(Winona)
Poranek zapowiadał się ponuro, gdy stałam w przedpokoju swojego domu, skuta w kajdanki na nadgarstkach i kostkach, czekając na transport do sądu w Santa Monica.
Szczerze mówiąc, byłam wdzięczna, że w ogóle wychodzę, pomimo okoliczności. Tydzień spędzony w zamknięciu, rozmawiając jedynie o pogodzie, błahostkach albo sprawach dotyczących życia i śmierci, był wyczerpujący.
A potem jeszcze
















