„Jasna ch*lera, Rayna. Twoje stado jest przepiękne!” – wykrzykuję.
Wzgórze, na które wjeżdżaliśmy, wcale nie opadało z powrotem do doliny, jak mi się wydawało. Teren się wyrównał, a drzewa były pełne i bujne, niektóre z nich zaczynały już nawet zmieniać kolory wraz z nadchodzącą porą roku. Droga, po której jechaliśmy, była bardzo dobrze utrzymana, a większe drzewa tworzyły nad nami swego rodzaju
















