Męska Luna Sekretnej Watahy

Męska Luna Sekretnej Watahy

Autor: Dante Moretti

Rozdział 2 - Kaelen
Autor: Dante Moretti
1 cze 2026
Strach powoli zaczyna mnie pochłaniać, bo w mojej głowie kłębią się kolejne pytania. Czy mnie polubią? Czy to pokojowa wataha? Czy naprawdę pozwolą mi zostać? Potem myśli stają się mroczniejsze. Czy zmuszą mnie do niewolniczej pracy? Chryste. Czy spróbują mnie wykorzystać seksualnie? NIE!! WCIĄŻ JESTEM DZIEWICĄ! Nie mogą tego zrobić. Cholera. Wciąż nie miałem swojego pierwszego pocałunku. Czekałem na mojego mate’a, ale to się już nigdy nie stanie. On już naznaczył i połączył się z córką alfy z innej watahy. O nie, muszę przestać o tym myśleć. Jestem pewien, że to wszystko, o czym myślę, na pewno się nie wydarzy. Muszę zaufać Bogini Księżyca. Silas zatrzymuje samochód przed ogromnym domem. Nie. To nie jest dom. To cholerna rezydencja. Wielka posiadłość. Co to za wataha? Wychylam się do przodu na siedzeniu, a szczęka mi opada. Prawdopodobnie w tej rezydencji zmieściłyby się wszystkie budynki mojej watahy i jeszcze zostałoby miejsce na budynki innych stad. Cichy śmiech wypełnia wnętrze samochodu. Ja jednak nie mogę oderwać wzroku od posiadłości. Za nią i po bokach widzę więcej budynków, które też są duże, ale żaden nie dorównuje temu głównemu. Silas odzywa się łagodnie: — To całkiem spory dom. Chyba powinienem był cię uprzedzić. Z oczami wciąż utkwionymi w rezydencji powoli kiwam głową. Nawet nie wiem, co powiedzieć. Co się mówi w takiej sytuacji? Silas szturcha mnie w ramię. — Chodź. Musimy wejść, zanim zacznie się posiłek, inaczej te urwisy wszystko zjedzą i nic nam nie zostawią. Otwiera drzwi od strony kierowcy i wysiada. Ja jednak wciąż jestem w szoku. Jakoś udaje mi się otworzyć drzwi pasażera i wysiąść z auta, ale usta odmawiają mi posłuszeństwa. Cicho idę za Silasem w stronę rezydencji. Otwiera drzwi i przepuszcza mnie przodem. Nadal nie wiem, dokąd idę, i zatrzymuję się tuż za progiem, mrucząc: — Dziękuję. Silas uśmiecha się i wchodzi do przedpokoju, zamykając za sobą drzwi. Mam wrażenie, że całą pewność siebie zostawiłem w samochodzie. Nigdy wcześniej nie byłem w takiej sytuacji. Dłonie zaczynają mi się pocić i drżeć. Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Silas mija mnie i idzie w głąb rezydencji. Lekko spuszczam głowę i idę tuż za nim. Nie chcę się tu zgubić. Myślę, że nigdy nie znalazłbym wyjścia. Po kilku krokach wchodzimy do czegoś, co wygląda jak salon, ale mogłoby też uchodzić za salę gier, biorąc pod uwagę te wszystkie konsole, gry i fotele gamingowe. Cóż, nie trzeba być geniuszem, żeby stwierdzić, że lubią tu grać. Lekki uśmiech przemyka mi przez twarz, ale szybko znika, gdy idziemy dalej, a głosy stają się coraz głośniejsze. Czekaj. Czy oni się o coś kłócą? Cholera. Czy to oznacza, że to wataha wojowników? Ojciec powiedział mi kiedyś, że stada urodzonych wojowników często kłócą się o najprostsze rzeczy. Czy pasowałbym do watahy wojowników? Och, nie wiem, czy to był dobry pomysł. Chwytam rąbek koszulki i zaczynam się nim bawić. Silas lekko klepie mnie po ramieniu. — Shane, uspokój się. Nic ci nie zrobimy. Jesteśmy pokojową watahą. Co prawda jesteśmy tajni i bardzo dobrze ukryci, ale pokojowi. Nie zdziwiłbym się, gdybyś nigdy wcześniej o nas nie słyszał. Zerkam w stronę korytarza, z którego dobiegają coraz głośniejsze głosy, i powoli kręcę głową. — Ojciec nigdy nie wspominał o żadnych watahach w tej okolicy. Chodziłem do ludzkiego liceum i college'u, więc oczywiście oni też nie wspominali o żadnych wilkołakach. Na twarzy Silasa pojawia się lekki uśmiech. — A czego uczyłeś się o tej okolicy w szkole? Zastanawiam się chwilę. Czego się uczyłem? Czy te tereny były dobre dla rolnictwa? Myśl, Kaelen. To nie jest trudne pytanie. Czekaj! Pamiętam! Nagle podnoszę głowę i wołam: — Biznes. W tej okolicy działają jedne z największych i najpotężniejszych firm w kraju. Nauczyciele mówili nam też, że to wszystko ludzkie firmy. Silas śmieje się pod nosem i kręci głową. — Cóż, masz częściowo rację. Mamy tu jedne z największych i najpotężniejszych firm w kraju, ale te wielkie korporacje są w całości własnością wilkołaków i przez nich są prowadzone. Nasz alfa, Vaxen, wraz ze swoim ojcem, poprzednim alfą, są ich właścicielami i nimi zarządzają. Przekrzywiam głowę i pytam: — To dlaczego część watahy pracuje gdzie indziej, jak ty jako kierowca autobusu? Silas klepie mnie po ramieniu nieco mocniej. — Nie każdy z nas nadaje się do pracy w biurze. Poza tym mam dodatkowy powód, dla którego jestem kierowcą. Dodatkowy powód. Jaki? Zdezorientowany mruczę: — Jaki? On patrzy przed siebie na wielkie, dwuskrzydłowe drzwi i rzuca: — Możesz nazywać mnie strażnikiem bramy. Strażnikiem bramy? Co to ma znaczyć? Zanim zdążę zapytać, Silas podchodzi i chwyta za klamkę. — Jesteśmy na miejscu. Młodzi mogą być trochę hałaśliwi, więc się nie zdziw. Kiwam głową. — Dobrze. Silas otwiera drzwi, hałas natychmiast ustaje i w pomieszczeniu zapada całkowita cisza. To już teraz. Silas wchodzi do jadalni. Przez chwilę się waham i biorę głęboki oddech. Po kilku sekundach niepewnie wchodzę do jadalni i powoli omiatam wzrokiem pomieszczenie. Kurczę. Ale tu dużo wilkołaków. Potrzeba by co najmniej trzech moich watah, żeby dorównać liczbie wilkołaków w tym pomieszczeniu. Kolana zaczynają mi drżeć, więc robię kilka małych kroków, by zbliżyć się do Silasa. Jest jedyną osobą, którą znam, i był dla mnie tak miły. Silas odchrząkuje i ogłasza: — Wszyscy, to jest Shane. Nie muszę wam wiele mówić. Większość z was już czuje, a tym, którzy jeszcze nie wiedzą, powiem, że musiał opuścić swoją watahę. Zanim Silas może kontynuować, przystojny chłopak występuje do przodu i idzie w naszą stronę. — Zgodziłem się, by Shane u nas został, więc proszę, ugośćcie go serdecznie. Ponieważ jest jedynym innym samcem omega, jakiego poznałem, zamieszka ze mną, abym miał pewność, że nikt mu nie zrobi krzywdy. Zrozumiano? Wszyscy w pokoju natychmiast wykrzykują: — Tak, Alfo. Czy pomyślałem, że jest przystojny? On nie jest tylko przystojny, jest piękny. Myślałem, że mój przyjaciel Ellis jest jedynym pięknym facetem, ale byłem w błędzie. Vaxen jest olśniewający, a przecież nawet nie jest moim mate’em. Cóż, Ellis też nim nie jest, a też uważam go za pięknego. Vaxen uśmiecha się do mnie, idąc w moją stronę. Gdyby Silas nie powiedział mi, że jest omegą, uwierzyłbym, że naprawdę jest alfą – co prawda niskim alfą, ale jednak. Nie mogłem powstrzymać się od życzenia, by być takim jak on. Ludziom wystarczy jedno spojrzenie na mnie i od razu wiedzą, że jestem omegą. Nie wiedziałbym, co zrobić, gdyby ludzie patrzyli na mnie i brali mnie za alfę. Och, to zbyt wiele, o co proszę, ale może uda mi się go namówić, by pomógł mi wyglądać chociaż na betę. Myślę, że mógłbym nabrać pewności siebie, by roztaczać aurę bety. Gdy tak trwam w zamyśleniu, Vaxen podchodzi do mnie i zamyka mnie w uścisku. To takie inne niż w mojej watasze. Mam tam przyjaciół, owszem, ale tak ciepłe powitanie to dla mnie nowość. Moja wataha rezerwuje takie powitania dla nielicznych wybranych, a ja do nich nie należę, mimo że mój starszy brat jest w tej grupie. Jestem pewien, że to dlatego, że on będzie następnym betą stada i pójdzie w ślady taty. Ja nie idę w niczyje ślady, zwłaszcza teraz. Ech… Muszę przestać o tym myśleć. Niepewnie oplatam ramiona wokół Vaxena i szepczę: — Dziękuję, alfo Vaxenie. Vaxen przytula mnie jeszcze mocniej i szepcze: — Nie ma sprawy. My, męskie omegi, musimy się trzymać razem. Cóż, ma rację. Ja jednak chcę zachować ostrożność i nie robić zamieszania. Skoro to pomaga, że alfa chce mnie chronić, nie będę się kłócić ani zaprzeczać. Co więcej, nie umiem tego wyjaśnić, ale już czuję się tu częścią rodziny. Nie wiem jak, ale tak jest. Vaxen puszcza mnie i cofa się o krok, mówiąc: — Shane, będziesz siedział ze mną przy głównym stole. Jesteś głodny? Zanim zdążę odpowiedzieć, mój żołądek robi to za mnie głośnym burczeniem, co natychmiast wywołuje śmiech Vaxena i Silasa. Szybko kładę dłoń na brzuchu i spuszczam głowę, mrucząc: — Przepraszam. Vaxen kręci głową i rzuca: — Nie przepraszaj. A teraz chodźmy cię nakarmić, zanim twój żołądek zacznie mówić jeszcze głośniej. Po prostu kiwam głową i idę za Vaxenem, gdy ten odwraca się i kieruje do swojego stołu na końcu sali. O nie, nie mogę uwierzyć, że tak mi zaburczało w brzuchu. Ale wstyd.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 2 - Kaelen – Męska Luna Sekretnej Watahy | Czytaj powieści online na beletrystyka