Gdzie jest Kaelen? Wielokrotnie próbowałem nakłonić kogoś do poszukiwań mojego najlepszego przyjaciela, ale wszyscy zdają się mnie ignorować. Cóż, nie wszyscy. Ojciec Kaelena, beta Alistair, wysłał grupy poszukiwawcze, ale wciąż wracają z niczym.
Jak Kaelen mógł tak po prostu zniknąć? Wiem, że musi teraz bardzo cierpieć. Widziałem to na jego twarzy, gdy alfa Mordecai ogłosił, że jego syn, Vance, w końcu odnalazł swoją mate.
Chciałem wstać i wykrzyczeć, że ta dziewczyna nie jest mate’em Vance’a, ale nie mogłem. Ktoś taki jak ja nie może sprzeciwić się alfie Mordecaiowi. Kaelen mógłby to zrobić, ale wiedziałem, że tego nie zrobi. Przez ostatnie dwa lata ukrywał tożsamość swojego przeznaczonego przed wszystkimi poza mną. Zostało mu tylko kilka miesięcy, zanim Vance skończy osiemnaście lat i sam będzie mógł odnaleźć swojego mate'a. Ale to wszystko legło w gruzach w jednej chwili.
Gdyby tylko Kaelen powiedział swojemu tacie, beta Alistair byłby w stanie coś zrobić i prawdopodobnie powstrzymałby cały ten bałagan. Nie dość, że Kaelen został pozbawiony swojego prawdziwego przeznaczonego, to jeszcze prawdziwy mate tej dziewczyny, kimkolwiek jest, również został pokrzywdzony.
Tyle istnień zostało zmienionych i po co? Dla sojuszu? Mam nadzieję, że Bogini Księżyca da tym idiotom nauczkę.
Moim jedynym promieniem nadziei jest to, że wciąż czuję Kaelena przez link. Zablokował watahę przed łączeniem się z nim, ale wciąż żyje. Wiem, że beta Alistair i jego żona też to czują, ale to nie pomaga nam w jego lokalizacji. Nie wiem, co zrobię, jeśli to połączenie z Kaelenem wygaśnie. Nie. Nie będę o tym myśleć. To się nie stanie.
Mijają tygodnie, odkąd Kaelen odszedł. Ja też nie mogłem jeszcze opuścić watahy i wrócić na uniwersytet. I tak by to nic nie dało. Nie potrafię się skupić na niczym innym niż odnalezienie Kaelena.
Ech. Czy myślicie, że jeśli poproszę betę Alistaira, żeby pozwolił mi pójść szukać Kaelena, to się zgodzi?
Rozglądam się po salonie w domu watahy. Zastanawiam się, czy ktoś poszedłby ze mną, gdybym ruszył.
Nagle krew zaczyna mi wrzeć w żyłach, gdy mój wzrok pada na Vance’a i tę wywłokę. O, przepraszam. Ma na imię Lylah. Nawet jej imię brzmi tak, jakby zbyt mocno starała się uchodzić za arystokrację.
Nie mogę na nich długo patrzeć, bo Lylah ma ramię przerzucone przez bark Vance’a, siedząc na oparciu kanapy, podczas gdy on siedzi z kontrolerem w dłoni. Nie mogę powstrzymać się od złośliwego śmiechu w duchu na widok tego, jak ta zdzira próbuje ocierać się biodrem o ramię Vance’a, podczas gdy on całkowicie ją ignoruje, skupiając się na grze.
Choć uważam to za zabawne, muszę walczyć z odruchem wymiotnym, ponieważ Lylah upina włosy tak, by dumnie eksponować swój znak. Ten znak powinien być na szyi Kaelena, a nie jej. Kaelen chce być szczęśliwy ze swoim mate’em, ale mu na to nie pozwolono.
Mam nadzieję, że kiedy odnajdę swojego mate’a, nie będę musiał przechodzić przez to samo co Kaelen. Cóż, jedno wiem na pewno. Odgryzę mu jaja i wepchnę do gardła, jeśli zrobi coś takiego jak Vance.
Och, nie myślmy o tym teraz. Najpierw musimy znaleźć Kaelena, a potem będę się martwić o swojego mate’a.
Ech. Co ja mam zrobić?
Odwracam wzrok od Vance’a i Lylah, rozważając swoje opcje. Jednak bez względu na to, ile razy o tym myślę, jest tylko jedno wyjście. Muszę iść go szukać.
Nigdy nikomu o tym nie mówiłem, ale mam zdolność wyczuwania, gdzie znajdują się niektóre osoby. Od najmłodszych lat zawsze potrafiłem powiedzieć, gdzie jest Kaelen, zanim go w ogóle zobaczyłem. Nie umiem tego wyjaśnić, ale zdaje się, że łączy nas jakaś więź. Podobną więź mam z rodziną i kilkoma innymi osobami.
Dlatego wiem, że Kaelen wciąż żyje. Czuję go i wiem, że jest gdzieś na północny wschód od naszej watahy.
Wzdycham, podejmując decyzję. Naprawdę mam tylko jedno wyjście. Muszę poprosić betę Alistaira o pozwolenie, by spróbować odnaleźć Kaelena na własną rękę.
Kieruję się w stronę korytarza i wychodzę z pokoju, starając się z całych sił ignorować Vance’a i tę sukę.
***
Beta Alistair zatrzymuje samochód przy lokalnym dworcu autobusowym i wyłączając silnik, mówi: — Chcę, żebyś meldował się codziennie, bez względu na wszystko. Nie chcę mieć dwóch zaginionych omeg z naszej watahy. Żałuję, że nie zgodziłeś się, by ktoś ci towarzyszył. Nie masz pojęcia, jak niebezpiecznie jest tam na zewnątrz, zwłaszcza dla omegi.
Wciąż nie mogę uwierzyć, że beta Alistair mi na to pozwala. Mam jednak wrażenie, że nie pytał o to alfy Mordecaia. Cóż, alfa nie wydaje się zbyt przejęty losem jakiejś tam omegi, nawet jeśli to syn jego bety.
Wygląda na to, że niedaleko pada jabłko od jabłoni. Wciąż nie powinno mnie dziwić, że to alfa Mordecai wpadł na ten durny plan, by połączyć Vance’a z kimś innym niż jego prawdziwa mate. Wiem, że jego wilk to czuje. Po prostu nie rozumiem, dlaczego sam Vance nie potrafi się w tym połapać. Poza tym, czy alfa Mordecai zapomniał, że Lylah będzie trudno urodzić dziedzica, skoro Vance nie jest jej przeznaczonym? To oczywiste, że w pewnym momencie Vance będzie musiał mieć następcę, by kontynuować linię i prowadzić watahę w przyszłości. Jak zamierza to zrobić, skoro Lylah nie zachodzi w ciążę?
Chryste. Dlaczego ja się w ogóle tym martwię? Muszę skupić się na Kaelenie.
Zerkam na betę Alistaira i potakuję. — Wiem. Będę dzwonił co wieczór i mówił ci, co udało mi się ustalić. Nie zapomnę. Obiecuję.
Beta Alistair odwraca się na siedzeniu w moją stronę. — I nie zapomnij dzwonić też do rodziców.
Uśmiech przemyka mi przez twarz, gdy kiwam głową. — Nie zapomnę. Nie martw się.
Odpiera się o oparcie fotela i sięga do wnętrza marynarki. Wyciąga plik gotówki i podaje mi go. — Masz, to pieniądze. Nie zgub ich. Nie będę mógł przekazać ci więcej bez wiedzy innych osób.
Patrzę na plik banknotów. Nie muszę pytać, co ma na myśli. Nie przyznając tego wprost, właśnie potwierdził moje przypuszczenia. Nigdy nie poprosił alfy Mordecaia o zgodę na moje poszukiwania Kaelena. Więc nie może pozwolić, by ktokolwiek dowiedział się, że go szukam.
Kiwam głową i mruczę: — Dzięki. Będę ostrożny.
Biorę pieniądze, odliczam tyle, by starczyło na bilet autokarowy, a resztę chowam do kieszeni. Muszę sprawić, by to wystarczyło, ale wciąż mam nadzieję, że dość szybko znajdę Kaelena.
Zerkam znów na betę Alistaira. Nie wiem, czy to przez poranne słońce, czy on traci zdolność ukrywania emocji, bo po jego grymasie i zmarszczkach na czole wyraźnie widzę, że jest pełen obaw. Nie będę kłamał. Ja też bardzo się martwię. Minął już miesiąc, odkąd Kaelen zniknął.
Jedynym powodem, dla którego beta Alistair w końcu zgodził się mnie puścić, było to, że nie dawałem mu spokoju. Do tego, gdy ostatnie poszukiwania nic nie dały, alfa Mordecai odmówił wysłania kogokolwiek innego. Beta Alistair nie mógł tego znieść. Chce odnaleźć syna.
Wyciągam rękę i delikatnie klepię betę Alistaira po ramieniu, mówiąc cicho: — Znajdę go. Obiecuję.
Beta Alistair patrzy na mnie i przez kilka chwil po prostu mierzymy się wzrokiem. Nie musimy nic mówić. Oboje wiemy, że to nasza ostatnia i jedyna szansa. Tym razem musi się udać.
Po kilku minutach beta Alistair bierze głęboki oddech i powoli kiwa głową.
Mruczę cicho: — Dzięki. — Nie czekam na odpowiedź bety Alistaira, otwieram drzwi i wysiadam. Szybko zabieram moją dużą torbę z tylnego siedzenia i odchodzę od samochodu w stronę dworca.
Mam nadzieję, że to zadziała. Jedyne, co wiem na pewno, to to, że muszę kierować się na północny wschód. Może gdy zbliżę się do Kaelena, poczuję jego obecność mocniej i wtedy będę wiedział na pewno, dokąd iść.
Beta Alistair patrzy na plecy Ellisa, gdy ten znika w budynku dworca. Ellis jest jego ostatnią nadzieją. Jeśli on nie znajdzie Kaelena, nie wie, co zrobi. Nie chce się poddawać, ale co mu zostało?
Gdyby beta Alistair tylko wcześniej wiedział, że Kaelen jest prawdziwym mate’em Vance’a, mógłby powstrzymać ten koszmar. Jednak nawet nie zaprotestował, gdy alfa Mordecai ogłosił, że to Lylah jest przeznaczoną Vance'a.
Beta Alistair powinien był wiedzieć, że alfa może się mylić, ale uwierzył mu, gdy ten powiedział, że to Lylah twierdzi, iż Vance jest jej mate’em. Tak, Lylah jest starsza i to samo w sobie nie wzbudziło podejrzeń. Jednak powinien był zdać sobie sprawę, że coś jest nie tak, gdy po raz pierwszy zobaczył Lylah wchodzącą do domu watahy. Była zbyt spokojna.
Gdyby naprawdę była mate’em Vance’a, mając dziewiętnaście lat, powinna była trochę oszaleć z nadmiaru emocji przy swoim przeznaczonym. Jednak w ogóle nie wydawała się do niego lgnąć.
Teraz beta Alistair wie, że to wszystko była chora gra.
Jest też pewien, że za tą farsą stoi alfa Mordecai. Cóż, sąsiednia wataha pewnie jest zachwycona nowym sojuszem, ale nie zdołaliby podejść tak blisko Vance’a, gdyby nie pomoc jego własnego ojca. Beta Alistair wciąż jednak próbuje pojąć, dlaczego alfa zrobiłby coś takiego własnemu synowi.
Czy alfa zapomniał, że Vance i tak będzie czuł się zagubiony? Tak, więź z Lylah powstanie, ale nie będzie taka, jak z prawdziwym przeznaczonym.
Beta Alistair wzdycha, przeczesując palcami włosy. Jak on ma naprawić ten bałagan? I czy w ogóle da się go naprawić?






![Ocalony przez Alfę: Blizny Noaha [MM]](https://cos.ficspire.com/2026/03/27/2f8b2936c0ba4205abe3cbe5f4a6913c.jpg?imageMogr2/crop/160x200/gravity/center)







![Ocalony przez Alfę: Blizny Noaha [MM]](https://cos.ficspire.com/2026/03/27/2f8b2936c0ba4205abe3cbe5f4a6913c.jpg?imageMogr2/crop/64x96/gravity/center)

