Słowa Sebastiana nie uderzają mnie jak cios, ale odbierają mi dech i sprawiają, że moje oczy wilgotnieją. Potrzebuję kilku chwil, by zrozumieć, co on mówi... że każe mi należeć do niego.
Nie pogania mnie, nie porusza się, ani nawet nie mruga... Po prostu patrzy mi prosto w oczy, czekając na odpowiedź, która zniknęła z czubka mojego języka.
Biorę głęboki oddech, spoglądając na nasze splecione palce
















