Człowiek Luny

Człowiek Luny

Autor: Aeliana Moreau

Rozdział 3
Autor: Aeliana Moreau
2 mar 2026
2 - Kennedy – Cześć, Kennedy! Wyglądasz świetnie, mała! Mam wrażenie, że za każdym razem, gdy cię widzę, jesteś jeszcze gorętsza. – Tommy. Widziałeś mnie wczoraj... na treningu... kiedy spuściłam ci łomot. – Tak naprawdę nie spuściłam mu łomotu. Po prostu nie dałam się pobić i dałam mu nieźle popalić. – W tym też jesteś coraz lepsza. – Zamyka oczy i uśmiecha się, a my wszyscy po prostu wybuchamy śmiechem. – Jesteś taki głupi! – mówię do naszego przyszłego Delty. – Czy ten tekst w ogóle działa na jakieś dziewczyny? – Zachowuję moje najlepsze teksty dla ciebie, dopóki oczywiście nie znajdę swojej przeznaczonej. Wtedy nie będę potrzebował żadnych tekstów, ona będzie mnie kochać bez względu na wszystko. – Kładzie dłoń na sercu. – Szczęściara z niej. – Udaję, że wymiotuję na Jasona, który tylko się z tego śmieje. – Masz szczęście, że Bogini Księżyca zmusi kogoś, by był z tobą na zawsze. Inaczej nie wiem, czy ktokolwiek wytrzymałby z tobą tak długo. – Ben parska śmiechem. Nie wiem, czy kiedykolwiek widziałam, żeby nasz twardy jak skała przyjaciel okazywał tak otwarcie jakiekolwiek emocje. Tak naprawdę to z niego naprawdę fajny facet, kiedy już go dobrze poznasz, ale dla zewnętrznego świata jest surowy i małomówny. Choć wydaje się, że ten styl działa, sądząc po ilości dziewczyn, które próbują sprawić, by się przed nimi otworzył, tak bardzo zdeterminowanych, by go „naprawić” lub „ocalić”. Nie sądzę, by był zepsuty, po prostu jest powściągliwy. Jego przeznaczona będzie jedyną osobą, której pokaże tę drugą twarz. Wchodzimy do szkoły gotowi na rozpoczęcie pierwszego dnia naszej ostatniej klasy liceum. —- Pierwszy tydzień zajęć był mniej więcej taki, jak się spodziewałam. Wredne dziewczyny mówiły wredne rzeczy, ale chłopaki nie pozwalają im zbytnio zagalopować. Nie wkroczyli od razu do akcji tak jak kiedyś. Kiedy po raz pierwszy się tu pojawiłam, fakt, że byłam człowiekiem i najlepszą przyjaciółką syna Alfy, był wielkim wydarzeniem. Nieważne, jaką rasę, gatunek czy nadprzyrodzone moce posiadasz, nastolatki i tak bywają po prostu dupkami. Więc chłopaki skakali w moją obronę, ale to tylko pogarszało sprawę. Sprawiło to, że stałam się jeszcze większym celem do dręczenia, ponieważ postrzegano mnie jako kogoś słabego, łatwą ofiarę. Po wypadku miałam problem z samym wyjściem z łóżka, a dzieciaki w szkole wcale tego nie ułatwiały. Jeremiah wyciągał mnie siłą na treningi, żeby wyrwać mnie z domu. Dało mi to ujście dla emocji, gdy moja depresja przerodziła się w fazę gniewu w żałobie. Pewnego dnia na treningu pewna dziewczyna zrobiła się wyjątkowo agresywna, po tym jak inni ją wyśmiali. Żart, który próbowała mi wyciąć, obrócił się przeciwko niej i skończyła z syropem na spodniach przez część dnia. Postanowiła zemścić się publicznie. Ponieważ byłam człowiekiem, założyła, że nie wiem, jak naprawdę walczyć, mimo że trenuję z nimi wszystkimi każdego dnia. Jej pierwszy błąd. Myślała też, że nie będzie musiała wkładać w to dużego wysiłku, ponieważ, znów, byłam człowiekiem, a ona wilkiem, a do tego nie ma żadnego porównania. Jej drugi błąd. Ciężko ją pobiłam, i od tamtej pory trenuję razem z chłopakami jako przyszła wojowniczka, a także ćwiczę samoobronę w studiu mojej mamy. Są rzeczy, których nie potrafię zrobić, jak przemiana w potężną bestię, ale wciąż z nimi trenuję, nawet gdy są w swojej wilczej postaci. Uczyniło mnie to szybszą i bardziej czujną. Myślę, że chłopaki mnie oszczędzają, ale zazdrosne dziewczyny już nie. Moje umiejętności są różnorodne i prawdopodobnie dzięki temu też lepsze. Pracowałam również z trenerami nad używaniem innych moich zmysłów i ich wyostrzaniem, niczym każdego innego mięśnia. Odkryłam, że jestem naprawdę dobra w tropieniu i ukrywaniu się przed tropicielami. Mimo że wilczy zmysł węchu jest bardzo silny. Potrafię nawet wywieść w pole Jeremiaha, który, mając w sobie krew Alfy, jest jednym z najsilniejszych. – Więc, o co dokładnie chodzi z tym spotkaniem? Mam na myśli, że wszystkie sojusze mają się dobrze, prawda? – pyta Tommy Jera, gdy po szkole krążą wokół siebie na ringu sparingowym. – Myślę, że chodzi raczej o to, by mnie i innych przyszłych Alfów przygotować do przejęcia władzy. Wiesz, spotkania z innymi Alfami, nawiązywanie relacji, tego typu rzeczy. Znam większość z tych chłopaków od dziecka, więc nie będzie tak źle. Głównie formalności. – Jeremiah unika serii ciosów, ale nie reaguje wystarczająco szybko, bo gada machając rękami, i zostaje znokautowany podcięciem nogi. Upada z hukiem na ziemię, szybko się podnosi i robi przewrót, zanim Tommy zdoła wymierzyć kolejny kopniak. Jer odpycha stopę Tommy'ego, zmuszając go do zachwiania, i staje na równe nogi, by przejść do ofensywy. Zanim robi się zbyt ostro, Jason wkracza, uderza Tommy'ego w ramię i zajmuje jego miejsce, by sparować z Jerem. Często się zmieniamy, by pracować nad jego wytrzymałością. Ja byłam pierwsza i wyprowadziłam świetny prawy sierpowy, ale wkrótce po tym poległam po ciosie w żebra. Mogłam usłyszeć kilka trzasków, ale nic im nie mówię. Ostatnim razem, kiedy myśleli, że mnie skrzywdzili, nikt nie chciał ze mną walczyć przez miesiąc. Pracowałam z naszą główną uzdrowicielką w klinice nad sposobami szybszego leczenia i rzadszego chorowania. Wilkołaki rzekomo nie mają problemów z chorobami czy infekcjami tak jak ludzie, a złamane kości goją im się w kilka dni, zaś zadrapania w ciągu zaledwie kilku godzin. Moje ludzkie ciało potrzebuje więcej czasu, ale zioła i herbaty od naszej uzdrowicielki przyspieszają gojenie i znoszą większość obolałości i bólu. – Kiedy wyjeżdżacie? – pyta Jason, podczas gdy wciąż krążą wokół siebie na ringu. Nasz dyżurny surfer o jasnych, piaskowych włosach i ciemnych oczach. To on jest tym słodkim spokojem dla militarnej sztywności Bena i dzikiego wygłupu Tommy'ego. – Wyjeżdżamy dziś wieczorem, więc miejcie na nią oko. – Wskazał na mnie, a ja prawie wyplułam wodę, którą właśnie piłam. – O czym ty w ogóle gadasz: „miejcie na nią oko”? Po co mi niańki? Będziecie niedostępni tylko przez weekend. – Próbuję zachować spokój, ale słabo mi to wychodzi. Nienawidzę, kiedy tak robią. – Wiesz, że na południowych granicach miały miejsce ataki samotników. Nie pojawiły się zbyt blisko nas, ale teraz, kiedy jestem w okresie przejściowym przed objęciem tytułu Alfy, staliśmy się bezbronni, a ty stanowisz cel z kilku powodów. Pozostali nowi Alfowie zauważyli u siebie podobną sytuację. To tylko środek ostrożności, obiecuję. – Jakie to dokładnie powody? – Nie potrafię odpuścić tematu. Ostatnio zrobił się wobec mnie aż nazbyt obsesyjnie opiekuńczy i nie wiem dlaczego. Coś się dzieje, a ja chcę wiedzieć co. – Wiesz dlaczego, Ken, daj spokój. – Błaga, wiedząc, dokąd zmierza ta rozmowa. Nie może jednak skupiać się na mnie zbyt długo, Jason wciąż ćwiczy swoje umiejętności chwytania, a oni wszyscy używają mnie do rozpraszania Jera. – Nie. Chcę, żebyś wyłożył mi to g*wno prosto z mostu. Prycha i rozgląda się za resztą chłopaków, jakby myślał, że go uratują. Dobrze wiedzą, że nie powinni wkraczać na tę wojenną ścieżkę, ale wcale też nie uciekają gdzie pieprz rośnie. – Dobrze. To nie może się powtórzyć, nie zniosę tego, nie zniesiemy tego. – Gestykuluje w stronę chłopaków. – Co, Jer-e-mi-ah – wymawiam powoli jego imię – nie może się powtórzyć? – Nie możemy pozwolić, żeby cię znowu porwali! – cedzi przez zaciśnięte zęby. – Ostatnim razem nic się nie stało. – Mój głos staje się głośniejszy. – Mieli mnie przez całe dwa dni, musisz o tym zapomnieć. – Bzdura! Zostałaś namierzona przeze mnie. To nie może się powtórzyć. Zmieniam taktykę. – Kto mnie wtedy uratował, co? – Walczę o spokój, którego wcale nie czuję. Potrafię zrozumieć jego uczucia, ale nie muszę znosić tych jego głupich reakcji. Bierze głęboki oddech i wstrzymuje walkę z Jasonem. – Sama się uwolniłaś, w porządku? Wiem to, wszyscy o tym wiemy, ale to nie ma znaczenia. Jesteś człowiekiem, a zostawiono cię bez straży. – Warknął na mnie. – Co do k*rwy?! Byłam i jestem wojowniczką w tym stadzie. Każdy, kto byłby na moim miejscu i w mojej sytuacji, mógł zostać porwany. A może nie jestem już wystarczająco dobra, by utrzymać ten tytuł? – Wiesz, że jesteś, po prostu... – Chrząka. – Nie mogę cię stracić. Ludzie wiedzą, że jesteś dla mnie ważna, a to sprawia, że bierze się cię na celownik właśnie przez to i fakt, że jesteś człowiekiem. – Pociera twarz. – Ben, Jason i Tommy są dla ciebie ważni. Im też przydzielisz asystę niańki? – Co? Nie, oczywiście, że nie. To ich zadanie. Oni są po prostu... – Jąka się ponownie, uświadamiając sobie, że przegrywa tę kłótnię. – Po prostu kim? Chłopakami? Wilkołakami? – Wzruszam ramionami. – Wiem, że się o mnie martwisz, ale nie jestem na tyle głupia, by pchać się w niebezpieczeństwo. Więc przestań traktować mnie jak kruche szkło. A co z twoją Luną? Też zamkniesz ją pod kluczem, kiedy ją wreszcie znajdziesz? Chętnie bym zobaczyła tę kłótnię. – Ale ty jesteś krucha, Ken, uch... – Wskakuje przede mną, chwyta mnie za ramiona i przyciąga do swojej klatki piersiowej, blokując moje ręce po bokach w swoim kontrolującym uścisku. – Jesteś bardziej krucha niż my. Jeden z nowych Alfów przenosił swoją przeznaczoną do swojego stada, a jej pojazd został zaatakowany po drodze. Nic jej nie jest, ale wielu ludzi ucierpiało, a ją przetrzymywano dla okupu. Walczyła, Ken, i to twardo, a i tak ją pojmali. Nie mogę zaprzeczyć temu, że są mniej podatni na złamania niż ja, to fakt naukowy. A Luna to serce stada, jedyna rzecz, która czyni Alfę najsilniejszym, ale może też go całkowicie zniszczyć. On po prostu wciąż zapomina o jednym: nie jestem jego Luną. – Wszystko będzie dobrze – mruczę niezobowiązująco. – Och, tak? A jak tam żebra? – Co...? – Nie próbuj kłamać, czułem, jak pękają. Nie sądzę, żeby były złamane, skoro jesteś w stanie na mnie wrzeszczeć, ale to tylko udowadnia moją tezę. Jesteś moją siostrą i kimś bardzo, bardzo ważnym. I definitywnie potrzebujesz uzdrowicielki. – Ściska mnie w bok, a ja się krzywię. – Chodźmy. – Nie! Będzie dobrze za parę dni. Uzdrowicielka Gwen dała mi coś, co przyspiesza gojenie. Będę jak nowa, gotowa skopać ci tyłek, kiedy wrócisz. – Idziemy tam teraz, albo telepatycznie powiadomię mamę. Nabieram gwałtownie powietrza. – Cios poniżej pasa, Jer. – Chodź, Ken, niech cię sprawdzi, a potem niech postawi nam wszystkim coś do jedzenia z gwarancją, że dzięki temu poczujesz się lepiej. – Wtrąca się Tommy. Ma już spakowane rzeczy i jest gotowy do drogi. Walczymy dłużej, niż myślałam, kiedy spoglądam na zegarek. – Masz, Kennedy. – Ben podaje mi moją torbę. Cóż, chyba w takim razie idziemy. Niechętnie idę za nimi do samochodu Jeremiaha. Wiem, że gdybym zwlekała zbyt długo, ktoś by mnie po prostu podniósł i wrzucił do auta jak zabawkę. Okazało się, że to dwa drobne pęknięcia, a chłopaki musieli złożyć przysięgę milczenia w tej sprawie. Ciocia Beth miała tendencję do robienia się aż nazbyt nadopiekuńczą, kiedy tylko mi się coś stało. Była o wiele gorsza od Jeremiaha, a ja wiecznie miałam jakieś sińce i zadrapania. To cud, że w ogóle pozwoliła mi trenować ze stadem, ale myślę, że wiedziała, iż tak czy siak bym znalazła na to sposób, a chłopcy, i pewnie wujek James, poparliby tę moją anarchię. Całe życie uczęszczałam też na zajęcia do mamy, więc nie byłam podatna na wypadki ani słaba, byłam po prostu człowiekiem. Miałam w zwyczaju biegać na całego, i zawsze tak było, jakbym sama była w części wilkiem. Kiedy wróciliśmy do domu stada, ciocia Beth miała dla nas przygotowaną górę pizzy. Mimo że Tommy po drodze od uzdrowicielki zmusił nas do postoju na burgery, wszyscy rzucili się na jedzenie. Ciocia Beth podeszła do mnie, podczas gdy wujek James i Delta Drake wynosili torby na zewnątrz. – Wrócimy za kilka dni, kochanie. – Ciocia Beth przytula mnie, a w jej oczach widać zmartwienie. – Serio, nic mi nie będzie. Poza tym mam ten cały boysband do dotrzymania mi towarzystwa. – Wskazuję kciukiem przez ramię na Tommy'ego, Bena i Jasona siedzących przy wyspie i wcinających pizzę. – Lepiej już idź, żebym mogła do nich dołączyć, dobrze wiesz, że oni nic mi nie zostawią. – Przytuliłam ją jeszcze raz. Podeszłam do wyspy kuchennej i musiałam trzepnąć Tommy'ego po rękach, gdy sięgał po ostatni kawałek serowej pizzy. Tylko zachichotał jak małe dziecko. Z tyłu oplotły mnie wielkie, silne ramiona, ściskając mocno. – Kocham cię, Ken. Zostawiłem ci koszulkę w pokoju. Na wszelki wypadek. – Szepcze mi do ucha. – Dzięki. Ja ciebie też kocham. – Odchylam się w jego stronę i ściskam dłonią jego masywne ramię. A potem zniknął. Zniknął.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 3 – Człowiek Luny | Czytaj powieści online na beletrystyka