Podróż powrotna do naszego budynku minęła w znacznej ciszy. Ulice Nowego Jorku były tłoczne, a ruch uliczny szalony, więc zajęło nam to trochę dłużej, niż się spodziewaliśmy. Czasami, gdy zatrzymywaliśmy się na światłach, Sebastian patrzył na mnie, dopóki czerwone światło nie zmieniło się na zielone. Wiem to, bo mimo że wzrok miałam wbity w ludzi przechodzących po chodniku, czułam jego spojrzenie
















