zajęciach zapobiegania torturom. Byłam prawie pewna, że w przyszłości będę z tego powodu pluć sobie w brodę. Mama wyznała mi, jak bardzo jest ze mnie dumna za to, że kończę akademię z wyróżnieniem we wszystkich zajęciach, oraz oczywiście, że odziedziczyłam swój intelekt po niej, a po ojcu jedynie niewyparzony język.
Spędzanie Przesilenia Zimowego z rodzicami i rodziną było cudowne i naprawdę nie znosiłam myśli o powrocie do Akademii. Torian i Cal w pełni jednak popierali powrót, twierdząc, że to i tak lepsze niż siedzenie w zwykłej szkole średniej. Mimo że mogłam zostać w domu, nie należałam do tych, którzy łatwo się poddają, w dodatku zobowiązałam się do udziału w tym zaawansowanym treningu, a przede wszystkim... cóż, tam, gdzie szedł Torian, na pewno szłam i ja.
W miarę upływu tygodni odkryłam, jak rewelacyjne okazały się zajęcia z zaawansowanego użycia broni. Uczyliśmy się walki sztyletami, długimi mieczami, samurajskimi ostrzami, toporami bojowymi, a także szermierki i posługiwania się niezliczoną ilością innych rodzajów białej broni. Myślę, że znalazłam w tym swoje powołanie. Garrett uznał, że mam wrodzony talent, i był pod ogromnym wrażeniem moich umiejętności i celności w rzucaniu nożami.
Każdy dzień rozpoczynaliśmy od sparingów. Czasem walczyłam z Torianem albo innym kadetem, który był zapisany na te same zajęcia. Raz w tygodniu Garrett zmuszał mnie do sparingów z Hanzo – mistrzem miecza, który przybył z Khandar. Facet był absolutną bestią i ruszał się z niesamowitą szybkością! Pomógł mi nauczyć się uspokajać własny umysł oraz moją wilczycę, kiedy obie ogarniała frustracja i gniew. Nauczył nas, jak balansować naszymi emocjami poprzez medytację.
Miał w zanadrzu mnóstwo dziwnych powiedzeń lub inspirujących cytatów, takich jak: „Kiedy nie jesteśmy w stanie zmienić sytuacji, jesteśmy zmuszeni do zmiany samych siebie” albo „Ciesz się z małych rzeczy w życiu, bo kiedyś spojrzysz w przeszłość i zrozumiesz, że były one wielkie”.
Jednym z moich osobistych ulubieńców było: „Życie zaczyna się tam, gdzie kończy się twoja strefa komfortu”.
Powtarzał mi to nieustannie, zwłaszcza na początku treningów z zapobiegania torturom. Muszę przyznać, że to było totalne piekło! Wiedziałam, że będzie ciężko, ale nie miałam pojęcia, ile bólu to sprawi.
Pierwszy tydzień był czystym koszmarem. Było mi niedobrze, rzygałam, miałam gorączkę, dreszcze, potworne bóle żołądka, co tylko ci przyjdzie na myśl – na pewno to miałam.
Torian, Cal i Valerie bardzo się o mnie martwili i próbowali namówić mnie do rezygnacji, w szczególności Torian. Myślę, że to, że musiał patrzeć na to, przez co przechodziłam, powoli go zabijało. Myślałam, że będą wstrzykiwać mi trucizny powoli, dawkując je w taki sposób, bym się do tego przyzwyczaiła. Ale NIE, nie przygotowali mnie do tego tak łagodnie, jak Toriego. Kurwa, potraktowali moje ciało tak potwornym szokiem, że nawet Morana ukrywała się w czeluściach mojego umysłu przez blisko dwa tygodnie.
Garrett tłumaczył, że moje ciało i moja wilczyca były zdolne znieść wyższe dawki. Jednak nigdy nie powinnam była otrzymać obu trucizn naraz. Nie znałam wszystkich szczegółów, ponieważ nikt niczego mi nie powiedział. Zrozumiałam jedynie tyle, że pielęgniarka pomyliła dawkę, a Torian omal jej za to nie udusił. Oczywiście, pielęgniarka wyleciała z pracy. Takich błędów po prostu się nie wybacza. Twardo upierała się, że właściwie odczytała dawkowanie, i nie potrafiła pojąć, jakim cudem taka ilość znalazła się w moim organizmie, ale mimo to musiała wziąć na siebie odpowiedzialność, bo to była jej praca i stało się to na jej zmianie.
Po tym początkowym szoku, z którego wykurowałam się z trudem po dosłownym otarciu się o śmierć, kolejne dawki były już znacznie łagodniejsze, dzięki czemu Morana w końcu powróciła. Jak twierdził Torian, kiedy po raz pierwszy puściła mnie gorączka, wpadłam w furię i zaatakowałam Garretta za to, że zgotował mi ten los. Ja sama kompletnie tego nie pamiętałam, ale od tego incydentu Garrett nabrał do mnie nowego szacunku, a kiedy ze mną rozmawiał, w jego oczach dawało się zauważyć cień strachu.
Przestał wydawać mi rozkazy; zamiast tego wyłącznie o coś prosił. Torian wspomniał też, że poza rzuceniem Garrettem wzdłuż sali szpitalnej, w której mnie obserwowano, napędziłam cholernego strachu reszcie personelu, kiedy wyrwałam sobie kroplówkę, po czym rzuciłam w nich swoim łóżkiem. Przez te dwa tygodnie przybyło mi jeszcze jedno czarne pasemko we włosach. Miałam już po jednym z każdej strony głowy.
Zarówno Cal, jak i Valerie stwierdzili, że po potwornym bólu, jakiego doświadczyłam, nie ma szans, żebym powtórzyła to kiedykolwiek. Torian wyczuwał mój ból poprzez naszą więź; samo patrzenie i czucie tego, co przechodziło moje ciało, wręcz go zabijało. W przypadku Toriana, podłączono go do kroplówki z tojadem i odmierzano czas, przez jaki był w stanie usiedzieć, zanim odklepie i się podda. Uzyskiwane czasy były tajne, ale powiedziano mi, że ani razu się nie poddał. Odpięto go tylko dlatego, że opróżnił cały worek – żaden wilk do tego dnia nie przetrwał pełnej dawki. Byłam cholernie dumna z Toriana, że zdołał wytrzymać tak długo. Teraz z całym przekonaniem mogę stwierdzić, że wilcza jagoda nie była bułką z masłem. To paskudna trucizna, która zaciska się na płucach, pali skórę od wewnątrz i wywołuje halucynacje. W przeciwieństwie do tojadu, który powoduje między innymi przyspieszone bicie serca, ból brzucha i drętwienie.
Ostatni etap tych tortur miał mieć miejsce pod koniec miesiąca, kiedy miano mnie skuć w srebrne kajdany. Srebro potwornie osłabiało w nas naszą wilczą naturę i mogło prowadzić do okropnych poparzeń, rzutując negatywnie także na ludzką formę. Moja wilczyca twierdziła jednak, że ani trochę się tego nie obawia, będąc przekonaną, że damy radę. Ja sama nie byłam tego już tak pewna. Czułam w kościach, że prędzej czy później wyskoczą z czymś niespodziewanym; to nigdy nie było tak proste, jak usiłowali nam to wmówić.
Był piękny, wiosenny dzień, a ja szłam na trening z bronią. To był nasz ostatni tydzień zajęć ze sparingów i szkolenia w walce długim mieczem.
Napełniało mnie to smutkiem. Naprawdę uwielbiałam te ćwiczenia i miałam cichą nadzieję, że kiedy wrócimy już do pałacu, będę mogła to kontynuować, a kto wie, może nawet założę swoje własne zajęcia dla reszty wojowników.
Uwielbiałam Hanzo również dlatego, że nie ograniczał się do uczenia nas zabijania, pokazując wyłącznie technikę posługiwania się bronią. Przedstawiał nam pełną historię każdego oręża – jak i skąd się wywodził, dlaczego stanowił doskonałą broń i w jakim celu go stworzono. Ta historia pochłaniała mnie bez reszty.
















