Ukoronowany przez Cienie: Nieujarzmiona Tarcza Króla

Ukoronowany przez Cienie: Nieujarzmiona Tarcza Króla

Autor: Julien Vesper

Розділ 2
Autor: Julien Vesper
10 lip 2026
Dwa lata później   NYX   Podrygiwałam w rytm muzyki w drodze powrotnej do akademika po niesamowitym, porannym treningu. Szłam do swojego pokoju na bardzo potrzebny prysznic i zmianę ubrań przed zajęciami. Nie sądziłam, żeby instruktorzy byli zbyt zadowoleni, gdybym pojawiła się na ich lekcji spocona i zakrwawiona. Już raz mnie przed tym ostrzegano. Na swoją obronę dodam, że byłam wtedy rozkojarzona i spóźniona.   Jednak chyba nie była to wystarczająco dobra wymówka, zwłaszcza że odmówiłam powiedzenia im, co mnie rozproszyło. Lubiłam chłopaków, no jasne, że tak! Ale nie podobało mi się, gdy w gorącej wodzie kąpane Alfy myślały, że mogą mnie zapędzić w kozi róg i kłaść na mnie łapy, kiedy tylko zechcą. Tak jak zrobił to ten idiota Tatum z zachodniej watahy. Myślał, że jest nie wiadomo jakim twardzielem i że zmusi mnie do uległości. HA! Dobre sobie!   Uśmiechnęłam się złośliwie na wspomnienie, jak osaczył mnie tuż przed drzwiami akademika dla dziewcząt, zamknął w pułapce i wziął głęboki wdech mojego zapachu. Mówiąc, jak to „sprawi, że będę wykrzykiwać jego imię i mu się poddam”. Na początku było to nawet podniecające! Ale w wieku 16 lat i dopiero co tu przybywszy, naprawdę nie wiedziałam nic o seksie. Ani tak naprawdę nie chciałam wiedzieć. Ale to jego kolejne słowa wkurwiły mnie do nieprzytomności.   – Kiedy skończę z twoją kurewską cipką, pozwolę innym chłopakom spróbować i zobaczę, czy będziesz dla nich krzyczeć tak, jak dla mnie.   Byliśmy tu zaledwie od dwóch tygodni, a Tatum był Alfą na ostatnim roku. Myślę, że wydawało mu się, że może wykorzystać nową dziewczynę. Próbowałam się odsunąć, nie chcąc robić sceny, ale jego dłoń popchnęła mnie z powrotem na ścianę. Mocno. Nie pozwalając mi się ruszyć.   Moja wilczyca, Morana, natychmiast najeżyła sierść, a mój poziom spokoju spadł do zera. Nikt! Nikomu, włączając w to cholernego króla, nie wolno było nas tak traktować. Więc rzecz jasna, musiałam ustawić go do pionu na oczach wszystkich jego kumpli, i spuściłam mu ostry wpierdol. Potrzeba było czwórki jego przyjaciół, żeby mnie odciągnąć, i kilku instruktorów, żeby mnie uspokoić, bo wcale nie skończyłam przelewać jego krwi.   Kiedy Tori i Cal się dowiedzieli, byli absolutnie wściekli i żądali krwi, ale jak zwykle wiedzieli, że sama się tym zajęłam. Obaj po prostu mnie objęli, zapewniając mi tak bardzo potrzebne wsparcie emocjonalne. Byli moimi najlepszymi przyjaciółmi na całym świecie, a Tori był dla mnie praktycznie bratem.   Byliśmy w Akademii dla Alf od nieco ponad roku, prawie dwóch, a do domu mogliśmy wracać tylko na tradycyjne święta. Trening Alf był intensywny, wyczerpujący, ale też bardzo satysfakcjonujący. Moja wilczyca uwielbiała ten wysiłek, tak samo jak ja. Poza treningami, Akademia dbała, byśmy byli na bieżąco z normalnymi lekcjami szkolnymi, a także z historią naszego królestwa i wilków. Uczono nas, jak przewodzić watasze i poznawaliśmy podstawy zarządzania nią. Szykowano nas na przywódców. Dynamika pobytu w tej szkole pozwalała nam nawiązywać więzi i sojusze z innymi watahami w królestwie. Dla Toriana i innych Alf było to kluczowe.   Dla mnie, niekoniecznie. Nie byłam Alfą i nie zamierzałam przejmować żadnej watahy. Nie zamierzałam nawet pójść w ślady ojca i zostać kolejnym Królewskim Deltą. Mimo że cieszyłam się z obecności moich dwóch najlepszych przyjaciół i tej możliwości, wciąż nie byłam pewna, jakie jest moje miejsce. Może myśleli, że zostanę Luną jakiegoś Alfy. Wiem, że oni (nasi rodzice) myśleli, że Torian i ja zostaniemy swoimi przeznaczonymi, albo przynajmniej mieli taką nadzieję. Torian i ja byliśmy sobie bliscy, ale nie żywiliśmy do siebie takich uczuć, przypominaliśmy raczej brata i siostrę. Poza tym, zawsze podobał mi się ktoś inny.   Jakkolwiek bardzo podobało mi się w Akademii dla Alf, tęskniłam za domem. Tęskniłam za rodzicami i za naszymi pozostałymi przyjaciółmi z liceum (za tą garstką, którą miałam). Ludzie uczęszczający do tej szkoły byli w większości cholernie zadufani w sobie, przez co nie nawiązałam zbyt wielu dobrych przyjaźni. Większość dziewczyn trzymała się z daleka, zawsze onieśmielona moją mocą, albo chyba byłam po prostu zbyt chłopczycowata. Do tego wszystkie zazdrościły mi mojej relacji z Torianem i Calem. Chłopcy odzywali się do mnie tylko wtedy, gdy mnie podrywali, albo gdy musieli podczas treningów. Oni również byli onieśmieleni moją siłą. Nie mogę ich winić. Który Alfa chce za każdym razem dostawać łomot od dziewczyny, gdy tylko wchodzi ze mną na ring.   Nie zrozumcie mnie źle, poznałam tu kilku wspaniałych przyjaciół, to przyjaźnie, które mam nadzieję przetrwają nawet po naszym powrocie do Królewskiej watahy.   Dotarłam do drzwi żeńskiego akademika i skierowałam się na drugie piętro, gdzie znajdował się mój pokój. Szkoła dla Alf była przeznaczona dla przyszłych Alf, Lun, Bet, a także, jeśli było się wystarczająco bogatym, dla dowodzących trzeciego szczebla. Nie zaliczałam się do żadnej z tych grup, ale król chciał, abym była doskonale obeznana z każdym stanowiskiem, więc nie dość, że brałam udział w szkoleniach i zajęciach dla Alf, to jeszcze w lekcjach dla Lun (nudy). Mój ojciec twierdził, że potrzebuję szkolenia na Lunę, żeby mnie trochę „zmiękczyć” i żebym poznała jakieś kobiety w moim wieku, a do tego istniało prawdopodobieństwo, że ostatecznie zostanę przeznaczoną jakiegoś Alfy.   Po co mi były kobiety? Miałam mamę, by uświadomiła mnie w sprawach damsko-męskich, i moich dwóch najlepszych przyjaciół, by się z nimi włóczyć i wpadać w kłopoty.   Jednakże wchodząc do swojego pokoju (na szczęście z nikim go nie dzieliłam), pomyślałam o Valerie, z którą zdążyłam się poznać i zaprzyjaźnić w ciągu minionego roku. Zupełnie nic nas nie łączyło, a jednak świetnie się dogadywałyśmy. Valerie była przede wszystkim piękną dziewczyną, a zarazem pierworodną i jedyną córką Alfy watahy Przybrzeżnego Księżyca, a jej ojciec był pewien, że jej przeznaczonym zostanie jakiś Alfa, dlatego też wysłano ją tutaj. Miała piękne, kręcone, brązowe włosy i głębokie, brązowe oczy przy jasnej karnacji. Była ode mnie niższa, ale miała figurę, za którą można by zabić, i doskonale wiedziała, jak ubierać się tak, by rzucać na kolana. Była pyskata, uparta i przeklinała jak szewc, ale wszystko to robiła w delikatny, kobiecy sposób. Nigdy nie nosiła zbyt mocnego makijażu, nakładała go tylko tyle, by podkreślić swoje sarnie oczy i optycznie powiększyć usta.   Otworzyłam drzwi do swojego pokoju, zrzuciłam buty, po czym ściągnęłam sportowy stanik przez głowę i rzuciłam go na łóżko. W pokoju nie było wiele; podwójne łóżko, komoda i szafka w matowobrązowym kolorze, oraz kraciasta dwuosobowa kanapa i czerwony dywan rzucony na podłogę z twardego drewna. Dwoje pozostałych drzwi w pokoju prowadziło do garderoby i małej łazienki, w której znajdowały się umywalka, szafka z lustrem i prysznic, a wszystko to wyłożono białymi kafelkami.   Rzuciłam resztę ubrań na podłogę w łazience, odkręciłam wodę i weszłam pod prysznic, zmywając z ciała brud i pot. Szczególnie uwielbiałam to, gdy treningi były intensywne. Im bardziej brutalne, tym lepiej. Westchnęłam, gdy ciepła woda spłynęła po moim ciele. Dzisiaj nie miałam zbyt wielu siniaków, ponieważ nie sparowałam z instruktorami, a jedynie z Betami i Alfami. Nienawidziłam tego, zawsze oznaczało to, że muszę się ograniczać i nie pokazywać pełni swojej mocy.   Kiedy wyszłam, ubrałam się w czarne, obcisłe dżinsy i jasnoszary sweter z szerokim dekoltem, który opadał tuż nad moje biodra i lekko zsuwał się z ramion, a do tego włożyłam parę czarnych kozaków przed kolano. Valerie nalegała, żebym kupiła ten strój. Stwierdziła, że jestem zbyt seksowna, by cały czas nosić workowate dżinsy i t-shirty. I muszę przyznać, że uwielbiałam ten zestaw, był idealny na jesień, moją ulubioną porę roku.   Rozczesałam swoje rudo-blond włosy, nałożyłam odrobinę bezbarwnego błyszczyka i pociągnęłam rzęsy tuszem, by podkreślić moje zielone oczy. Nie wyglądałam najgorzej. Byłam wysoka, wyższa od przeciętnej wilczycy, mając nieco ponad 178 centymetrów wzrostu, i muskularna. Nie jak u kogoś podnoszącego ciężary, ale miałam ładnie wyrzeźbioną sylwetkę i wyraźnie zarysowane mięśnie brzucha. Dla niektórych mogłam być trochę onieśmielająca, zwłaszcza z moim jednym, naturalnym czarnym pasmem spływającym po lewej stronie włosów, muskularną budową i wzrostem.   – Co tam, suko! – Odwróciłam się i zobaczyłam sprężyste loki oraz głowę Valerie wsuwającą się przez drzwi. Skinęłam głową, dając jej znak, by weszła do mojego pokoju. Zazwyczaj po prostu wchodziła bez pytania. Nie jestem pewna, czy ona w ogóle wie, jak się puka.   – Więc po lekcjach wybieramy się na zakupy, żeby znaleźć dla ciebie strój na jutrzejszy wieczór? – powiedziała, siadając na skraju mojego łóżka.   Na terenie szkoły znajdował się „opuszczony dwór”, w którym starsi rocznikiem uczniowie urządzali imprezy. Instruktorzy i pracownicy szkoły przymykali oko na nasze imprezowanie, ale zawsze byli wystarczająco blisko, by upewnić się, że nie dzieje się nic drastycznego i sytuacja nie wymyka się spod kontroli. Czasami niektórzy z powracających, poprzednich Alf zaznaczali swoją obecność, jakby w roli przyzwoitek.   Zajęcia i treningi dla Alf można było przedłużać do momentu, aż było się gotowym na przejęcie watahy, lub do ukończenia 21 lat.   – Jasne, czemu by nie. Połączę się telepatycznie z Torianem i sprawdzę, czy on i Cal też chcą gdzieś z nami wyskoczyć. Jeśli nie masz nic przeciwko?   – Tak, brzmi super – odpowiedziała, wstając i wygładzając swoją beżową spódnicę do kolan oraz biały, podwijany kaszmirowy sweter. Na jej twarzy gościł delikatny uśmiech, któremu towarzyszył szelmowski błysk w oku.   Z tymi słowami obie wyszłyśmy z pokoju i zeszłyśmy na nasze zajęcia. Ona miała zajęcia dla Lun, a ja lekcję strategii. Jedynymi zajęciami, które miałyśmy razem, były te z projektowania, straszne nudy. Nigdy nie wyobrażałam sobie siebie dekorującej dom watahy czy wybierającej kolory na wydarzenia i zajmującej się wystrojem. Albo dobierającej i układającej kwiaty. Musiałam się z siebie zaśmiać. Podczas gdy Valerie miała oko do takich rzeczy, ja miałam oko do strategii bitewnej. Odziedziczyłam to po ojcu i byłam z tego dumna!   *Hej Tori, jesteś tam?* Spróbowałam połączyć się z nim telepatycznie i, rzecz jasna, od razu otrzymałam odpowiedź.   *Co tam, piękna? Właśnie wszedłem na zajęcia.*   *Valerie i ja wychodzimy po lekcjach poszukać czegoś do ubrania na jutro. Chcecie z Calem iść z nami, a potem wyskoczyć na coś do jedzenia?* Odczekałam kilka sekund, wiedząc, że pyta swojego Betę.   *Cal mówi, że tak, ha ha. Więc jasne, spotkajmy się po wszystkim przy moim samochodzie.* Na tym na razie zakończyliśmy telepatyczne połączenie.   Nasza czwórka zdecydowanie stanowiła zgrany zespół, a Valerie powitaliśmy w naszej małej grupie niemal natychmiast.   *****   Perspektywa Toriana   Cal i ja staliśmy, opierając się o mojego pick-upa, czekając, aż Nyx i Valerie do nas dołączą. Chciały pojechać kupić nowe stroje na jutrzejszą imprezę.   W piątkowe noce zawsze gdzieś odbywała się impreza, a w ślad za imprezą szły alkohol i wilczyce. Uśmiechnąłem się szeroko na tę ostatnią myśl. Jako Alfa i następca tronu, zawsze miałem wokół siebie dziewczyny; zdecydowanie przyciągałem laski jak magnes. Ale zawsze wiedziałem, że to kwestia mojego wyglądu, moich pieniędzy i tytułu. Nigdy mojego charakteru. Dla tych wilczyc łasych na pozycję nie miało to żadnego znaczenia.   Tak czy inaczej, w ciągu ostatnich kilku miesięcy nie należałem do tych, którzy odrzucali dobrze wyglądającą i chętną wilczycę. Trzymałem się dla swojej przeznaczonej, w przeciwieństwie do Cala, dopóki nie poszliśmy na jedną z takich imprez i nie wypiliśmy o wiele za dużo, a ja trafiłem na drobną brunetkę, której imienia nawet nie pamiętam, ale która była bardzo przekonująca, w efekcie czego jej usta oplotły mojego kutasa, a to doprowadziło do tego, że mnie dosiadła i moje hormony przejęły kontrolę.   W końcu zrozumiałem, dlaczego Cal był taką męską dziwką, a ja znalazłem się na najlepszej drodze, by stać się tym samym. Dużo alkoholu i uwodzicielska dziewczyna, a ja nie potrafiłem zapanować nad swoimi popędami. Żałosne, ale cóż, jestem facetem, w dodatku Alfą. Zazwyczaj mamy bardziej pierwotne żądze i z trudem przychodzi nam kontrolowanie tej strony naszych emocji. Zwykle dobry bieg, sparing lub seks pozwalały utrzymać nasze wilki w zadowoleniu.   – Więc będziemy mogli popatrzeć, jak dziewczyny przymierzają ubrania, racja? – zapytał Cal, wykrzywiając wargi w złośliwym uśmieszku.   Przewróciłem na niego oczami.   – Stary, zdajesz sobie sprawę, że one są dla nas jak siostry, co nie? – Teraz to on przewrócił na mnie oczami. Cal był zdecydowanym podrywaczem, dziewczyny nie mogły się oprzeć jego postawnej, wysokiej sylwetce i szelmowskim, piwnym oczom, w których zawsze tliła się jego skora do zabaw natura.   – O jasna Bogini! – zagwizdał cicho, gdy patrzyliśmy, jak dziewczyny zbliżają się do nas przez szkolne błonia. – Kiedyś, stary, kiedyś. Jeśli nie okaże się twoją przeznaczoną, o stary, jakże bardzo chciałbym, żeby te długie nogi owinęły się wokół mnie...   Przerwałem mu głuchym warknięciem.   – Dobra, dobra – powiedział. – Jest nietykalna, rozumiem. Każda wilczyca chce być jak ona i każdy wilk jej pragnie. – Westchnął i szturchnął mnie żartobliwie w ramię.   Warknąłem ponownie. Zanim jakikolwiek wilk by jej dotknął, musiałby przejść po moim trupie.   – Nie o to chodzi, jest dla mnie jak siostra. Wiesz o tym. I tak, doskonale zdaję sobie sprawę z tego, jak seksowna jest Nyx. A ja nie chcę słuchać, jak mój najlepszy przyjaciel, który również z nią dorastał, chce ją przelecieć! – Powoli podniosłem głos, stając się nieco poirytowanym tym, że Cal wciąż gapił się na zbliżające się dziewczyny.   Patrząc, jak Nyx i Valerie zmierzają w naszą stronę, nie mogłem nie zauważyć, w jak piękną kobietę zaczęła zmieniać się Nyx. Jej długie, rudo-blond włosy opadały na nagie ramiona, ledwie muskając czubki jej sterczących, pełnych piersi, które dziś okrywał dopasowany, obsuwający się z ramion szary sweter. Ciasne dżinsy opinały jej wyćwiczone uda i podkreślały pośladki w kształcie serca.   Nawet z tej odległości widziałem jej przenikliwe, szmaragdowe oczy pod ciemnymi rzęsami i pełne, wydatne usta. Jej długie kozaki miały niewielki obcas, przez co była prawie tak wysoka, jak większość wilczych samców. Wyglądała na silną, ale jednocześnie miała ciało supermodelki, a który dominujący samiec, Alfa, by tego nie pożądał?   Ja. Ja tego nie chciałem. Kłamstwa. Mój Boże, była piękna, a do tego widziałem ją nagą garść razy, odkąd mieszkała ze mną w Królewskich Komnatach Pałacu, oczywiście przez przypadek, a zanim opanowaliśmy telepatyczną więź, zdarzało nam się przypadkowo połączyć lub wyświetlać sobie nawzajem własne obrazy, nawet o tym nie wiedząc. Ale nie, potrafiłem docenić jej urodę i podziwiać figurę, a jednak po prostu nie umiałem patrzeć na moją Nyx w ten sposób. Była dla mnie siostrą, prawda?   Znów kłamstwa.   Może nie łączyła nas krew, ale byliśmy ze sobą związani niczym bliźnięta. Nasza więź wykuła się w dniu, w którym oboje przyszliśmy na świat pod mroźnym księżycem, po krwawej bitwie. A co więcej, odkąd w kruchym wieku zaledwie ośmiu lat była gotowa oddać za mnie życie, byliśmy praktycznie nierozłączni. Zawsze wiedzieliśmy, gdzie przebywa to drugie. Stała się moją obrończynią, co czasami bywało kłopotliwe, bo, rany, ależ mi z tego powodu dokuczano, że chroni mnie dziewczyna, ale wiedziałem też, jak silna i zacięta potrafi być, i nie chciałbym, żeby moich pleców pilnował ktoś inny. A to dręczenie w Królewskiej watasze ustało, gdy wszyscy inni zorientowali się, że ona też jest cholernie twardą sztuką.   Gdy miała piętnaście lat, mój ojciec zażyczył sobie, by przeniosła się z nami do królewskiego skrzydła, choć mieszkała zaledwie kawałek stąd. Chciał, by wraz ze mną uczyła się królewskich obowiązków, i stwierdził, że mieszkanie z nami zapewni jej lepsze wejrzenie w sprawę. Mnie nie wydawało się to tak dziwne, jak osobom spoza rodziny. Jej matka, ciocia Cor, była co najmniej wkurzona, ale ostatecznie zarówno ona, jak i jej mąż, wujek Jaxon, ustąpili i to zrozumieli.   Nyx była szkolona na Królową, a potem wysłano ją tutaj, do Akademii dla Alf.   Na początku sądziłem, że stało się tak dlatego, że wszyscy myśleli, iż ostatecznie zostaniemy sobie przeznaczeni, ale szybko odkryłem, że miało to o wiele więcej wspólnego ze strachem. Przynajmniej ze strony mojego ojca; czuł pewien strach przed Nyx i dlatego chciał trzymać ją blisko.   Nyx była silna i bystra, a z jej wilczycą należało się liczyć. Była silniejsza od każdego, kogo kiedykolwiek spotkałem lub znałem, włączając w to mnie i Króla, a ponieważ potrafiła zignorować rozkaz i oprzeć się władzy Króla, czyniło ją to niebezpieczną.   W wieku piętnastu lat, niezliczoną ilość razy podczas treningów w Królewskiej watasze, spuszczała manto naszemu Becie, a także swojemu Ojcu. Nie mam nawet pewności, czy ktokolwiek tutaj w Akademii dałby jej radę. Nawet biorąc pod uwagę jej wszystkie twarde umiejętności i moc, w głębi serca pozostawała wrażliwa.   Była miła, o ile nie nadepnęło się jej na odcisk lub nie zagroziło mnie, a jej serce było czyste i delikatne; miała piękne spojrzenie na świat i we wszystkich ludziach oraz sytuacjach starała się dostrzegać to, co najlepsze. Jej łagodniejszej strony nie miało okazji zobaczyć wielu, ale ja tak, i z tego powodu czułem potrzebę chronienia jej przed światem. Ona chroniła mnie przed zagrożeniami, a ja chroniłem jej serce.   Zatem nigdy nie mógłbym postrzegać jej jako kogoś więcej niż siostrę, prawda?   Miłość, jaką do niej żywiłem, rosła z każdym dniem. I miałem nadzieję, że pewnego dnia odnajdzie swojego przeznaczonego w naszej watasze, by już nigdy nie musiała mnie opuszczać. Nie sądzę, bym zniósł jej brak u swego boku; tak blisko i mocno byliśmy ze sobą związani.   Cal odepchnął się od boku mojego pick-upa i wyciągnął ramiona do zbliżających się dziewczyn.   – Mówię tylko, Torianie, że gdyby taka okazja sama wpadła mi w ręce, to nigdy bym Nyx nie odepchnął. – Zrobił krok w ich stronę i objął Nyx jednym ramieniem, wciskając się między dziewczyny, po czym zarzucił drugie ramię na barki Valerie.   Przyciągnąłem Nyx do swojego boku, całując ją w skroń na ciepłe powitanie, po czym wszyscy wsiedliśmy do pick-upa i ruszyliśmy w stronę miejskiego centrum handlowego. Lecz nie zanim posłałem Calowi ostrzegawcze spojrzenie, które spotkało się z szelmowskimi oczami i równie szelmowskim uśmiechem. Pieprzony Cal.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Розділ 2 – Ukoronowany przez Cienie: Nieujarzmiona Tarcza Króla | Czytaj powieści online na beletrystyka