Męska Luna Sekretnej Watahy

Męska Luna Sekretnej Watahy

Autor: Dante Moretti

Rozdział 3 - Kaelen
Autor: Dante Moretti
1 cze 2026
W co ja się wpakowałem? Idę za Vaxenem do jego części rezydencji. Nawet nie wiem, gdzie jest moja torba. Krótko po tym, jak usiadłem do posiłku, jedna z członkiń watahy ją zabrała. Powiedziała, że zaniesie ją do mojego pokoju, ale nie mam pojęcia, gdzie on jest. Teraz idę za Vaxenem przez rozmaite korytarze, co przypomina bardziej labirynt niż dom. Vaxen powiedział mi zaraz po spotkaniu, że męskie omegi muszą się trzymać razem, ale co to właściwie oznacza? Czekaj. Czy to znaczy, że muszę spać w tym samym pokoju co Vaxen? Nigdy z nikim nie dzieliłem łóżka. Planowałem to robić tylko z moim mate’em. Chryste. Dlaczego znowu musiałem o nim pomyśleć? Z opuszczoną głową przygryzam dolną wargę, starając się powstrzymać łzy, które znów cisną mi się do oczu. Przez ostatnie kilka dni chyba wypłakałem już wystarczająco dużo za tym idiotą. Wiem, że mój wilk za nim tęskni, ale on nie jest już moim przeznaczonym. Cóż, technicznie rzecz biorąc, mógłby być, ale nie zamierzam wracać i o niego walczyć. Nie jestem głupi. Wiem, kiedy walka jest z góry przegrana. Poza tym on już naznaczył tę dziewczynę. Mój wilk czuł ból i zdradę w chwili, gdy to zrobił. Na szczęście byłem już wystarczająco daleko od watahy, że nie musiałem już biec z pełną prędkością. Nie przestałem jednak uciekać, ale ból był zbyt silny, by kontynuować galop. Zwolniłem do marszu i znosiłem cierpienie, dopóki nie zelżało i nie mogłem znów zacząć biec ile sił w łapach. Vaxen zwalnia i idzie obok mnie, gdy dalej przemierzamy korytarze. Nic jednak nie mówi. Czy on wie, przez co przechodzę? Nagle przypominają mi się słowa Silasa z dworca autobusowego. Skąd on wiedział, że przed czymś uciekam? Mogłem przecież po prostu jechać w odwiedziny do rodziny. On tego nie wiedział. Jednak wyraz jego oczu niemal sprawia, że myślę, iż jednak wiedział. Ale jak? Gdy warga zaczyna mi drżeć, a łzy napływają do oczu, grożąc wypłynięciem, Vaxen kładzie mi ramię na ramieniu i przyciąga mnie mocno do siebie. — Nie martw się, Shane. Nie zamierzam zrobić ci nic złego. Chcę cię tylko chronić. Samiec omega to rzadkość, a ty ostatnio miałeś tak ciężki czas. Skąd on to wie? Czy powiedziałem coś, czego nie pamiętam? Vaxen dodaje łagodnie: — Jest wiele rzeczy, które czynią naszą watahę wyjątkową i mam nadzieję, że z czasem nauczysz się je akceptować. Jednak dzisiejszy wieczór nie jest porą na takie rozmowy. Najpierw chcę, żebyś poczuł się swobodnie, a jutro porozmawiamy o tym, czy chciałbyś zostać w naszej watasze. Jeśli zdecydujesz się zostać, na co mam nadzieję, omówimy twoją rolę, ale teraz musisz się przespać. Dlaczego mam przeczucie, że istnieje powód, dla którego ta wataha pozostaje w ukryciu? Powoli kiwam głową. Vaxen delikatnie gładzi mnie po ramieniu, wciąż mnie obejmując. — Dobrze. Umieściłem cię w pokoju tuż obok mojego, w sekcji alfy. Przez całą dobę są tu strażnicy, nawet jeśli ich nie zauważasz, a ta część domu ma grupę ochrony i wymaga kodów dostępu, by wejść. Pokażę ci, jak się wchodzi i podam kody, żebyś mógł swobodnie wychodzić i wracać. Nikt poza nami nie ma wstępu do tej sekcji, chyba że kogoś wezwiemy. Jeśli zastanawiasz się dlaczego, to po to, bym podczas rui miał bezpieczne miejsce do czasu jej zakończenia. Odkąd mój mate odszedł, wciąż miewam ruję i niestety nie byłem świadomy tego faktu, dopóki się to nie stało. Ten pierwszy raz był dość przerażający, nawet będąc alfą watahy. Potakuję. Jednak ciekawość wygrywa i mruczę cicho: — Jak to możliwe, że jesteś omegą, a jednocześnie alfą watahy? Nie sądziłem, że to wykonalne. Z ust Vaxena wyrywa się śmiech. — Cóż, to jedna z różnic w naszej watasze. Opowiem ci o tym jutro szczegółowo, ale teraz musisz odpocząć. — Przerywa na chwilę, po czym dodaje: — Przestań przez niego płakać. Jest głupi, jeśli wierzy, że tamta dziewczyna jest jego przeznaczoną. Jest wciąż zbyt młody, by zrozumieć różnicę między pożądaniem a więzią mate. Lepiej, że pozbyłeś się go teraz. Tutaj dobrze się tobą zaopiekujemy. Co? Skąd on to wie? Nikomu nic nie mówiłem i nie jestem połączony z watahą, żeby przypadkiem im to przekazać przez link. Nie. Musi być w tym coś więcej. Kiedy byłem połączony ze swoją starą watahą, nikt nie potrafił tak czytać w moich myślach. Vaxen upomina: — Nie martw się tym dzisiaj. Wkrótce ci wszystko powiem. Ciągnie mnie mniejszym korytarzem w stronę małego płaskiego ekranu wbudowanego w ścianę po prawej stronie stalowych drzwi, podczas gdy jeden strażnik stoi po ich lewej stronie. Gdybym był w banku, pomyślałbym, że za drzwiami znajduje się skarbiec, ale tak nie jest. Gdy podchodzimy do drzwi, Vaxen przyciąga mnie do ekranu. Zauważam też moją torbę leżącą w kącie. Ach, więc jednak nie zanieśli jej do mojego pokoju, ale nie mam im tego za złe. Vaxen puszcza moje ramię i podchodzi do ekranu. — To system dwustopniowy. Najpierw musisz położyć dłoń na ekranie, a potem wpisać kod bezpieczeństwa. Jedyną osobą, która ma dostęp do tej strefy, jest mój beta, Rhys. Jeszcze go nie poznałeś. Wyjechał w sprawach watahy, ale niedługo wróci. Stoję w milczeniu i patrzę, jak Vaxen kładzie dłoń na ekranie. Po kilku sekundach u góry ekranu błyska jego imię. Zabiera dłoń, a wtedy pojawia się klawiatura. Vaxen wpisuje kod. Klik. Klik. Klik. Chryste. Ile zamków jest w tych drzwiach? Przynajmniej wiem, że będę bezpieczny, kiedy nadejdzie moja ruja. Czekaj. Jeszcze nigdy nie miałem rui. Dlaczego? Czy dlatego, że mój mate był ode mnie o tyle młodszy? Vaxen podnosi moją torbę, a potem kładzie mi dłoń na plecach, gdy strażnik otwiera drzwi. Vaxen mówi cicho: — Wejdźmy do środka, oprowadzę cię. Gdy tylko przechodzimy przez próg, Vaxen zatrzymuje się tuż za drzwiami. Zerka przez ramię i czeka, aż drzwi się zamkną. Klik. Klik. Klik. Kiedy ma pewność, że wszystkie zamki znów zaskoczyły, uśmiecha się i przenosi uwagę na mnie. — Najpierw wprowadzimy cię do systemu, żebyś mógł wchodzić i wychodzić, kiedy zechcesz. Podaje mi torbę, po czym podchodzi do obrazu wiszącego na ścianie przy drzwiach. Przesuwa palcem pod obrazem, a ten nagle się otwiera. Patrzę z podziwem. Moja stara wataha nie ma niczego takiego. Jako syn bety stada, wiedziałbym o takich rzeczach. Jedyne, co mamy choć trochę podobnego, to zabezpieczenia schronu na wypadek ataku. Vaxen chichocze, zaczynając pisać na kolejnym płaskim ekranie ukrytym za obrazem. — Nie martw się. Nasz schron też ma zabezpieczenia, ale nie takie jak to. To jest zarezerwowane tylko dla spraw najwyższej wagi, a ja chyba kwalifikuję się do tej kategorii. Kończy pisać i powoli się odwraca. — A teraz ty też. Podejdź tutaj i daj systemowi zeskanować swoją dłoń. Potem ustawimy twój kod dostępu. To wszystko jest zbyt trudne do ogarnięcia. Nie narzekam jednak i podchodzę bliżej Vaxena. On delikatnie bierze moją dłoń i przyciska ją do ekranu. Po kilku chwilach na ekranie błyska moje imię: Shane. Vaxen puszcza moją rękę, a ja dalej gapię się w ekran. Vaxen odwraca głowę w moją stronę i pyta: — Masz jakieś preferencje co do pięciocyfrowego numeru bezpieczeństwa? Zastanawiam się chwilę, ale nic nie przychodzi mi do głowy. Powoli kręcę głową. Vaxen znów skupia się na ekranie. — W porządku. Nie chcemy, żeby to było coś zbyt łatwego do odgadnięcia, więc może ja po prostu wybiorę. Vaxen wpisuje numer. Kiedy kończy, odwraca się do mnie z uśmiechem. — Wybrałem 22020. To oznacza dwie omegi i rok 2020, w którym się poznaliśmy. Zapamiętasz to? Lekki uśmiech rozjaśnia moją twarz, gdy kiwam głową. — Tak. Myślę, że zapamiętam. Vaxen wraca do ekranu, wpisuje jeszcze kilka rzeczy, po czym cofa się i zamyka obraz. Czekam w milczeniu, obserwując Vaxena. Jak na kogoś, kto jest omegą, bije od niego pewność siebie i zdecydowanie. Powiedziałem to już raz, gdy tylko o nim usłyszałem, ale nie mogę przestać o tym myśleć. Chciałbym być taki jak on. Nie dbałbym o to, czy mam aurę alfy jak on. Chcę po prostu być pewny siebie. Nie podoba mi się to, że ukrywałem tyle rzeczy przed rodziną i przyjaciółmi. Tylko Ellis wie o części moich zmagań. Jest jedynym, który wie, że odnalazłem swojego przeznaczonego dwa lata temu i milczałem, czekając na dzień, w którym on skończy osiemnaście lat i sam mnie odnajdzie. Serce znów nagle mnie boli. Dlaczego musiałem o nim pomyśleć? Vaxen delikatnie łapie mnie za ramię i prowadzi dalej korytarzem. — Moja strefa jest jak małe mieszkanie wewnątrz domu. Mam tu wszystko, więc podczas rui nie muszę po nic wychodzić. Mam własną kuchnię, pralkę i suszarkę, więc sam piorę swoje rzeczy. Do tego mam małą siłownię, żebym mógł ćwiczyć, gdy jestem tu zamknięty. Prowadzi mnie korytarzem, mijamy kilka drzwi. Wskazuje palcem na drzwi po prawej i mówi: — To siłownia, a pokój naprzeciwko to mój gabinet. Nasze sypialnie są na drugim końcu mieszkania. O, nie martw się. Każdy z nas ma własną łazienkę przy sypialni. Kuchnia i salon są pośrodku, a pralnia tuż obok kuchni. Pozwalam Vaxenowi prowadzić się korytarzem i potakuję. Przynajmniej to mieszkanie jest na tyle proste, że chyba się tu nie zgubię. Wiem, że na pewno zgubię się w rezydencji przez te pierwsze kilka tygodni, próbując się w niej odnaleźć. Wiem, że Vaxen ciągle nazywa to domem, ale to w niczym nie przypomina zwykłego domu. Jest po prostu zbyt wielkie. Gdy wchodzimy do salonu połączonego z kuchnią, szczęka mi niemal opada na podłogę. Kurczę. Przesadziłem. Salon jest ogromny i to nie jest zwykły salon. Wygląda też na pokój gier. Do tego otwiera się na jadalnię, za którą przez drzwi widzę kuchnię. O mój Boże. Z tego co widzę, kuchnia też wygląda na gigantyczną. Powinienem był wiedzieć, że pokoje Vaxena nie będą wyglądać jak zwykła przestrzeń. Nic w tej rezydencji nie jest normalne. Vaxen cicho chichocze i rzuca: — Chodź. Pokażę ci twój pokój i będziesz mógł się wykąpać. Pójdę sprawdzić, czy mam jakieś dodatkowe ubrania, które będą na ciebie pasować. Po raz kolejny po prostu kiwam głową. Czy ja się kiedykolwiek do tego przyzwyczaję?

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 3 - Kaelen – Męska Luna Sekretnej Watahy | Czytaj powieści online na beletrystyka