Kiedy podjeżdżamy, na tyłach domu watahy trwa w najlepsze impreza. W drzwiach frontowych wita nas omega i prowadzi do środka, a mnie od razu uderza zapach Kennedy. Działa jak balsam na bolesną ranę, trwającą od miesiąca ranę zadaną jej nieobecnością. Ciało całkowicie mi się rozluźnia i znika z niego każda, choćby najmniejsza doza napięcia, jaka zebrała się we mnie dzisiejszego dnia przez Claude’a.
















