LUCE.
Moje oczy spoczęły na najciemniejszych niebieskich oczach, jakie kiedykolwiek widziałam w życiu, i poczułam, jak cały świat przestaje się kręcić. Jego spojrzenie było hipnotyzujące i mimo grymasu na twarzy wyglądał jak bóg – bóg, który marszczył brwi na mój widok, sprawiając, że całe moje wnętrze zapulsowało pod wpływem dzikości malującej się na jego obliczu.
– Ruszaj się... – syknęła za mną jakaś kobieta, popychając mnie do przodu. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że przestałam tańczyć. Wyrwałam się z odrętwienia, omiatając wzrokiem inne kobiety na scenie, próbując odnaleźć się w rytmie tańca.
Moje serce waliło jak oszalałe. Nigdy w życiu nie straciłam koncentracji, nawet w obliczu niebezpieczeństwa, ale na widok tego mężczyzny, w ułamku sekundy, wszystkie moje zmysły po prostu wyparowały.
Policzki mnie piekły – nie ze wstydu, ale dlatego, że nie podobało mi się, iż cała uwaga skupiła się na mnie, gdy tak stałam bez ruchu, nie wiedząc, jaki fragment układu właśnie wykonujemy.
W końcu inna Omega przetańczyła obok mnie i ujęła moją dłoń, kołysząc nią, zanim obróciła mnie wokół własnej osi. Szepnęła cicho, ale usłyszałam ją wyraźnie: – Po prostu się ruszaj i tańcz...
I tak zrobiłam.
Wkrótce odzyskałam rytm, ale moje oczy wciąż szukały tego mężczyzny, przez co znów gubiłam skupienie. Jednak nie było go już tam, gdzie go wcześniej widziałam, ani nigdzie indziej wśród publiczności.
Nie wiedziałam, czy czuję rozczarowanie, czy ulgę. Przynajmniej przestał mnie rozpraszać.
Tłum klaskał, wył i gwizdał, gdy muzyka ucichła, a my schodziłyśmy ze sceny. Prowadzący ogłosił, że licytacja rozpocznie się za kilka minut.
Byłam Omegą numer dziesięć.
Przede mną było dziewięć innych.
Niespecjalnie obchodziło mnie, kto mnie dziś kupi. I tak planowałam ucieczkę na południe, ale widząc te oczy, zastanawiałam się, czy on będzie licytował jakąś Omegę. Bo w głębi duszy wiedziałam, że mam nadzieję, iż będzie licytował właśnie mnie.
Może nie byłoby tak źle.
Na zapleczu panował kompletny chaos. Zostałam w jednym miejscu, opierając się plecami o ścianę i unosząc głowę w stronę sufitu, po czym zamknęłam oczy.
Mówiłam Olivii, że jeśli na zapleczu będzie duży ruch, nikt nas nie zauważy i będziemy mogły uciec. Ale ona nie chciała iść ze mną. Teraz, gdy nie brała już w tym udziału, wprowadzenie mojego planu w życie nie powinno być trudne.
Jednak część mnie chciała zostać – dla tych ciemnoniebieskich oczu.
– Chodź tutaj! – Gwałtownie otworzyłam oczy, słysząc głos Cory.
Złapała mnie za nadgarstek i pociągnęła w stronę toaletki, przy której wcześniej robiono mi makijaż. Posadziła mnie na krześle i zwróciła się do siedzącej tam kobiety: – Nałóż jej kolejną warstwę makijażu, dopilnuj, żeby to nie było widoczne.
Wskazała na moją szczękę, co sprawiło, że przejrzałam się w lustrze.
O Bogini. Zaczynał pojawiać się siniak. Ponieważ nie miałam wilka, a moja demonia moc była stłumiona, goiłam się jak ludzie. Powoli i boleśnie.
Siedziałam nieruchomo, gdy kobieta pracowała nad moją twarzą. Przez cały ten czas nasłuchiwałam tego, co działo się na scenie.
Sprzedano już cztery Omegi. Piąta właśnie wróciła na zaplecze. Była owinięta kocem i histerycznie płakała.
Moje serce ścisnęło się z bólu, gdy inne Omegi otoczyły ją i przytuliły. Pytały, co się stało. Zacisnęłam dłonie w pięści, słuchając jej pełnej udręki opowieści.
Nikt nie chciał jej licytować. Jeden z licytujących szydził, że musi się rozebrać, zanim padnie jakakolwiek oferta. Zmuszono ją do zdjęcia jednej części garderoby, ale licytacja nadal nie ruszała, więc kazano jej rozbierać się dalej.
Dopiero gdy stanęła przed nimi zupełnie naga, a jej ciało drżało od płaczu, zaczęły pojawiać się oferty.
Nienawidziłam swojej demoniej krwi, ale moja odraza do mężczyzn w tej sali rosła z każdą sekundą.
Widząc, jaką grę podjęli z tą Omegą, byłam pewna, że zrobią to z każdą z nas. Czułam ogromną pokusę, by spalić to miejsce do fundamentów i uratować te kobiety, ale co bym z nimi zrobiła później? Zwłaszcza gdyby nagle pojawił się mój ojciec?
Nigdy nie zabrałabym ich do podziemi. Wiedziałam, że cały proces po prostu by się powtórzył, gdybym nie mogła zapewnić im pełnej ochrony.
Znowu pomyślałam o ciemnoniebieskich oczach. Czy on też był w tym tłumie i szydził z niej, każąc się rozbierać? Na samą myśl o tym, że go pożądałam, wypełniło mnie obrzydzenie.
Był taki sam jak oni.
– Luce! Twoja kolej.
Cora zawołała mnie z drugiego końca pomieszczenia. Wstałam z krzesła i uniosłam głowę. Nie miałam się czego bać, ale pamiętałam, że muszę udawać potulną Omegę. Spuściłam więc wzrok i splotłam dłonie, prowadząc ze sobą wewnętrzny monolog.
Nagość nie była mi obca. Gdy miałam szesnaście lat, ojciec zabrał mnie do miejsca, gdzie demony urządzały orgie podczas rytuałów. Nie brałam w tym udziału, ale kazał mi patrzeć przez wiele godzin.
Chciał obudzić we mnie seksualność. I udało mu się to.
Nie byłam naiwna. Mogłabym się rozebrać gdziekolwiek, gdyby tego chcieli, i nie czułabym wstydu. Ale te kobiety tutaj... one były gwałcone psychicznie.
Zamknęłam oczy i chwyciłam naszyjnik, nakazując sobie zapamiętać twarze mężczyzn przede mną. Pewnego dnia po nich wrócę.
Luce, nie pozwól, by ich zło cię dotknęło. Ocal swoją duszę.
Część mnie próbowała walczyć z mrokiem.
Wszedłszy na scenę, zostałam poprowadzona na jej podwyższoną część. Znajdowało się tam sześć wielkich ekranów, na których miały być wyświetlane oferty. Jeden za moimi plecami, jeden przede mną i po dwa po bokach, gdzie siedzieli mężczyźni.
Uniosłam głowę wystarczająco wysoko, by widzieć tłum przed sobą, ale nie za wysoko, jak na Omegę przystało. Przełknęłam ślinę i zaczęłam wodzić wzrokiem po sali, szukając niebieskich oczu, które widziałam wcześniej.
Ale nigdzie go nie było.
– Omega numer dziesięć. Skończyła osiemnaście lat dwa miesiące temu... – ogłosił głos z głośników, a ja miałam ochotę przewrócić oczami.
Chyba dwa i pół roku temu? Powstrzymałam się jednak od okazywania jakichkolwiek emocji.
– ... sierota, wychowana w Sierocińcu Shallow Ridge.
– Obróć się, Omego. – Powstrzymałam dłonie przed zacisnięciem się w pięści i powoli odwróciłam się do nich tyłem. Byłam wdzięczna, że moja kopertowa spódnica zasłaniała pośladki przed ich wzrokiem. Wiedziałam jednak, że wkrótce zniknie.
– Z powrotem przodem...
Znów się odwróciłam, twarzą do nich, i tym razem dostrzegłam mężczyznę, który już stał przy swoim miejscu. Mógł mieć około dwudziestu pięciu lat, mniej więcej. Miał ramiona skrzyżowane na piersi, po czym położył dłoń na podbródku, wpatrując się prosto we mnie.
Widziałam, jak mi się przyglądał, gdy wcześniej tańczyłam, a ja desperacko szukałam wzrokiem tych ciemnoniebieskich oczu.
Byłam pewna, że będzie mnie licytował.
– Licytacja zaczyna się teraz...
Zegar zaczął tykać, ale nikt nie licytował. Nie miałam pojęcia, jak to się potoczy, dopóki nie zobaczyłam, że niektórzy sprawdzają tablety w dłoniach. Mężczyzna patrzący na mnie nie miał nic w ręku i chyba domyślałam się, co planuje.
– Rozbieraj się! – ryknął ten sam mężczyzna, a jego niski baryton sprawił, że dreszcz przeszedł mi po plecach. Był przystojny, nie zaprzeczę, ale budził we mnie odrazę.
Tłum mężczyzn zaczął szeptać, a kolejny mu zawtórował: – Rozbieraj się, głucha jesteś?
Próbowałam powstrzymać ciało przed drżeniem. Kiedy mówiłam, że nagość to dla mnie nic takiego, mówiłam szczerze. Ale część mnie nie chciała obnażać się przed tymi świniami.
– Omego numer dziesięć, poproszono cię o zdjęcie ubrania... – odezwał się głos z głośnika. Drżącymi dłońmi sięgnęłam do wiązania spódnicy.
Serce waliło mi głośno, dłonie mi się spociły.
Po prostu to zdejmij – powiedziałam sobie w duchu. I gdy już miałam rozwiązać supeł, ekran przede mną rozbłysnął.
10 000 – Nie rozbieraj się.
Puściłam wiązanie spódnicy i wypuściłam powietrze z płuc!
– Kto to, do cholery, jest? – ryknął mężczyzna, który wcześniej mnie obserwował, odwracając się i szukając wzrokiem kogoś, kto złożył ofertę.
Licytacja była jednak anonimowa. Można było tylko zgadywać, kto stuka w swój tablet.
Powstrzymałam uśmiech, patrząc na kwotę. 10 000 to było bardzo mało. Inne Omegi zaczynały od 50 000. Ale nie dbałam o to.
Byłam wdzięczna mojemu licytującemu.
Zegar licytacji tykał... i zaczęły spływać kolejne oferty.
20 000
30 000
50 000
75 000
Zobaczyłam, jak mężczyzna, który kazał mi się rozebrać, chwyta tablet i zaczyna coś na nim pisać.
200 000
Co jest, do diabła? Ramiona mi opadły, wiedząc, że teraz pewnie nikt mnie już nie przebije. Przysięgam, że wolałabym pójść z kimkolwiek innym, byle nie z nim.
300 000
Moje oczy rozszerzyły się, a serce załomotało głośno. Znów zaczęłam omiatać wzrokiem salę. Przy przygaszonych światłach trudniej było ich dostrzec, ale miałam nadzieję, że choć przez chwilę zobaczę tego, kto o mnie walczy.
Ten drań znów zaczął pisać.
350 000
500 000
Ostatnia liczba nie należała do pana Palanta, bo zaklął szpetnie, gdy pojawiła się na ekranie.
– To interesujące. Dotarliśmy do pół miliona. Czy chcecie, żeby się rozebrała? – Głos z głośnika zapytał tłum, a ten zgodnie odkrzyknął: „Tak!”.
500 000 – Zmuś ją do rozebrania się jeszcze raz, a rozwalę ci łeb.
Słowa te pojawiły się obok kwoty 500 000 na ekranie, a ja nie mogłam powstrzymać uśmiechu, który błąkał się na moich ustach. Kimkolwiek był mój licytujący, chyba już go lubiłam.
Prowadzący nic nie odpowiedział.
550 000
To chyba ten palant. Tylko on wciąż uderzał palcami w tablet.
700 000
Proszę, Bogini, proszę. Nie pozwól temu palantowi dać więcej.
800 000
Cholera!
1 000 000
Moje oczy rozszerzyły się dokładnie w momencie, gdy na piętrze nad widownią, tuż przede mną, otworzyły się drzwi. Ktoś wyszedł, ale było zbyt ciemno, bym mogła go dojrzeć, jednak moje serce zaczęło walić jak szalone.
Czy to jeden z licytujących, czy może organizator? Mężczyzna przeszedł przez otwarty korytarz i po chwili zniknął mi z oczu.
– Kim ty, kurwa, jesteś? No dawaj, oddaj mi ją! – Głos pana Palanta brzmiał na sfrustrowany, po czym złożył kolejną ofertę.
1 050 000
Potem zapadła cisza. Oczy mi zwilgotniały, gdy spojrzałam na pana Palanta, który z pysznym uśmieszkiem rozglądał się wokół, próbując namierzyć drugiego licytującego, podczas gdy licznik odliczał czas.
Trzydzieści sekund i on stanie się moim właścicielem.
Już zaczynałam planować ucieczkę, gdy tylko wrócę na zaplecze, kiedy nagle do moich uszu dobiegł dźwięk kroków na wykładzinie. Mimo hałasu w sali, te kroki brzmiały niezwykle wyraźnie.
Spojrzałam w stronę, z której dobiegały, i niemal opadła mi szczęka, gdybym tylko nie zdołała się powstrzymać.
Nadchodziły Ciemnoniebieskie Oczy.
















