46 - Ryker
Wreszcie dostrzegam ją; biegnie, jakby od tego zależało jej życie. To oznacza, że ona również usłyszała warknięcie i zrezygnowała z ukrywania się, by pędem uciekać ścieżką w bezpieczne miejsce. Przynajmniej nie pcha się tak całkiem w ramiona śmierci, po prostu bez przerwy balansuje na krawędzi niebezpieczeństwa.
– Bennet, widzę ją. Masz tego wilka?
– Ta, to tylko włóczęga na przebieżce.
















